Miasto projektowane

Pozytywne skutki kłótni? A i owszem!

Źródło grafiki: http://i.wp.pl/a/f/jpeg/29336/pkin_strefa_kibica_600.jpeg
Miasto żywe to miasto zmieniające się. Ta przemiana następuje bez ustanku od początku jego istnienia. Kiedy opada energia zmieniająca, przekształcająca przestrzeń i jej użytkowników, miasto umiera.
W XX wieku włodarze ośrodków miejskich zaczęli poświęcać wyjątkową uwagę zabytkom. To dopiero wtedy (w Warszawie trwał wówczas okres prezydentury Stefana Starzyńskiego) pojawiła się kwestia zabezpieczania pomników i budynków, ale też infrastruktury. Dla przykładu – w latach 30. XX wieku w Warszawie rozpoczęto proces odśmiecania starówki, historycznego centrum miasta. Wymagała ona zarówno zwyczajnego posprzątania i odświeżenia, jak i wyburzenia niektórych jej elementów. Starzyński zdecydował, że mury obronne mają zostać odsłonięte – do tego niezbędna okazała się rozbiórka budynków zbudowanych na ich podstawie. Dzisiaj możemy oglądać już tylko jeden taki budynek. Zamyka on perspektywę ulicy Szeroki Dunaj na warszawskim starym mieście.

Ochrona zbytków może jednak stanowić również zagrożenie dla funkcjonowania tkanki miejskiej. Pozwolę sobie sięgnąć po przykład zagraniczny. W 2000 roku na 24. sesji komisji UNESCO do listy światowego dziedzictwa dopisano Brugię, belgijskie miasto w zachodniej Flandrii. We wspomnianym spisie widnieje nie konkretny zabytek, nie konkretny budynek, lecz całe centrum. UNESCO chroni więc nie tylko strukturę przestrzeni uwzględnionej na liście, lecz także jej widok z punktu widzenia ściśle określonego przez komisję. Dlatego właśnie w Brugii nie ma możliwości zbudowania wieżowca czy postawienia nowoczesnej budowli w okolicy centrum. Życie w historycznym zakątku toczy się dalej, lecz coraz więcej instytucji oraz mieszkańców przenosi się jak najdalej od turystycznej lawy zalewającej centralną część miasta.

Wróćmy jednak w rodzime strony. Warszawa ze swoją niewiele ponad sześćdziesięcioletnią historią ciągłości strukturalnej jest ciągłym poligonem eksperymentów i nowych działań. Najpierw architekci postanowili wykorzystać zupełne zniszczenie przedwojennej, zbyt gęstej zabudowy Warszawy, zastępując ją nowym budownictwem lepszej lub gorszej jakości, powstającym w myśl modernistycznych zasad przyświecających zachodnim planistom,. Nie trwało to jednak długo. Już w 1949 roku podjęto decyzję o wprowadzeniu doktryny socrealistycznej. Wtedy też powstała koncepcja utworzenia nowego, symbolicznego centrum Warszawy, w którym miało znaleźć się miejsce dla ogromnych tłumów manifestujących swoje poparcie dla nowej władzy. Tak powstał Pałac Kultury i Nauki wraz z otaczającym go placem Defilad. W PRL-u przestrzeń ta była nie do tknięcia, jednak tuż po ustrojowej transformacji wiele osób publicznych trudniących się różnymi profesjami podejmowało temat nowego wykorzystania tego ogromnego obszaru zgodnie z  potrzebami rozwijającego się, demokratycznego kraju. Zlecono stworzenie planu zagospodarowania przestrzennego, ale za każdym razem, gdy do ratusza trafiali nowi przedstawiciele innej frakcji politycznej, zamierzenia przechodziły gruntowną zmianę. Wszyscy jednak byli zgodni: Pałac Kultury i Nauki należy obudować. Tylko w jaki sposób? Jedni pragnęli pozbyć się problemu, otaczając go (skoro już nie dało się pozbyć samego Pałacu) wysokościowcami z każdej możliwej strony. Drudzy natomiast, co wydaje się bardziej rozsądne, stawiali na zachowanie proporcji. Obecnie obowiązuje plan, wedle którego od strony ulicy Marszałkowskiej powstaną budynki nie wyższe niż Ściana Wschodnia w swojej niskiej części (takie jak pawilonowy Wars i Sawa), a od strony Ściany Zachodniej mają zostać wzniesione wieżowce (tak też się teraz dzieje).

Przemiany miasta zawsze wiążą się z wieloma kontrowersjami. Stan, który trwa, w którym żyjemy i w którym jest nam dobrze, staje się stanem najlepszym, nawet jeśli zarazem afunkcjonalnym. Każda zmiana stanowi rodzaj rewolucji, do której trzeba przywyknąć. Jednak poważnym problemem zawsze okazuje się ustalenie wspólnego stanowiska, którego później należy konsekwentnie przestrzegać. W mieście splata się wiele różnych interesów – często wzajemnie sprzecznych. Nie tylko budynki mogą stawać okoniem wobec ładu społecznego, podobną rolę nierzadko odgrywa również kierunek rozwoju infrastruktury. Już w tej chwili niemałe kontrowersje budzi warszawska ulica Świętokrzyska, dopiero co oddana do użytku po dwuletniej przebudowie i przeorganizowana tak, aby nacisk położyć na transport nie samochodowy i autobusowy, lecz rowerowy i pieszy. Takie zmiany Jednak zupełnie nie dziwią, kiedy weźmiemy pod uwagę trendy powszechnie panujące w zachodnioeuropejskim świecie, na którym niemal wszyscy pragniemy się wzorować.

Inwestowanie w mieście i w miasto jest sztuką kompromisu, która nie wszystkim odpowiada przychodzi z łatwością. Rodzą się konflikty, ale nie ma powodów do obaw. Te konflikty, dopóki nie są zupełnie destrukcyjne, prowadzą do przemiany, a ta z kolei – do rozwoju.


Agnieszka Szypulska

Studentka kulturoznawstwa i gospodarki przestrzennej. Słucha ulicy i ogląda ludzi. Tropi narracje, zwłaszcza te miejskie. Lubi opowiadać niestworzone historie o warszawskich zakątkach i robi to zawodowo. Szybko się zakochuje - w miejscach, książkach i fikcyjnych mężczyznach.