Miasto projektowane

Architektura uwodzenia

Źródło grafiki: jasminemcdermott.files.wordpress.com/2012/04/bilbao.jpg; marcinskubiszgroup.files.wordpress.com/2014/02/gugg-4.jpg; tuudi.net/wp-content/uploads/2012/11/Guggenheim_Aerial_Panorama.jpg; www.holidayboutique.net/storage/fg1.jpeg?__SQUARESPACE_CACHEVERSION=1316706941899; public-dm2306.files.1drv.com/y2pN_mVNC0ehHA4mytbp2UdBUfoUo5W68LAwWUMUg3ffPHQkklmowGeo0GomEJoYLX-wX6Oam0BRk3p_dXrzYjfBf_H9bYIPql3ODkni2Xq8S0/DSC09003.jpg?psid=1&rdrts=96583883; imagizer.imageshack.us/v2/1024x768q90/835/2cs1.jpg
O Hiszpanii nie wiem zbyt wiele. Znam kilka stereotypów i wiem, że uwielbiają sjestę. Wiem też, że kraj jest podzielony na różne regiony, że w zasadzie mówi się tam dwoma równorzędnymi językami. Ale jakby ktoś zapytał mnie o jakieś szczegóły, nie miałabym nic a nic do powiedzenia. No, chyba że temat zszedłby na jeden z najbardziej znanych procesów we współczesnym ruchu rewitalizacji miast: efekt Bilbao.
Efekt Bilbao jest bardzo skrótową nazwą dla całkiem skomplikowanego ciągu wydarzeń i towarzyszących im zmian. Pochodzi ona od miasta położonego w północnej części Hiszpanii, precyzyjniej – w Kraju Basków, wspólnocie autonomicznej. Gdy upadł reżim generała Franko, a wraz z nim – przemysł, napędzający rozwój Bilbao, stało się ono królestwem biedy i bezrobocia. Szukano bardzo różnych sposobów na rozwiązanie tej sytuacji, ale przez prawie dwie dekady nie znaleziono dobrego rozwiązania, choć lokalni działacze i Unia Europejska przekazywali środki na poprawę sytuacji. Pieniądze wykorzystywano na rozwój infrastruktury czy podniesienie atrakcyjności turystycznej miasta i regionu. Dopiero w 1991 roku nastąpił przełom – rząd Kraju Basków nawiązał kontakt z Fundacją Salomona R. Guggenheima. W ramach współpracy miało powstać muzeum sztuki współczesnej, będące jedną z filii Fundacji. Najważniejszym dla władz regionu było to, że dzięki wybudowaniu tak ogromnej instytucji powstanie w jej obrębie wiele miejsc pracy. W ramach porozumienia, które dzisiaj wskazuje się jako wzorowy przykład partnerstwa publiczno-prywatnego, Kraj Basków przekazał odpowiednią parcelę pod budynek i 100 milionów dolarów, a Fundacja zobowiązała się do utrzymywania go oraz wystawienia w nim części swoich imponujących zbiorów i organizowania wystaw czasowych.



Prace nad budynkiem rozpoczęły się w 1994 roku. Projekt wykonał Frank O. Gehry. Tym, którzy interesują się architekturą, nazwisko to jest na pewno dobrze znane. Zaś tym, których architektura zbytnio nie kręci, polecam obejrzenie kilku zdjęć, chociażby Tańczącego domu w Pradze czy Walt Disney Hall w Los Angeles.



W pracach artysty dominują obłe kształty, falujące powierzchnie i zupełnie brak kątów prostych. Budynki autorstwa Gehry’ego często bardziej przypominają ogromne, współczesne rzeźby niż konwencjonalne konstrukcje. Tak też stało się w przypadku Muzeum Guggenheima w Bilbao. Miasto przekazało pod budowę całkiem spory kawałek ziemi w bardzo zaniedbanej okolicy: dawnym porcie przeładunkowym nad brzegiem rzeki Nervion, czyli nie tak dawno tętniącym życiem centrum gospodarczym. W 1997 roku otwarto gotową inwestycję. Tym samym zamiast opuszczonych hangarów i zniszczonego nabrzeża nad rzeką stanęła ogromna rzeźba, przykład współczesnej architektury, który sam w sobie jest dziełem sztuki.

Czemu mówi się o efekcie Bilbao? Nie tylko ze względu na powstanie nowych miejsc pracy dzięki Muzeum. Od momentu, w którym instytucja została otwarta, do miasta zaczęli zjeżdżać się turyści z bardzo odległych części świata. Statystyki pokazują, że znacząca ich większość przyjeżdża w celu niczego innego, jak zobaczenia i zwiedzenia Muzeum Guggenheima. W związku z tym wraz z powstaniem placówki prezentującej sztukę współczesną w Bilbao zaczęła rozwijać się infrastruktura turystyczna: hotele, hostele, restauracje, bary, przewodnicy i tym podobne. Dzisiaj, jeśli jakieś miasto inwestuje w nowe muzeum, od razu pojawia się pytanie, czy przypadkiem nie będziemy mieli do czynienia z nowym efektem Bilbao. Nie wszędzie jednak można uzyskać tak piorunujące efekty, bo też nie wszędzie można oglądać najbardziej znane dzieła Picassa, Warhola czy innych najwybitniejszych twórców sztuki współczesnej.

Wróćmy jednak do bryły Muzeum Guggenheima. W opisie budynku, stworzonym przez architekta, a także jego komentatorów, ten postmodernistyczny gigant ma przełamywać efekt wielkości zmysłowością, która się objawia w ogromnych, gładkich, ale nigdy płaskich powierzchniach. Architektura Muzeum jest sensualna, dla zwiedzających obcowanie z nią ma stać się przyjemnością, niemal erotycznym doznaniem. To właśnie można usłyszeć, wypożyczając audioguide. Pewnym głosem przewodnik zaprasza nas do bliższego zapoznania się ze strukturą budynku. Zachęca do dotykania ścian, zmysłowego wczucia się w przestrzeń. Informuje nas również o tym, że do wykonania tych kuszących struktur potrzeba nieludzkiej pracy, dlatego przekazano ją paradoksalnie (sic!) robotom, które dzięki skomplikowanym obliczeniom, nie będącym dla nich wyzwaniem, z precyzją co do milimetra wykonały wszystkie elementy układanki, tak abyśmy dziś mogli ją podziwiać.



Wszystko, o czym napisałam powyżej, wykorzystała do swojego performansu Andrea Fraser, amerykańska artystka. W nagraniu, które dostępne jest w Internecie, noszącym tytuł „Little Frank and His Carp”, przy pomocy ukrytych kamer uwieczniona zostaje Fraser przechadzająca się po atrium ogromnego muzeum i słuchająca wspomnianego już audioguide’a. Wszystko to nie miałoby w sobie nawet okruszka kontrowersji, gdyby nie to, że w pewnym momencie, kuszona przez przewodnika i budynek, Fraser postanawia zbliżyć się do ścian. Dotyka ich najpierw ręką, potem przytula się i podwija sukienkę w sposób tak erotyczny, jak kuszący ma być budynek.

Sensualność budynku może wyrażać się w jego kształcie: falującym, ciepłym, kuszącym. Ale jest też miejsce na erotyczne napięcie w zetknięciu z budynkiem na pozór zimnym i oschłym. Stosowny przykład stoi nie dalej, jak przy ulicy Twardej w Warszawie. Wieżowiec Cosmopolitan, składający się z luksusowych apartamentów, wartych miliony złotych, to na pierwszy rzut oka prosta bryła, zwykły prostopadłościan z kilkoma udziwnieniami. Na pewno nie należy do architektonicznych rzeźb o nadludzkiej skali. Wydaje się bezpretensjonalnie funkcjonalny. Architekt zadbał również, aby mieszkańcy czuli się w swoich mieszkaniach tak komfortowo, jak tylko się da, w bardzo sprytny sposób obchodząc prawo budowlane, zakazujące montowania otwieralnych okien powyżej określonej wysokości, dzięki czemu mieszkania zyskały otwierające się okna balkonowe.



Jednak nawet jeśli okno balkonowe podnosi wartość nieruchomości, sprzedaż i tak nie jest najłatwiejsza. Mieszkania warte miliony złotych są przecież drogie i nie każdego na nie stać. Potencjalnych nabywców należy jakoś nakłonić, sprytnie uwieść. Dlaczego więc budynek nie ma stać się zalotny? I tak inwestor, jeszcze zanim zakończył budowę, umieścił na wieży ogromny baner, na którym widniały ponętne kobiece oczy, kuszące widokiem, jakiego nikt inny w Warszawie nie ma. Zabieg ten prawdopodobnie nie powinien nikogo dziwić, skoro wieża nosi nazwę Cosmopolitan – zupełnie jak znana kobieca gazeta, która nie boi się tematów tabu, szczególnie tych związanych z seksualnością. Mnie jednak zdziwił. Zaskoczyło mnie, gdy pierwszy raz zobaczyłam te oczy, i potem trwałam w tym stanie przez cały czas, kiedy wznosiły się wyżej i wyżej wraz z budową. W tym wypadku chodzi nie o uprzedmiotowienie, lecz uczłowieczenie. Cosmopolitan stał się człowiekiem! I to całkiem zgrabną kobietą. Okej, jedne oczy człowieka nie czynią, ale gdy wieża była już ukończona, kuszenie trwało dalej. Tym razem w dolnej części budynku pojawiły się ogromne usta, pomalowane pełną w swej czerwoności szminką. Tym razem napis, znajdujący się przy tej uwodzicielskiej części kobiecej twarzy (usta wyraźnie należą do istoty ludzkiej płci żeńskiej), nie nawiązuje do ich kształtu. Wysyłane są dwa zupełnie oddzielne komunikaty. Z jednej strony, usta mówią „chodź do mnie”, z drugiej napis chłodno komunikuje „Mamy jeszcze dla Ciebie miejsce”. Taktyka okazała się skuteczna, wszystkie mieszkania zostały już sprzedane.



Gdy próbowałam znaleźć temat dla swojego tekstu na ten miesiąc, doszłam do wniosku, że wymienione powyżej budynki swoją seksualnością zaprzeczają przytulności, domowemu zaciszu. Jednak jak się później okazało, dzieje się wręcz przeciwnie. Oba mają sprawić, aby użytkownik czuł się jak w domu. Muzeum kusi ciepłem koloru, Cosmopolitan zaś daje komfort, jakiego inna wieża nie może zapewnić: widok z drapacza chmur z kontaktem ze światem zewnętrznym. Architektura to sztuka piękna, tak samo jak rzeźba czy obraz. Należy przy tym pamiętać, że nie każdy obraz okazuje się wybitny, nie każda rzeźba – przełomowa, a wszystkie i tak powstały z jakiegoś powodu. Miały zdobić wnętrza, były sposobem na ujście emocji autora czy nieudanym prezentem dla nie aż tak bliskiej osoby. Powody są różne. W architekturze również zdarza się, że projektuje ją rzemieślnik, nie artysta, lub że ani jeden, ani drugi wcale nie należy do wybitnie wykształconych, przez co efekt końcowy nie zadowala. Za to jeśli trafi się ktoś o wyjątkowej wizji, znający technologiczne możliwości swoich czasów, istnieje szansa, że rezultat jego pracy stanie się wyjątkowy i spełni wszystkie pierwotne założenia architekta i inwestora.


Agnieszka Szypulska

Studentka kulturoznawstwa i gospodarki przestrzennej. Słucha ulicy i ogląda ludzi. Tropi narracje, zwłaszcza te miejskie. Lubi opowiadać niestworzone historie o warszawskich zakątkach i robi to zawodowo. Szybko się zakochuje - w miejscach, książkach i fikcyjnych mężczyznach.