Przeczytaliśmy

Pamięć, która rani

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Michel Kichka to syn więźnia obozu Auschwitz. Więźnia, który jako jedyny z całej własnej rodziny przeżył zagładę. Dla Henriego Kichki doświadczenia wojenne nigdy nie stały się wydarzeniami z przeszłości. Cały czas wpływały na życie jego oraz całej jego nowej rodziny. I o doświadczeniu Holokaustu w drugim pokoleniu jest komiks Drugie pokolenie. O czym nie powiedziałem mojemu ojcu
Z komiksem zetknął się każdy z nas. Z reguły traktujemy go jako formę czytelniczej rozrywki, ale odkąd historyjki obrazkowe po raz pierwszy pojawiły się w druku i zostały nazwane komiksem, przeszły metamorfozę. Mamy wiele przykładów dowodzących, że forma ta doskonale radzi sobie jako przekaźnik uczuć innych niż radość zabawy. Komiks już dawno spoważniał i udowodnił swoją uniwersalność. Potrafi mówić o rzeczach dramatycznych, a także z powodzeniem gości w galeriach sztuki. Ta forma opowiadania historii (i historyjek) może coraz więcej. Współcześnie można za pomocą komiksu wyrazić już chyba wszystko, także swój ból i traumę. Na przykład gdy – tak jak Michel Kichka – jest się dzieckiem kogoś, to przeżył Holokaust. Pokolenie synów i córek ocalałych z zagłady to generacja obarczona fobiami i dręczona przez duchy przeszłości swoich rodziców. Okazuje się, że oprawcy zadający cierpienie więźniom narzędziami tortur psychicznych dosięgnęli także ich dzieci. Kichka, absolwent bazylejskiej Akademii Sztuk Pięknych i Wzornictwa, jest izraelskim rysownikiem. Postanowił za pomocą sztuki, którą uprawia, opowiedzieć o tym, jak trudno żyć, należąc do drugiego pokolenia ofiar Shoah. Nie dokonał tego jako pierwszy, gdyż wcześniej Art Spiegelman stworzył powieść graficzną Maus. Spiegelman jednak ludzi zamienił na zwierzęta. Kichka narysował siebie i swoją rodzinę realistycznie.

Książka najpierw ukazała się we Francji w 2012 roku. Trzy lata później krakowskie Muzeum Sztuki Współczesnej MOCAK zorganizowało wystawę „Polska – Izrael – Niemcy. Doświadczenie Auschwitz” i pokazało kilka oryginalnych plansz z albumu. Ostatecznie wydano także Drugie pokolenie po polsku.

Wszystkie rysunki są czarno-białe, a autor zadbał o precyzję. Z jednej strony mamy charakterystyczny styl Kichki, z drugiej – można rozpoznać postaci. Chociaż nawet w portretach współwięźniów ojca z obozu kreska zdaje się zdradzać rękę karykaturzysty. Trudno podejrzewać go o celowe satyryczne ujmowanie postaci, to raczej cecha jego stylu. Autor snuje opowieść o swoim życiu od momentu, gdy ma kilka lat. W pierwszym kadrze dowiadujemy się, że mały Michel, zaciekawiony numerem wytatuowanym na ramieniu rodzica, będzie chciał się dowiedzieć czegoś więcej o wojennych losach taty. Nie przyjdzie mu to z łatwością, a strzępy informacji, jakie uzyska, stworzą senne obrazy i masę domysłów w umyśle dziecka. Twórca prowadzi nas przez swoje życie i pokazuje, że przeszłe doświadczenia Henriego były jak śpiący demon, który wyłaził z kryjówki w każdym ważnym momencie: rozpoczęcia edukacji, sukcesów w szkole, odkrycia talentu plastycznego. Nawet założenie własnej rodziny nie wyrywa artysty ze świata traum poprzedniego pokolenia. W końcu godzi się z przeszłością i postanawia wyzwolić się z niej dzięki swojemu talentowi. Powstaje komiks, a procesowi jego rysowania Kichka poświęcił cały epilog albumu. Mówi o emocjach wprost, a na koniec ukazuje samą czynność tworzenia przedmiotowego komiksu jako wyzwolenie umysłu z oków, jakie nakładał na niego przez całe życie ojciec.

Mogliśmy zatem poznać historię Henriego Kichki, belgijskiego Żyda, który przeżył zagładę, a ta nie umarła w nim z końcem wojny. Każdy element życia traktował jak zwycięstwo nad Hitlerem – narodziny dzieci, ich osobiste i zawodowe sukcesy. Ale też wszystkie rodzinne nieszczęścia zestawiał z własnymi doświadczeniami, odbierając na przykład chorobę syna jako krzywdę uczynioną ojcu. Michel Kichka nie przedstawia jednak jego historii wprost, tylko snuje opowieść o sobie na tle rodziny obarczonej doświadczeniami rodzica. Na okładce sportretował samego siebie idącego ze szkicownikiem po scenie w kształcie więziennej czapki na tle zabudowań obozu w Auschwitz.

Narracja komiksu tylko pozornie jest rwana, opowiadana krótkimi historiami. Scenki z życia kończą się jakimś skojarzeniem z obozem, nazistami lub samym Hitlerem bądź stają się punktem wyjścia do opowiedzenia konkretnego zdarzenia. Jeśli najważniejsze chwile w życiu rodziny autora naznaczył cień Shoah, to łatwo wyobrazić sobie, jak wyglądała codzienność rodziny Kichków, jak wspomnienia ojca silnie traumatyzowały pozostałych. Na stronach komiksu mamy tego dowody – starsza siostra Michela wyznaje, że jej dzieciństwo nie było szczęśliwe, a najmłodszy brat popełnia samobójstwo. To dowodzi, że nieprzepracowana trauma jednej osoby pojawia się niby cień zawsze, nawet w najbardziej słoneczne dnie. I nie można jej pokonać, odwracając się plecami. Trzeba stawić jej czoło. Ucieczka przypomina błądzenie po labiryncie bez wyjścia lub bieganie w kółko. Nie znajdziemy wyjścia albo zawsze wrócimy do tego samego miejsca.

Trzeba jednak ze strony autora intencji pełnej uczciwości, wielkiej odwagi i osobistego stosunku do tematu i postaci, żeby komiks oprócz samowyzwolenia z życia w cieniu Holokaustu dał innym, podobnie doświadczonym, pretekst do rozmów o swoich przeżyciach. Fantazję musi zastąpić pełne podporządkowanie prawdzie, a sensacyjność musi ustąpić miejsca realizmowi. Bo Kichka, choć pisał z myślą o sobie i swojej rodzinie, stworzył kolejną okazję do zmierzenia się z problemem drugiego pokolenia. A przy tym pokazał, że koniec wojny nie przynosi ulgi. A to brzmi już jak przestroga, której w ostatnich czasach zaczyna brakować. Oddalamy się od dramatycznych wydarzeń wojennej pożogi i jesteśmy coraz skłonniejsi do zachowań, które w przeszłości małymi kroczkami doprowadziły do nieszczęścia. Ten komiks stanowi zatem przykład reportażu graficznego, formy, która potrafi rzetelnie opisywać rzeczywistość (jest na to wiele przykładów). Bez straty niczego, czego szukamy w klasycznym reportażu. Prawdy, a nieraz także przestrogi.


autor: Michel Kichka

tytuł: Drugie pokolenie. Czego nie powiedziałem mojemu ojcu

tłumaczenie: Karolina Czerska

wydawnictwo: MOCAK

miejsce i rok wydania: Kraków 2015

liczba stron: 112

format: 210 × 270 mm

okładka: miękka


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.