Przeczytaliśmy

Po piśmie, po języku, po człowieku

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska
Nie pamiętam książki, przy której ostatnio tyle bym się nadenerwowała. Zazwyczaj rysuję serduszka przy ulubionych fragmentach powieści i opowiadań Dukaja czy wykrzykniki przy ciekawych motywach, świetnych zdaniach albo sugestiach przesłuchania utworu Rammsteina jako ścieżki dźwiękowej do lektury. Ale moje notatki na marginesach Po piśmie składały się ze znaków typu „!?”, „WTF” czy „NOPE”. Skąd tyle negatywnych emocji?
Najpierw jeszcze coś sobie wyjaśnijmy. Dużo radości i czytelniczej satysfakcji przynosi mi fikcja tworzona przez Jacka Dukaja. Na tyle dużo, że poświęciłam jej swoją pracę licencjacką oraz (niedoszłą) magisterską. Tyleż cringe’u i czytelniczej irytacji przynoszą mi wywiady z Jackiem Dukajem. Otwarty bunt natomiast wzbudza we mnie taktyka promowania ostatnich publikacji Jacka Dukaja. Patrz: nowy wymiar książki, czyli Starość Aksolotla (Allegro) wydana jako e-book z różnymi grafikami, i coś więcej niż tłumaczenie, czyli Serce ciemności (Wydawnictwo Literackie) – nowy, Dukajowski przekład Conrada.

Zatem z mieszanką sceptycyzmu (ze względu na ostatnie doświadczenia) oraz ekscytacji (bo to w końcu jeden z moich ulubionych autorów) podeszłam do zbioru esejów non-fiction Po piśmie. Lektura miała prowokować, zaskakiwać, pobudzać do myślenia. Dukaj piszący o świecie, w którym kultura pisma zostaje wyparta przez „bezpośredni transfer przeżyć”? Nowy sposób komunikacji wywodzący się z ewolucji technologicznej? Zmiany społeczne, ekonomiczne i kulturowe, które za tym idą? Przecież to brzmi jak najlepsze wątki Perfekcyjnej niedoskonałości albo Króla Bólu!

Prawda jest taka, że gdybym uważniej przeczytała intro (tak, intro, nie wstęp, u Dukaja wszystko musi być inaczej), to lepiej przygotowałabym się do lektury. A tak to niestety za bardzo zawierzyłam tytułowi książki. Tymczasem już na stronie ósmej stoi: „W tym tomie skojarzyłem ze sobą teksty komponujące się w dwie główne konstelacje: języka i pisma jako niekoniecznych i przemijających nosicieli człowieczeństwa oraz człowieka pozbawionego tożsamości”. Nie musiałabym się tak denerwować, że Dukaj, zamiast skrupulatnie budować przejście od rzeczywistości postpiśmiennej przez tę pozbawioną języka, dochodzi nagle do człowieka bez tożsamości i podmiotowości. Przecież ostrzegał. Trudno wyobrazić sobie takie realia, co autor sam przyznaje, i łatwo ugrzęznąć w domysłach opartych na hipotezach wysnuwanych z przeczuć, a jednak Dukajowi nie przeszkodziło to w napisaniu na ten temat prozy non-fiction. Chociaż grzązł, bo opierał się i wysnuwał. Nie zapominajmy jednak, że to pisarz, który chce stworzyć „literaturę przeżyć pozasłownych”, jak sam nazwał powstającą już ładnych parę lat Rekursję (s. 11), a to naprawdę wiele o nim mówi.

Idźmy jednak dalej. Pierwszy esej w tomie właściwie w ogóle nie dotyka problemu postpiśmienności, ale dobrze wprowadza w klimat oraz specyficzny styl autora, z charakterystycznym przeplataniem form i głosów. Przy okazji dostajemy dużo ciekawostek z pogranicza nauk społecznych i nowych technologii – chociażby fragment o tak zwanych centrach deprogramowania młodzieży w Chinach. Niestety, forma tego tekstu, mimo że oryginalna, interesująca – jest także problematyczna.

Najlepszy przykład: Dukaj wrzuca seksistowski w wymowie cytat z Nowosielskiego (Kobiety we wnętrzu, 1998), który jest krzywdzący zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. I nie komentuje go bezpośrednio. Kolejny fragment, kolejny głos w tym eseju to już kwestia tego, że jednak odrzucamy „zwierzęce dziedzictwo biologii”, bo nagle „nerdowie, geeki, nieprzystosowani społecznie sawanci, autystyczni geniusze i intelektualiści-aspergerowcy” robią karierę w popkulturze, a firmy informatyczne chcą zatrudniać osoby z autyzmem, i to nie tylko ze względu na poprawność polityczną (s. 39)! W takim momencie zapala mi się czerwona lampka, ponieważ ta naukowa polifonia, cytaty przeplatane autorskimi uwagami, fragmenty z tekstów kultury – to wszystko sprzyja tworzeniu skrótów myślowych i zamiast poszerzać obszar dyskusji, zawęża perspektywy.

Co sprawia, że czerwone światełko nadal miga podczas lektury? Jeszcze w tym samym eseju Dukaj zdaje się mylić schizofrenię z dysocjacyjnym zaburzeniem osobowości, chociaż powołuje się na badania (nie przytaczając żadnych źródeł), a dalej stawia bezpardonowe pytanie „Dlaczego tyle wokół grubasów?”.

W kolejnych esejach też nie dowiemy się wiele o piśmie, a za to możemy poczytać o pracy i nudzie. Znajdziemy tu wiele celnych spostrzeżeń, popartych wynikami badań czy przykładami z przeszłości. Dla czytelników Dukaja są to znane już motywy. Wraca on także do Conrada i swojego „pseudotłumaczenia”.

Ale spieszy mi się już do tytułowego eseju Po piśmie, zajmującego ponad połowę książki, podzielonego na cztery rozdziały. Autor dokładnie określa temat swojej pracy – to badanie dziejów człowieka jako następstwa różnych metod transferu przeżyć (z Dukajowego na nasze – po prostu komunikacji). Żeby jednak lepiej przywołać ducha jego eseju, tym razem ja posłużę się cytatem bez kontekstu. Ten cytat wcale nie dotyczy książki Dukaja samej w sobie, tylko czegoś zupełnie innego, ale: „Na ile jest to prawdopodobne, nie tak wiele mnie tu obchodzi”. Otóż to. Tak działa logika pisarza w całej publikacji – jest to czyste gdybanie dla gdybania. Tu wyciągnie coś przypadkowego, tam oprze się wyłącznie na swoim doświadczeniu, ówdzie spreparuje głos fikcyjnego oponenta, by mieć z kim dyskutować, gdzie indziej rzuci kontrowersyjną myśl bez słowa komentarza. Jacek Dukaj mówi o prawdopodobieństwach, hipotezach, przewidywaniach, więc nawet nie dba o solidne podstawy, nie opiera swoich wywodów na faktach, badaniach, sprawdzonych teoriach. A przynajmniej wiele ze swoich przemyśleń zostawia właśnie w takiej chwiejnej formie.

Ponieważ sama już mocno odczuwam jad sączący się z recenzji, więc pozwolę sobie jeszcze tylko na złośliwą listę problemów z logiką w Po piśmie.

Autorowi znów przytrafia się stereotypowe, powierzchowne patrzenie na kobiety, tym razem przy okazji pornografii.

W całym eseju trafimy na serię argumentów wysnutych jedynie z doświadczenia pisarza, który nie wiadomo kiedy (przy okazji szargając zasady gramatyki i stylistyki) zamienia je w uniwersalne reguły.

Trafiliście tutaj z Facebooka lub Instagrama? Nie szkodzi. Dla Dukaja media społecznościowe są najwyraźniej jednym wielkim repozytorium zdjęć i wideo (na których nikt nic nie mówi). Dukaj nie docenia w ogóle roli słowa, jakby na jego wallu nie pojawiały się długie posty ze śmieszną pastą czy opisem niemiłych przeżyć w transporcie publicznym, jakby nigdy nie widział nitki komentarzy pod zdjęciem z książką na #bookstagramie. Słowa, słowa, słowa. Możliwe, że po prostu sam nie ma konta w żadnym z popularnych portali – czemu więc takie dziwne wyobrażenie o nich?

Naprawdę nie wiem także, skąd przekonanie, że youtuberzy szukają prestiżu i pieniędzy (!) w wydawaniu własnych książek. Myślałam, że zarabiają na reklamach albo współpracy z wielkimi markami i sami w reklamach występują.

Dobra, wystarczy, bo czuję, że zamiast pisać recenzję, znów się tylko denerwuję. Najważniejsze, żeby dobrze wybrzmiała jedna rzecz – dopóki Jacek Dukaj swoje pomysły wykorzystuje do budowania fikcyjnych światów, dopóty ja mu ufam i jestem gotowa te światy poznawać. Mało tego, wiele się dzięki niemu uczę o naszej pozaliterackiej rzeczywistości. Kiedy jednak zaczyna wprost komentować nasz realny świat – obecny lub przyszły – moje zaufanie drastycznie spada. Tym bardziej że autor jakby celowo starał się je podkopać. Jeśli więc Po piśmie miało prowokować do myślenia, to w moim przypadku przede wszystkim uruchomiło antycypację kolejnych gaf, luk w logice i niedopowiedzeń. Musicie albo sami się o tym przekonać, albo uwierzyć mi na słowo.


autor: Jacek Dukaj

tytuł: Po piśmie

wydawnictwo: Literackie

miejsce i data wydania: Kraków 2019

liczba stron: 416

format: 145 x 205 mm

oprawa: twarda



A jeśli szukacie lektury, którą możemy polecić z z czystym sercem, to zajrzyjcie do recenzji 27 śmierci Toby'ego Obeda, które odczarowują Kanadę. Polecamy też sprawdzić, jak się ma niemuminkowa Tove Jansson. A na dokładkę zagryźć to wszystko przeszywającym duszę komiksem o miłości, śmierci i... surfingu, czyli Falami AJ Dungo.

Magdalena Pawłowska

Redaktor naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Emocjonuje się piłką nożną, rozkoszuje dziełami sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości.