Przeczytaliśmy

Kronika ośmiu miesięcy

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Ta książka jest świetnym kalendarium wydarzeń od stycznia do września 1939. Autorzy jednak nie stworzyli suchego zbioru informacji. Z materiałów, do których dotarli, powstał ciekawy obraz tragicznego roku, w którym wybuchła II wojna światowa. Obserwujemy rozwój sytuacji w Polsce i w innych europejskich krajach przez pryzmat oficjalnych tekstów dyplomatów i urzędników, a także zaglądamy do ich prywatnych notatek. Poznajemy fragmenty artykułów ówczesnych publicystów, ale mamy też zapis wrażeń i opinii osób niezwiązanych bezpośrednio z polityką. 
Cezary Łazarewicz i współpracująca z nim Ewa Winnicka nie spotkali się z nikim, kto mógłby im opowiedzieć, jak zapamiętał tamten czas. Nie ma więc w książce wspomnień. Autorzy uniknęli dzięki temu ugrzęźnięcia w rzeczywistości zamazanej przez idealizowanie przeszłości, naturalny mechanizm ludzkiej pamięci. Postanowili raczej sprawdzić, czy rzeczywiście „papier jest cierpliwy”. Co wyniknęło z tej dziennikarskiej kwerendy?

Otóż w roku 1939 polskie społeczeństwo ma przeświadczenie o potędze państwa. Wręcz o jego mocarstwowości. Mit taki powstał po 1920, gdy Polska pokonała Armię Czerwoną i Piłsudski stał się bożyszczem narodu. Niestety rządzący krajem nie zauważają, że sytuacja już na początku w 1939 jest zupełnie inna niż kilka lat temu. Nie wiedzą tego tym bardziej zwykli obywatele. W czerwcu Roma Oszczakiewicz notuje w swoim pamiętniku:

Jakże genialni w swoich posunięciach są Niemcy. Potrafią na wszystkich odcinkach życia międzynarodowego trzymać atuty w ręku. (…) Gdybym nie miała dziecka, chciałabym już wreszcie wojny. Tak, będąc świadomą tej ohydy i buntując się całą duszą przeciw hańbie ludzkości , jaką jest wojna, pragnę zbicia na kwaśne jabłko Niemiec (s. 210).

W tym samym czasie minister propagandy Rzeszy Goebbels kształtuje przekaz prasy niemieckiej:

Anglia ma kłopoty na całym świecie i my należycie to eksponujemy. A i Polacy przysparzają jej tylko kłopotów przez swoją nieokiełznaną bezczelność. To nam bardzo odpowiada (s. 211).

W sierpniu, gdy jest już za późno, pułkownik Stefan Rowecki przeczuwa, co się wydarzy, i żałuje, że rok wcześniej nie wykorzystano okazji do ataku na Niemcy. Jego zdaniem Polska mogła wtedy liczyć na Czechosłowację, Rosję, Francję i Wielką Brytanię. Zdaje sobie sprawę z prawdziwego położenia kraju. Gani politykę zagraniczną za krótkowzroczność i konkluduje:

To zaślepienie nasze postawiło nas w roku bieżącym w nieporównanie gorsze położenie międzynarodowe (Rosja prawie z Niemcami przeciw nam) i strategiczne (Słowacja w rękach Niemców oskrzydla nas od południa) oraz bardzo poważnie zwiększyło potencjał wojenny niemiecki (przez wchłonięcie uzbrojenia Czechosłowacji) (s. 257).

Książka Łazarewicza ukazuje także Polskę jako kraj nieprzychylnie nastawiony do Żydów. Prawicowa prasa oraz środowiska kościelne piętnują wszelkie przejawy ich wpływu na rzeczywistość. Lider Ruchu Narodowo-Radykalnego, głoszącego postulaty „odżydzenia” i spolszczenia Warszawy, pisze w radykalnej prasie:

Dlatego ważną rzeczą jest , by stolica była rzeczywiście z ducha polską, by kultura polska mogła promieniować na całą Polskę i zasilać zagrożone bastiony polskości na pograniczach. (…) Czas nagli – apeluje Sylwestrowicz. – Wizje Wielkiej Polski niech będą drogowskazami w pracy tworzenia Nowego Ładu (s. 43).

Ówczesna prawicowa Polska nie toleruje także homoseksualistów.

Ich typ psychiczny ulega wynaturzeniu, cechuje go przede wszystkim wybujały liberalizm, tolerancja wobec wszystkich objawów życia społecznego i zanik instynktów moralnych, a wreszcie zniewieściałość, indolencja życiowa. Kto wpadł w ten nałóg, traci zdolność oporu wobec wszystkich innych, a wola jego przestaje istnieć. Papierkiem lakmusowym będzie w danym wypadku stosunek do Żydów. (…) Oni mają najczulsze serca, wymarzony element dla agentur obcych. (…) Bo jedno z dwojga: albo uznamy ich za przestępców naruszających ład moralny, albo wszyscy muszą iść do sanatoriów jako ludzie chorzy (s. 51).

31 sierpnia Chaim Aron Kaplan w swoim dzienniku zapisał:

Nie ma na świecie narodu, który pragnąłby zwycięstwa Polski bardziej niż my, Żydzi. (…) I zdajemy sobie sprawę, że po zwycięstwie, jeśli to nastąpi , będą nam mówić publicznie, trzy razy na dzień: won! (s. 302).

Zaletą książki Łazarewicza i Winnickiej jest uczciwość wobec faktów. Metoda opracowania kalendarium roku 1939 pozbawiła ewentualnych krytyków wszystkich argumentów, które mogłyby się pojawić. Polska w tej książce to nie waleczna Wanda, co nie chciała Niemca, ale raczej rozbawiona i zakompleksiona pannica, przeświadczona o swojej wyjątkowości. Słaba moralnie i militarnie. Zapatrzona w przeszłość i ślepa na rzeczywistość. I przede wszystkim zostawiona sama sobie na własne życzenie. W takiej sytuacji nie mogła ani uniknąć wojny, ani tym bardziej jej wygrać.

Z treści książki wyłowić można jeszcze jeden wniosek – Polska sprzed 80 lat bardzo przypomina tę współczesną. Znów da się zauważyć ciasnotę intelektualną części elit, przekonanie o swej wielkiej roli w tej części świata, zamknięcie na inność i narodowe napuszenie. Oczywiście tym razem nie zagraża nam nikt z zewnątrz. Tym razem sami sobie możemy wybić oko od wymachiwania szabelką.


autor: Cezary Łazarewicz

współpraca: Ewa Winnicka

tytuł: 1939. Wojna? Jaka wojna?

wydawnictwo: Czerwone i Czarne

miejsce i rok wydania: Warszawa 2019

liczba stron: 308

format: 140 x 225 mm

okładka: miękka



Tak było przed wrześniem 1939 roku. A co działo się potem? Wojna w kanałach, nieludzkie eksperymenty w obozach (Mengele) czy eksterminacja Żydów (Ostateczne rozwiązanie). Polecamy te książki. Ku pamięci i ku przestrodze.

Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.