Przeczytaliśmy

Pożegnanie z początkiem

Źródło grafiki: Monika Jasek
O Pożegnaniu z Afryką Karen Blixen słyszałam niejednokrotnie od lat. Nigdy dotąd nie było jednak okazji, by po nie sięgnąć. Odpowiednia chwila przyszła w końcu sama – Wydawnictwo Poznańskie właśnie wznowiło tę powieść, więc nie zostało mi nic innego, jak tylko w końcu ją przeczytać. 
Karen Blixen po raz pierwszy wydała książkę w 1937 roku, ale – co ciekawe – pod pseudonimem Isak Dinesen (Dinesen to jej prawdziwe, panieńskie nazwisko). Pożegnanie z Afryką to zapis wspomnień autorki z życia w Kenii, do której wyjechała po ślubie ze szwedzkim baronem (pobrali się w 1914 roku). Małżeństwo jednak nie należało do zbyt szczęśliwych, ponieważ już w 1921 roku Blixenowie ogłosili separację, a cztery lata później – rozwód. Karen zaś przez 10 lat zajmowała się sama plantacją kawy, aż do 1931 roku, gdy wróciła do rodzinnej Danii. Z tego właśnie okresu pochodzą notatki pisarki.

Powieść ma raczej luźną konstrukcję, zbliżoną do dziennika, w którym wspomnienia autorki swobodnie przeplatają się z jej przemyśleniami. Zostają nam przedstawione nie tylko stosunki, jakie łączyły ją z tubylcami, lecz także ich zwyczaje oraz sposób myślenia. Podejrzewam, że Pożegnanie z Afryką pociąga zwłaszcza osoby zainteresowane tematem postkolonializmu. Zwłaszcza że znalazły się tu również opisy poczynań białych kolonizatorów, którzy nierzadko uważają się za lepszych od rdzennych mieszkańców. Wydaje im się – to chyba odpowiednie określenie – że są wyżej w hierarchii rozwoju. Blixen, pewnie dość niezamierzenie, pokazuje nam, jak oba światy mogą się przenikać, a różnice, które dla niektórych świadczą o ograniczeniu, ciemnocie i zacofaniu, mogą być przedmiotem zainteresowania, a nawet źródłem mądrości. Niektóre wydarzenia czy zachowania mogą nas jednak dziwić, zwłaszcza że jesteśmy przyzwyczajeni chociażby do innego rozumienia prawa czy systemu kar. Najlepszym przykładem jest właśnie wymierzanie kar, które polega na przeliczeniu krzywdy ofiary na liczbę zwierząt, które muszą zostać podarowane pokrzywdzonemu (nawet w zadośćuczynieniu za zabójstwo). Ciekawe jest też to, że za przewinienia kobiety odpowiedzialny jest jej mąż i to on ponosi konsekwencje.

Absolutnie zachwycające są opisy przyrody, która wydaje się na wyciągnięcie ręki. Autorka posługuje się subtelnym, lekkim językiem. Dzięki temu przez utwór właściwie się przepływa. Z łatwością można sobie wyobrazić szczyty gór, na które patrzyła, mgłę zalegającą w dolinach, zwierzęta pasące się w oddali. Blixen nie szczędzi również relacji z pracy na farmie czy licznych wypraw na polowania oraz safari. Jest jednak pewna niekonsekwencja w zachowaniu kobiety, która nie pojmuje sposobu traktowania zwierząt przez tubylców i potrafi ich krytykować, gdy sama jeździ na polowania dla zabawy, bez szczególnego celu. Łapałam się za głowę za każdym razem, gdy zabijała jakieś zwierzę dla skóry czy innej korzyści czysto materialnej, a nieco później dochodziła do wniosku, że albo nie jest z tego do końca zadowolona, albo nie podoba jej się skóra. Mimo wszystko myślę, że takie rozchwianie czyni z niej osobę z krwi i kości – któż z nas nie zachowuje się sprzecznie?

Zdaję sobie sprawę z tego, że Pożegnanie z Afryką nie jest lekturą dla każdego. Po pierwsze, nie ma tutaj wartkiej akcji. Wydarzenia następują po sobie w leniwym tempie. Zaczynając czytać, nie warto więc zakładać, ze oto przed nami ukryta jest wielka historia. Właściwie nie jest. Nie znajdziemy tutaj zaskakujących wydarzeń, heroicznych czynów. To wspomnienia z pobytu w Afryce, które są chyba takie jak Czarny Ląd – biegną swoim torem, skupiają się na nieco innych rzeczach, nigdzie się nie śpieszą. Po drugie, liczba dialogów ograniczona jest do minimum. Po trzecie, rozsławiony przez świetne kreacje Meryl Streep oraz Roberta Redforda film jest tylko w niewielkim stopniu inspirowany powieścią Blixen. Książka więc może wydawać się po prostu bezbarwna. Wszystko to może zarówno zniechęcać, jak i zachęcać. Mnie w tym przypadku zachęciło. Pożegnanie z Afryką czyta się nieśpiesznie, plastyczne opisy oraz detale pomagają przenieść się w tamten klimat i wręcz stanąć tuż za Karen, aby obserwować świat jej oczami.

Ciekawe są na pewno opisy plemion, ich zwyczajów, znaczenia kobiet czy zadań, które muszą wykonywać. Zdziwiło mnie i jednocześnie zszokowało to, że za budowę domu w Afryce odpowiadają… kobiety. Fascynująca była także filozofia tubylców, która tak bardzo różni się od naszej, europejskiej, „właściwej”. Pożegnanie z Afryką jest dość specyficzne, uważam jednak, że każdy powinien się z nim zapoznać. Powieść otwiera oczy na zachowanie „dominującej” kultury białych, ich zachowanie oraz sposób traktowania tych, którzy w jakiś sposób się od nas różnią. Jest to także Czarny Ląd w pigułce, świat, którego – obawiam się – już może nie być. Pożegnanie z Afryką to nie tylko pożegnanie autorki ze światem, w którym spędziła swoje najlepsze lata, lecz także pożegnanie z miejscem, które jako jedno z ostatnich zaczęło tracić swój właściwy, pierwotny charakter.


autor: Karen Blixen

tytuł: Pożegnanie z Afryką

przekład: Józef Giebułtowicz, Jadwiga Piątkowska

wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

miejsce i data wydania: Poznań 2019

liczba stron: 462

format: 213 × 156 mm

oprawa: twarda


Monika Jasek

Studiuje polonistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Trochę z przypadku – miała być filologia norweska. Przeważyła jednak miłość do książek i pisania, a norweskiego nauczyła się sama. Miłośniczka starego rocka, alternatywy i panów z gitarami o przyjemnym głosie. Zakochana w kinie (skandynawskim – a jakże!), wielbicielka literatury dziecięcej i młodzieżowej, interesuje się mitologią oraz fenomenologią religii. Gotuje i piecze, marzy jej się Japonia i dom wypełniony szczekaniem.