Meandry kultury

Kultura niewiedzy, czyli i ty możesz zostać gimbazjalistą

Źródło grafiki: http://gimbusblog.blogspot.com/
Śmiejesz się z intelektualnych popisów gimnazjalistów, którzy nie wiedzą, ilu mamy posłów w Sejmie? Myślisz, że niemożliwością jest nie znać daty bitwy pod Grunwaldem? Uważasz, że tylko kompletny matoł nie potrafi stwierdzić, że kilogram piór i kilogram kamieni ważą tyle samo? Zapewne masz prawo szydzić z uczniaków, ale zastanów się, czy sam na pewno wiesz, jak nazywa się stolica Estonii albo gdzie i kiedy padł Janek Wiśniewski (który tak naprawdę wcale nie był Jankiem Wiśniewskim).

Gimbus, gimb, gimbaza, gimbusiarnia… Któż z nas nie słyszał o radosnym i beztroskim życiu wychowanków szkół gimnazjalnych, którzy są przekonani o tym, że świat należy do nich, a gimbus to nie gimnazjalista, gimbus to stan umysłu [1]? Rozentuzjazmowana młodzież poniekąd ma rację – internet pęka w szwach od jej wytworów wszelakiego rodzaju. Na Facebooku gimbusiarnię dzielnie reklamują profile takie jak: Gimbaza XD (8328 osób lubi to!), Gimbaza (2149 osób lubi to, do Gimbazy XD jeszcze tej stronie daleko, ale wszystko przed nią), Gimbaza Niszczy Każdego (1550 polubień, nieźle), Sex, Gimbaza, Ostra fazaa ;D („tylko” 1272 polubienia, ale za to gOrrOnnCa zawartość!), Gimbaza się jara o.O (782 osoby jarają się tym), NarodowaGimbaza (na razie jedynie 265 osób lubi to, smuteczek), a nawet Gimbazatv (188 polubień; polecam bliźniaczy kanał w serwisie Youtube, jego moderator ogłasza tam wszem i wobec: Jebłem nowy wygląd profilu…). Mocna reprezentacja, przyznajcie sami. Właściwie to fajnie być gimbusem – sława gwarantowana!

A teraz na poważnie. Niestety, wygląda na to, że ten swoisty kult gimnazjalnej głupoty nie jest jedynie głupawym wybrykiem lub dziwaczną modą. Ta głupota rzeczywiście jest głupotą, co dobrze unaocznia sonda przeprowadzona wśród uczniów zdających testy gimnazjalne. Oczywiście można podważyć jej wiarygodność: próba reprezentatywna nie była duża, a wysnuwanie ogólnych wniosków na podstawie kilkunastu wypowiedzi byłoby wielce ryzykowne i w gruncie rzeczy niesprawiedliwe wobec młodzieży. Co jednak zrobić z całą serią „Matura to bzdura”, której bohaterem bynajmniej nie jest gimbusiarnia? Jak usprawiedliwić elementarne braki wiedzy wśród tych przepytywanych osób, które należą już do grona absolwentów szkół ponadgimnazjalnych, i to zapewne od dobrych kilku lat? Czy to wypadek przy pracy, czy raczej trafna diagnoza rzeczywistości intelektualnej naszego kraju? Nie w tym rzecz, aby udzielać teraz odpowiedzi, chodzi raczej o to, abyśmy wszyscy rozpatrzyli te kwestie w skrytości serc i umysłów.

Mnie zajmuje nieco inna rzecz: otóż kultura wiedzy przeobraża się w kulturę maskowanej niewiedzy. Świat informacji zaczyna przypominać wielki McDonald’s (zjawisko to trafnie zdiagnozował socjolog George Ritzer w swojej pracy pt. „Makdonaldyzacja społeczeństwa” [2]), w którym z braku czasu coraz częściej zamawiamy hamburgera na wynos i  nawet nie zauważamy, że w środku nie ma mięsa. Najbardziej zaufanym źródłem wiedzy staje się Wikipedia, mimo że polska wersja tego serwisu (w przeciwieństwie do angielskiej, która podlega ścisłej weryfikacji) nadal przepełniona jest zdezaktualizowanymi lub zwyczajnie bzdurnymi artykułami. Wprawdzie czasem zdarza się, że czegoś nie ma nawet tam, ale to jeszcze nie oznacza, że mamy się przyznać do niewiedzy – kilka chwytów retorycznych i proste zagrywki PR-owe wystarczą, aby uczynić z nas wytrawnych znawców tematu.

Kultura wiedzy XXI wieku to kultura „mam-zdanie-na-każdy-temat”, to hasło „nie znam się, ale wypowiedzieć się mogę zawsze”, to postawa „do ogółu bez szczegółu”. Liczy się ilość, a nie jakość. Prędkość przepływu myśli wypiera ich precyzję, a błyskotliwość słów zaciemnia aspekty merytoryczne. Na co dzień obcujemy zazwyczaj z nędzną imitacją wiedzy, ta prawdziwa została w opuszczonych bibliotekach, w zakurzonych, opasłych tomach, w osieroconych podręcznikach, w głowach dawnej, zapomnianej i niewystarczająco szanowanej elity intelektualnej. Panie i Panowie – gimbusiejemy, gimbusiejemy w zatrważającym tempie.

Dowód? Od lat spada czytelnictwo. Wymiernych rezultatów nie przynoszą liczne kampanie społeczne, które zachęcają Polaków do romansu z literaturą. Nie pomogło nawet kontrowersyjne hasło „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!”, nic z tego – z raportu Biblioteki Narodowej pt. „Społeczny zasięg książki w Polsce w 2012 r.” [3] wynika jednoznacznie, że aż 60,8% Polaków w 2012 roku ani razu nie zajrzało do żadnej książki. To o ok. 4% więcej niż w 2010 roku. Wśród osób z wykształceniem wyższym odsetek nieczytających jest niższy – 34,5% – ale to i tak mizerny wynik. Do zupełnego rozbratu z książką przyznało się za to 55,5% respondentów z wykształceniem średnim i policealnym oraz 75,7% ankietowanych z wykształceniem podstawowym i zawodowym, co każe sądzić, że również polska młodzież w większości pała do książek – jakichkolwiek książek! – szczerą nienawiścią.

Upadek czytelnictwa w ścisły sposób prowadzi do zubożenia naszej erudycji, ale negatywne konsekwencje nie ograniczają się bynajmniej do nieznajomości losów Andrzeja Kmicica lub innego Kordiana. Omijanie książek szerokim łukiem to według mnie jeden z najskuteczniejszych sposobów na pozbawienie się zdolności: szybkiego zapamiętywania, selekcjonowania informacji, kojarzenia faktów oraz posługiwania się bogatym zasobem słownictwa. Stąd już prosta droga do umysłowej stagnacji, która rozszerza się na wszelkie dziedziny wiedzy. Ustawiczny brak kontaktu z tekstami dłuższymi niż dwie strony A4 skutkuje zatraceniem swego rodzaju czytelniczej wrażliwości i, co tu dużo kryć, cierpliwości. Po jakimś czasie nawet notki na Wikipedii mogą stać się zbyt długie, a to byłaby strata nie do odżałowania.

Być może lektura tego artykułu przywodzi na myśl wniosek, że nie ma już nadziei dla nas i dla przyszłych pokoleń oraz że do miana młodej polskiej inteligencji brakuje nam jeszcze całych lat świetlnych, których prawdopodobnie nigdy nie nadrobimy. Nie, mimo wszystko nie – taka diagnoza byłaby chyba zbyt surowa. Mam szczerą nadzieję, że gimnazjalista, który nie potrafi odpowiedzieć poprawnie na pytanie dotyczące wzoru na pole kwadratu, jest jakąś zabłąkaną ofiarą polskiego systemu szkolnictwa. Tym mocniej chcę wierzyć w to, że zjawisko gimbusienia pozostanie w murach tych średnio udanych placówek oświatowych.

Od nagłej i niespodziewanej śmierci mózgów naszych wybaw nas, Panie!




[1] http://nonsensopedia.wikia.com/wiki/Gimbus_%28osoba%29
[2] George Ritzer, Makdonaldyzacja społeczeństwa. Wydanie na nowy wiek, przeł. Ludwik Stawowy, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza S.A., Warszawa 2003.
[3] http://www.bn.org.pl/aktualnosci/501-czytelnictwo-polakow-w-2012-r.-%E2%80%93-wyniki-badan.html

Katarzyna Osior

Absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, zastępczyni redaktor naczelnej portalu, zajmuje się także redakcją i korektą portalowych artykułów. Miała być lekarzem, ale została językoznawcą i uważa, że lepiej nie mogła wybrać. Obserwuje rzeczywistość z wrodzoną dociekliwością w myśl zasady, że ciekawość to pierwszy stopień nie do piekła, lecz do wiedzy. Wiecznie wierzy – w świat, w ludzi, w uczucia, w język, w Słowo.