Przeczytaliśmy

Czy wy to pamiętacie?

Źródło grafiki: Artur Baranowski
Miałem wielkie oczekiwania wobec tej książki. Pamiętam doskonale z dzieciństwa poranny program dla dzieci Teleranek, w którym pojawiał się kącik Niewidzialna ręka. I chociaż sam nigdy nie opatrzyłem dobrego uczynku karteczką z numerem członkowskim tego klubu, to cotygodniowe raporty z pracy innych bardzo mnie fascynowały. Dlatego książka o twórcy elitarnej grupy dzieci i młodzieży wywołała moje zaciekawienie. 
Książkę o twórcy akcji bezinteresownego pomagania napisał Maciej Wasielewski, autor książkowych reportaży. Nie mógł pamiętać programu Niewidzialna ręka, bo ten zakończył się w roku jego urodzenia. Nie mógł jako dziecko poczuć atmosfery tajemniczości i podniecenia podczas słuchania o dokonaniach, jak byśmy dziś powiedzieli, wolontariuszy w wieku od kilku do kilkunastu lat. Miał za to szczęście przyjaźnić się z Maciejem Zimińskim, ojcem akcji.

Zimiński był dziennikarzem telewizyjnym, który stworzył w latach 60. i 70. XX wieku szereg audycji dla dzieci i młodzieży. Zaczynał jako redaktor czasopisma „Świat Młodych”, ale w społecznej świadomości istnieje raczej jako twórca telewizyjny. To on wymyślił i stworzył programy: Zwierzyniec o tematyce przyrodniczej, Klub Pancernych na fali zainteresowania serialem Czterej pancerni i pies, Piątek z Pankracym i Ekran z bratkiem. Współpracownicy wspominają Zimińskiego jako osobę oddaną dzieciom i pełną wiary w zbawczą rolę dobra. Wyrazem takiego podejścia do życia było powołanie Niewidzialnej ręki. Ale zanim to się stało, w czerwcu 1957 roku w „Świecie Młodych”, najpoczytniejszym czasopiśmie dla dzieci i młodzieży, ogłoszono akcję Wyprawa Tysiąca Przygód. Skierowano ją do dzieci, które nie wyjeżdżały nigdzie na wakacje. Ogłoszono, że do gazety mogą zgłaszać się wszystkie tajne organizacje podwórkowe. Wyznaczano im konkretne zadania. Sukces pomysłu skłonił autorów do kontynuowania akcji już po wakacjach i tak we wrześniu tego samego roku narodzili się niewidzialni. Idea była prosta – dzieci miały działać w ukryciu i wykonywać altruistycznie prace niosące pożytek i radość zwykłym ludziom – sąsiadom lub zupełnie obcym osobom.

Niewidzialni prześcigali się w pomysłach. Budowali budy dla psów i opatrywali gołębie. Stawiali ule i rozmnażali drzewa. Przekopywali ziemię i sadzili ziemniaki. Brali się do trudniejszych robót – naprawiali wózki inwalidzkie i spacerówki samotnym matkom. Łatali dachy i montowali ławki na przystankach autobusowych, s. 66.

Na początku lat 60. Niewidzialna ręka przeniosła się do telewizji. Akcja zyskała rozmach, a aktywiści otrzymali indywidualne numery i pięć małych kartoników, które mieli zostawiać w miejscu swojego dobrego uczynku (do tej pory była to zwykła kartka z odciskiem dłoni). Na kartce należało wpisać swój numer i opisać czynność, jaką się wykonało. Znalazca kartonika i jednocześnie adresat pomocy proszony był o przesłanie go do Telewizji Polskiej. Zwykle zadowoleni z pomocy ludzie dołączali krótkie osobiste listy.

Relacje z działań altruistów można było obserwować najpierw w czwartkowym, popołudniowym Ekranie z bratkiem, a następnie w niedzielnym Teleranku. Oba te programy składały się z przemyślanych i mądrych gawęd, krótkich instruktarzy, spotkań z ciekawymi ludźmi. Kończyły się zawsze filmem lub bajką. Sekwencja Niewidzialnej ręki rozpoczynała się od pojawienia się w półmroku oświetlonej od tyłu postaci. Prowadzący unosił w górę otwartą dłoń i mówił: „Witam was, niewidzialni”. Potem lektorzy w studiu czytali listy od widzów, dla których jeden z ukrywających się pod numerem wolontariuszy wykonał jakiś pożyteczny czyn.

W latach 1966–1981 zarejestrowano około dwóch milionów niewidzialnych. Dokumentacja akcji jest bardzo niekompletna, bo większość danych zniszczono jeszcze w latach 80. Szacuje się, że dobrych uczynków ze znakiem odciśniętej dłoni mogło być nawet dziesięć milionów.

Autor reportażu poznał Macieja Zimińskiego w 2006 roku. Od tej pory spotykali się regularnie i książka jest zapisem tej przyjaźni. Do śmierci Zimińskiego w 2013 roku odbyli niemożliwą dziś do policzenia liczbę rozmów. Wasielewski przyznaje teraz w wywiadach, że twórca Niewidzialnej ręki stał się dla niego najważniejszym nauczycielem życia. Daje się to wyczuć w książce, bo właściwie nie opowiada ona tylko o niewidzialnych i Zimińskim. Jest w dużej mierze o samym autorze. Zachwyt, jakim obdarzył swojego bohatera, jest tak duży, że chwilami narracja przeistacza się w zapis ich rozmów, pisany długimi zdaniami. Być może Wasielewski stracił dystans do tematu i rozmówcy? Może uwielbienie było tak wielkie, że przerosło ciekawość? Autor rzetelnie bada także polityczne zaangażowanie Zimińskiego i szuka jego śladów w IPN. Ale robi to raczej po to, żeby samemu przekonać się, czy jego idol był nieskazitelny. Opisuje nawet, jakby mimochodem, swoje dobre uczynki inspirowane Niewidzialną ręką.

Wasilewski staje się widzialnym niewidzialnym, przenosząc ideę tamtego altruizmu w XXI wiek. Sprawdza też tezę Zimińskiego, który krytycznie oceniał otwartość współczesnego społeczeństwa na innego człowieka. Reporter dociera do Antoniego Koszyka, który w latach 70. w ramach akcji niewidzialnych zorganizował dla podopiecznych domu dziecka w Zagórzanach letnie wakacje u gorlickich rodzin. Wtedy na jego apel o przyjęcie jednego dziecka na lato odpowiedziało więcej rodzin, niż było wychowanków w placówce opiekuńczej. Wasielewski z pomocą Koszyka postanowił sprawdzić, czy teraz mieszkańcy Szymbarku otworzyliby serca dla maluchów. Okazało się, że rację miał Zimiński – wszyscy zapytani odmówili. Błędem byłoby oczywiście twierdzenie, że nie chcemy pomagać, bo przecież Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy co roku zbiera coraz więcej datków. Ale chyba wolimy wrzucić do puszki pieniądze, niż osobiście pomóc potrzebującym. Zmienił się świat, inny jest altruizm.

Zimiński podczas jednego ze spotkań z Wasielewskim niespodziewanie otworzył walizkę, w której przechowywał pacynkę Pankracego – psa, który był bohaterem programu dla dzieci ukazującego się przez 12 lat na antenie pierwszego programu TVP. Poruszając pyskiem zwierzęcia, powiedział:

Pamiętacie mnie? Bo ja wciąż o was myślę. Pokażcie się, proszę. Wy mi już dorośliście. Pewno macie teraz dużo ważnych spraw, poważne problemy. Czy mnie jeszcze pamiętacie? Kiedyś byliście tacy uważni. Czapki, które dziergaliście pod okiem rodziców, ogrzały głowy starców w domach opieki. Karmniki, które budowaliście, pomogły ptakom przetrwać. Czy wy to pamiętacie? Tak bardzo chciałem wam pomóc. Myślałem, co by się mogło wam przydać w życiu, s. 117.

Dwa ostatnie rozdziały to opowieści o pracy i domu autora, który przemyca studentom i swoim dzieciom idee Zimińskiego. W pierwszym przypadku trafił na ścianę cynizmu, w drugim – przyjęły się doskonale. Najwyraźniej, żeby być dobrym człowiekiem, trzeba nasiąkać altruizmem od dziecka.

Szkoda, że książka pozbawiona jest zupełnie fotografii pamiątek z akcji. Żeby obejrzeć, jak wyglądały kartoniki czy zobaczyć listy od telewidzów, trzeba odwiedzić blog autora. To słabość tego wydania. Mam nadzieję, że ewentualne wznowienie będzie o nie wzbogacone.


autor: Maciej Wasielewski

tytuł: Niewidzialna ręka

wydawnictwo: Wielka Litera

miejsce i rok wydania: Warszawa 2019

liczba stron: 272

format: 135 × 205 mm

okładka: twarda


Artur Baranowski

Ukończył dziennikarstwo, komunikację społeczną i PR, zanim to było modne. Najbardziej poruszają go zdania złożone i portugalskie winnice. Książki czyta kiedy się da i ile się da, wino degustuje radośnie. W taki sposób wyrobił w sobie chęć podpowiadania, jak odczytywać wina i smakować książki. Gdyby mógł, czesałby się z przedziałkiem, a jeśli zechce, to zamieszka w Alto Douro.