Przeczytaliśmy

Rzeczywistość niedopasowana. Lisa Halliday „Asymetria”

Źródło grafiki: Michał Ciemniewski
Na Spotify znalazłem playlistę złożoną z utworów występujących w Asymetrii (podrzucam wam link na końcu). Muzyka klasyczna, jazz, rozrywkowe standardy z lat czterdziestych. Dvořák, Chet Baker, Billy Eckstine, Strauss i inni.
Zaczynam od wzmianki na temat muzyki, bo w ten sposób jest trochę łatwiej zaczepić się w literackim świecie Lisy Halliday. Napotykając na kartach powieści kolejne tytuły, nabieramy pewności, że nie znalazłyby się tu, gdyby autorka nie darzyła ich prawdziwie melomańskim uwielbieniem. Te kawałki bezpośrednio łączą nas z autorką i pozwalają zakotwiczyć się na – że tak lirycznie powiem – wzburzonych wodach literackiego potencjału debiutantki.

Tak. Debiutantki. Asymetria to pierwsza powieść Amerykanki. Halliday (rocznik 1977) wcześniej opublikowała tylko jedno opowiadanie w „The Paris Review”. Może więc zaskakiwać to, że niemal na samym początku literackiej kariery okrzyknięto jej książkę jedną z najważniejszych powieści 2018 roku, a literackie osobistości prześcigały się w wyrazach zachwytu. Reakcje na polskie wydanie ukazywały podobne podekscytowanie, więc aż mnie skręcało, żeby czym prędzej przeczytać ją samemu. Co mogę o niej teraz powiedzieć?

Przede wszystkim, Asymetria to właściwie dwie książki w jednej (choć składa się z trzech części, ale ostatnia, bardziej niż osobną historią, jest spoiwem dwóch poprzednich). Pierwsza to historia romansu. Z perspektywy obyczajowości, dość zaskakującego. Chodzi bowiem o Alice – młodą, około 25-letnią asystentkę w dużym wydawnictwie i Ezrę Blazera – ponad 70-letniego sławnego pisarza. Tu pieprzna ciekawostka – premierze Asymetrii towarzyszyły nie tylko zachwyty, lecz także plotki mówiące, jakoby Halliday relacjonowała własny romans z Philipem Rothem. Autorka nie potwierdza tych teorii, ale zmarły w 2018 roku pisarz niewątpliwie jest pierwowzorem fikcyjnego bohatera. Związek wspomnianej dwójki to pierwszy wymiar asymetrii. Ta najbardziej oczywista dysproporcja ukazana przez różnicę wieku zaczyna być jednak przełamywana inną. Rozpoczynając romans, Alice – powiem brzydko – łapie się na ostatnie lata witalności Ezry. Ezry pisarza i Ezry kochanka. Ezry, który spłaca kredyt studencki, kupuje drogie prezenty, podrzuca inspirujące lektury, zabiera na koncerty. Ale też Ezry pana, mentora, samca – dzwoniącego wyłącznie z zastrzeżonego numeru. Każącego czekać na swoją uwagę, łaskawie zapraszającego do letniego domku. Z czasem asymetria zależności zaczyna się odwracać i w końcu to Alice jest osobą niezbędną pisarzowi. Dziewczyną, która decyduje się żyć ze starym grzybem, przynosić leki i osładzać późną jesień życia. Ale też kimś mimowolnie wywołującym u pisarza lęk przed samotnością. Choć ta dziwna para darzy się szczerą miłością, podskórnie czujemy, jak krucha jest to relacja, w której Alice MOŻE, a nie MUSI być z Ezrą. Udowadniają to słowa pisarza kończące pierwszą część, po których przechodzimy w rzeczywistość zgoła odmienną.

Nie chodzi tylko o inną historię, z pozoru niepowiązaną z pierwszą częścią książki, ale też o różnicę w stylu narracji. Bohaterem tu jest Amar, Amerykanin irackiego pochodzenia. Praktycznie przetrzymywany na terenie lotniska Heathrow, gdzie więżą go nadgorliwe, wręcz paranoiczne procedury bezpieczeństwa, które wprowadzono po największych zamachach terrorystycznych XXI wieku. Podczas gdy pierwsza część była liniowym ciągiem trzecioosobowych literackich slajdów, Amar czekający na lotnisku, miejscu w pewnym sensie „pozapaństwowym” i „pozaczasowym”, skacze pamięcią po miejscach i wydarzeniach. Do bohatera zbliżamy się tym bardziej, że wypowiada się on w pierwszej osobie, odsłaniając przed nami wszystkie swoje przemyślenia, a pozorny chaos wspomnień spaja pytaniami o tożsamość i powinności wobec otaczającej go rzeczywistości.

W samej opowieści Amara też dostrzegamy asymetrię. Asymetrię cywilizacji. Ameryka i ogólnie cały bogaty Zachód zestawione są z Irakiem – państwem, którego historia jest, jeśli nie wprost zależna od interesów mocarstw, to na pewno odczuwająca skutki cynicznego rozumienia słów „demokracja” i „wolność”, którymi w pierwszej dekadzie lat dwutysięcznych szafowali najważniejsi politycy świata. Amar to chłopak z nowojorskiego Brooklynu. Miastowy młodziak w pełni korzystający z konstytucyjnych wolności. Irak nie jest dla niego krajem przodków ani miejscem, które można by idealizować. Każde odwiedziny u mieszkającego tam brata to pobyt w państwie rozbitym wojną, w którym ludzie boją się wyjść z domu po zmierzchu, a dolary wcale nie są brudną walutą najeźdźcy, jeśli spore ich sumy można dostać za porwanie dla okupu. Zatrzymanie na lotnisku oraz zdarzenia, o których dowiadujemy się z opowieści Amara, sprawiają jednak, że staje on na linii asymetrii. Sam może odczuć działania Zachodu, sam może zobaczyć potrzeby Bliskiego Wschodu i w końcu sam może się zorientować, że wewnętrzne „lustro”, przed którym staje, wcale nie musi pokazywać wiernego odbicia wolnego człowieka.

Obie te historie łączą się, lecz nie bezpośrednio. Do przecięć dochodzi na wyższym poziomie ogólnego dyskursu o kondycji dzisiejszego świata. Dwie przedstawione rzeczywistości korespondują ze sobą jakby ponad samą narracją. To dialog na temat empatii, możliwości zrozumienia drugiej osoby i innej kultury. Im dłużej trwa, im dłużej mu się przysłuchujemy, tym mocniej uświadamia nam istnienie asymetrii – rażące niedopasowania naiwnych wyobrażeń i rzeczywistości.

Muszę przyznać, że zdolności Halliday są zaiste mistrzowskie. Pisarka potrafi układać trudne otwarte pytania o współczesny świat (niczym u Rotha – przypadek?) w takim porządku, by odpowiedź na jedno prowokowała zadanie kolejnego. Zagadnienie książki jest przez to poddawane ciągłemu definiowaniu, co wymaga od nas wielkiego skupienia nawet przy fragmentach, które mogłyby się wydawać banalne. Można powiedzieć, że w pewnym sensie Asymetria to wycinek ciągu myśli bez początku i końca. Coś, co skłania czytelnika do samodzielnego uzupełniania tego obrazu lub umieszczania go w różnych kulturowych kontekstach.

Czy jednak to wystarczy, by można było mówić o „wielkiej powieści”? Łatwo mi zrozumieć wszystkie zachwyty, bo to naprawdę znakomita książka. Wolałbym jednak zachować ostrożność w opisywaniu jej przymiotnikiem „wielka”. Prawda, ta proza ma coś, co pozwala jej przekraczać samą siebie i prowokować dyskusję. Wątpię jednak, byśmy słysząc o kryzysie imigracyjnym, losie uchodźców czy bombardowaniach Syrii, zadali sobie pytanie: „co by o tym powiedziała Lisa Halliday”? A jednak szczerze polecam Asymetrię. Nie tylko ze względu na to, że to porządny kawał literatury, lecz także dlatego, że warto będzie już mieć ją przeczytaną, gdy Amerykanka opublikuje kolejną książkę, być może arcydzieło.


autor: Lisa Halliday

tytuł: Asymetria

przekład: Maciej Świerkocki

wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

miejsce i rok wydania: Kraków 2019

stron: 380

format: 135 × 210 mm

oprawa: twarda


Asymetry: Soundtrack of the Novel by Lisa Halliday. Ezra Blazer on Desert Island. Spotify.com. Dostęp na: https://open.spotify.com/playlist/6gfqxJFtpRKrJingjaPxGd [dostęp: 09.06.2019]

Michał Ciemniewski

Do niedawna – brzęczący słoikami student kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Od niedawna – mieszkaniec Krakowa parający się codziennością w krainie obwarzanków. Muzyka jest jedyną rzeczą, wokół której potrafi skoncentrować myśli na dłużej niż pięć minut. Wielki miłośnik popu i jego adwokat z urzędu, broniący tego gatunku przed podłymi oszczerstwami. Jego ulubiona liczba to 100000000, a w przyszłości chce zostać samolotem.