Przeczytaliśmy

Znikający świat

Kiedy mniej więcej rok temu pisałem o Drożdżowni Jakuba Kornhausera, w ostatnim zdaniu namawiałem do czytania jego prozy poetyckiej, bo to autor, który swoje książki publikuje nieprzesadnie często. Tamta ukazała się w 2015 roku, sześć lat po poprzedniczce, a właśnie wydano jego Dziewięć dni w ścianie
W książce znalazły się teksty, które autor publikował wcześniej w miesięcznikach „Znak” i „Pismo”, w „Magazynie Literackim biBLionetka” i w opracowaniu Lech Chwistek. Nowe kierunki w sztuce. Dla kogoś, kto zna je z wcześniejszego druku, będą okazją do ponownego spotkania z intrygującym stylem Kornhausera. A dla miłośników jego prozy poetyckiej – przyjemnym zbiorem niezwykłych tekstów. Kiedy czyta się jego wcześniejszą Drożdżownię, dominuje przekonanie, że pisarz połamał wiersze i ułożył je w prozę. W odważny sposób pozbawił strofy ich pierwotnych znaczeń z „międzywierszy” i nadał nowe. W Dziewięciu dniach w ścianie jest podobnie, ale nie ma się już wrażenia łamania jakiejś konwencji. Pierwsze odczytanie przywodzi na myśl wędrowca, który w miejskiej dżungli wyławia pojedyncze zdania i przez zestawianie ich ze sobą próbuje nadać sens zgiełkowi. Podejmuje próbę porządkowania chaosu. Sprawdza, czy z nadmiaru słów i zdań da się ułożyć jakiś świat. Nawet nie chodzi mu o to, żeby miał jakiś sens, a już na pewno tego nie zakłada. On raczej zauważa, że nadmiar słów we współczesnym świecie wywołuje samoistne kodowanie znaczeń. Jakby tkanka komunikacji ewoluowała tak dalece, że zaczyna gmatwać relacje międzyludzkie. Kornhauser zdaje się nawet pytać w kolejnych tekstach o to, czy sfera języka nabrała już samoświadomości. A może to my pozbawiliśmy język podstawowej roli – czyli narzędzia komunikacji – i on teraz samodzielnie szuka nowej? Jak się to skończy dla ludzi? Czy da się jeszcze wyłowić z potoków słów jakieś znaczenia?

„Słychać Maryję, słychać cymbały w ścianie, gdzie świat medytacji i ciemno. Bijemy się z oddechami, rytm budzi nowe domy. Nowy domu, módl się za nami. Nowy garażu, módl się za nami. Nowa szopo, módl się za nami. Kominy, módlcie się za nami i drzewa. Módlcie się za nami, nowe stojaki na rowery, wideodomofonie, panie dozorco na góralu od ojca, panie i panowie z komitetu blokowego nowej kadencji, niebios przychylcie” (s. 12).

Książka zawiera cztery cykle tekstów. Wydaje się, że ich wspólnym mianownikiem, oprócz opisu świata, który odchodzi, jest temat miejsca. Wszystkie miejsca, o których pisze Kornhauser, zdają się przywoływane z przeszłości. Okazuje się, że nasz osobisty świat istnieje wyłącznie w pamięci. Tak jak nie da się wejść dwa razy do tej samej rzeki, tak to samo miejsce nigdy nie jest identyczne. A na im dłuższy czas zostawiamy je bez nas, tym bardziej się zmienia. Można mieć nawet wrażenie, że nasza obecność trzyma w ryzach świat. Kiedy go zostawiamy, zmienia się. Robi to w pośpiechu – napuszcza korniki na stare meble, wyrzuca na śmietnik tandetną zastawę stołową, na której jedliśmy śniadania, zwala drzewa, wpływając na krajobraz. Sami wyganiamy się z naszego świata w poszukiwaniu doznań, a kiedy wracamy tam, skąd wyruszyliśmy, wszystko jest inne. Nie możemy porozumieć się ze znikającym światem. Brakuje nam słów, a wspomnienia spowija mgła. Znikają z głowy hasła otwierające zaczarowane skrzynie z dzieciństwa, a kody PIN pasują już tylko do skrzynek z emocjami za pieniądze. Przeminęło już nasze dziewięć dni w ścianie. Jesteśmy już nieprzystawalni.


autor: Jakub Kornhauser

tytuł: Dziewięć dni w ścianie

wydawnictwo: WBPiCAK

miejsce i rok wydania: Poznań 2019

liczba stron: 179

format: 160 x 210 mm

okładka: miękka ze skrzydełkami



Recenzję Drożdżwoni Jakuba Kornhausera przeczytacie tutaj. A jeśli potrzebujecie jeszcze więcej prozy z dużą dawką poetyckości, możecie sięgnąć po literacki debiut Pawła Sołtysa.

Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.