Zwoje rozwoju

Czym pachną relacje damsko-męskie?

Źródło grafiki: Nicholas Gercken, https://unsplash.com/photos/LWPAWvTy1NU
Z relacjami międzyludzkimi jest jak z perfumami: dopóki zachowują dobre proporcje, dopóty umilają nam życie. Bardzo trudno nam jednak wyczuć, kiedy jeszcze pachną, a kiedy już zaczynają śmierdzieć, skoro sami nie wyczuwamy swojego zapachu. Inni też raczej nie kwapią się, aby nam powiedzieć, że dzisiaj to już naprawdę wypryskaliśmy się jak nienormalni. Życie z ludźmi i opisywanie tych związków bywa więc niełatwą sprawą, a ja jeszcze podwyższę poprzeczkę – zajmę się relacjami między kobietą a mężczyzną!
Podejmuję ten temat w „Zwojach rozwoju”, ponieważ uważam, że jednym z najważniejszych elementów duchowego i umysłowego wzrastania jest odrzucanie etykietek i podejmowanie nieustannych prób dotarcia do istoty rzeczy. Jeśli zaś o etykietki chodzi, to nie ma chyba tematu obciążonego stereotypami bardziej niż relacje damsko-męskie. I nie chodzi mi wyłącznie o związki uczuciowe – codziennie obcujemy z przedstawicielami płci przeciwnej, dlatego też dobrze byłoby nie zamieniać tych spotkań w urzeczywistnienie obiegowych sądów powtarzanych z pokolenia na pokolenie. Tym bardziej że obydwie strony relacji naprawdę – i mówię to z całym przekonaniem – da się zrozumieć.

Postawmy zatem dwa odważne pytania.

Pierwsze: czym pachną relacje damsko-męskie?

Drugie, może jeszcze ważniejsze: co zrobić, aby ten zapach był przyjemny dla obu stron?

Z biologicznego punktu widzenia sprawa wydaje się jasna: najlepiej jest pachnieć tak, aby przekonać płeć przeciwną, że nadajemy się na potencjalnego partnera w akcie prokreacji. Kobiety uwielbiają zwycięzców z wysokim statusem społeczno-ekonomicznym, ponieważ zakładają, że tacy faceci będą w stanie zapewnić bezpieczeństwo potomstwu. Mężczyźni natomiast szaleją za pięknymi, młodymi kobietami, bo ich urodę odczytują gdzieś tam w meandrach świadomości jako gwarancję przedłużenia gatunku – taka kobieta prawdopodobnie będzie mogła urodzić dużo zdrowych dzieci. Co ciekawe, naukowcy potwierdzają, że uroda żeńskiej twarzy ma charakter uniwersalny, jak czytamy w arcyciekawej książce-wywiadzie Nagi umysł. Dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy. Oznacza to, że pewne cechy, takie jak: symetria, gładka skóra, typowe rozmiary poszczególnych elementów twarzy jednoznacznie przekładają się na informację o dobrym stanie biologicznym danej kobiety bez względu na obowiązujące kanony urody.

Biologia to jednak nie wszystko. Jestem przekonana, że klucz do sukcesu tkwi w interpretowaniu relacji. To trochę tak jak z zapachami – nie każde ostre perfumy od razu uznajemy za śmierdzące i nie każdy aromat musi nas drażnić, nawet jeśli spotykamy się z nim po raz pierwszy. Zawsze warto się zastanowić, co jest podstawą naszej interpretacji: rzeczywiste zdarzenia czy niezaspokojone potrzeby, które sprawiają, że emocje przesłaniają nam rozsądne podejście do realiów. Schodźmy do poziomu suchego opisu faktów, a wszelkie elementy oceny pozostawiajmy na później. A jeśli jest nam trudno – powąchajmy jeszcze raz.

Co możemy wyczuć podczas takiego dokładnego badania zapachu relacji damsko-męskich?

Po pierwsze: zupełnie inne style komunikacji. Temat jest na tyle rozległy, że opowiem o nim więcej w przyszłym miesiącu, a teraz wspomnę tylko, że różnimy się już na poziomie komunikacji niewerbalnej. Świadomość tych odmienności i zrozumienie choćby kilku ich konsekwencji – na przykład tego, że mężczyzna zazwyczaj odczytuje żeńskie skinienie głową jako wyraz aprobaty, podczas gdy panie bardzo często jedynie podkreślają w ten sposób aktywne słuchanie – może wydatnie odsunąć od nas groźbę nieporozumień międzypłciowych.

Po drugie: inne podejście do samorealizacji. Jak przyznaje Zbigniew Lew-Starowicz w książce Wszystko da się naprawić, kobiety w dzisiejszych czasach częściej dążą do samorozwoju, przy czym robią to nie ze względu na wymagania zewnętrzne, lecz z własnej woli. Od razu zaznaczę, że mówię tu o pewnych uśrednieniach, myślę natomiast, że powyższa obserwacja nie jest pozbawiona podstaw. Kobiety znajdują się w grupie pracowników, których słabo motywuje wynagrodzenie finansowe – o wiele ważniejsze jest dla nich poczucie misji i zachowanie równowagi między pracą a rodziną. Stąd też pewnie relatywnie mniej starań o obiektywne potwierdzanie swojej pozycji przez certyfikaty i zaświadczenia (choć można dyskutować o tym, czy to dobra strategia). Panowie, pamiętajcie zatem, że panie często wykonują pewne działania dla samych tych działań – bo je lubią, bo widzą w nich sens, bo spełniają się dzięki nim. Nie pytajcie: „Po co ci to?” i „Co z tego będziesz miała?”. Zapytajcie raczej: „Jakie twoje potrzeby zaspokoisz w ten sposób?” i „Co czujesz, gdy to robisz?”.

W samorealizacji tkwi jednak wiele pułapek, a jedną z największych w relacjach damsko-męskich jest przenoszenie swoich ambicji na partnera. Kobieta nierzadko zakłada, że jej aktywność popchnie do działania również mężczyznę. Kiedy wpada w szał warsztatów i kursów, koniecznie chce tchnąć w swojego partnera ducha zmiany, opowiada mu jak szalona o wszystkich szczegółach szkolenia, zapominając przy tym o podstawowym pytaniu: czy on tego chce? A, drogie panie, on może zwyczajnie nie czuć takiej potrzeby. Ma prawo nie chcieć się rozwijać w tym kierunku, który my zaprojektowałyśmy. Ba, on może nawet nie chcieć się rozwijać w ogóle.

Przeczytałam właśnie ostatnie zdanie i jednak obruszyłam się na siebie: wrrr, straszna wizja. I to też niedobrze, bo podstawą dobrego kontaktu jest trzecia rzecz z naszej listy, według mnie najważniejsza: akceptowanie inności i zawieszenie oceniania. To rzecz cholernie trudna i po wielokroć sprawdziłam to na sobie. Nieraz widziałam moich kolegów w stanie ekstazy, gdy opowiadali mi o najnowszej grze komputerowej albo zachwycali się jakimś gadżetem, o istnieniu którego nawet nie miałam pojęcia. Uwierzcie mi, że na końcu języka miałam wtedy kąśliwe zdanie, że zupełnie nie czaję, jak można się podniecać takimi pierdoletami. I na szczęście powstrzymywało mnie wtedy cudowne otrzeźwienie i przypomnienie sobie, ile podobnych pierdoletów znajduje się w mojej kosmetyczce! Niby wszyscy wiemy, że jesteśmy inni, ale bardzo często wiedza nie idzie w parze z rzeczywistym zrozumieniem, a jeszcze rzadziej – z ciekawością. A bez niej prawie żaden mężczyzna nie zainteresuje się tym, dlaczego panie potrafią godzinami rozmawiać przez telefon, a prawie żadna kobieta nie spyta, jak się gra w Counter-Strike’a (do dziś pamiętam rozanielony wzrok mojego narzeczonego, gdy poprosiłam go, żeby rozegrał przy mnie mecz, bo chcę zrozumieć, o co tu chodzi). Zasada wzajemności działa tu doskonale – każda płeć ma swoje dziecinady, grzeszki, zabawy. I dopóki one nikogo nie krzywdzą, nie obciążają wspólnego budżetu i nie sprawiają, że traci na tym relacja międzyludzka, warto postarać się je zrozumieć i zaakceptować. Bez wyrzutów, bez pretensji – z empatią i serdecznością.

Kiedy myślę znów o tym, czym pachną relacje międzyludzkie, a zwłaszcza te damsko-męskie, to zauważam przede wszystkim właśnie brak otwartości na odmienność. Przeprowadźmy zatem pewien eksperyment i chociażby przez krótki czas, nawet przez jeden dzień, podchodźmy do siebie z dziką ciekawością. Bez etykietek, bez filtrów myślowych, bez ocen. Pozostawmy empatię i zainteresowanie. Jestem przekonana, że na początku zadziała to jak całkiem dobry odświeżacz powietrza, ale potem po prostu stanie się nową jakością. Nowym zapachem. I to będzie zapach bardzo fajnych przyjaźni – bez względu na płeć.


Inspiracje:

B. Pawłowski w rozmowie z T. Ulanowskim, Nagi umysł. Dlaczego jesteśmy, jacy jesteśmy, Warszawa 2016, rozdz. Niech żyją różnice płci  i Monogamia to bujda.

Z. Lew-Starowicz w rozmowie z K. Romanowską, Wszystko da się naprawić, Warszawa 2015.


Katarzyna Osior

Absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, zastępczyni redaktor naczelnej portalu, zajmuje się także redakcją i korektą portalowych artykułów. Miała być lekarzem, ale została językoznawcą i uważa, że lepiej nie mogła wybrać. Obserwuje rzeczywistość z wrodzoną dociekliwością w myśl zasady, że ciekawość to pierwszy stopień nie do piekła, lecz do wiedzy. Wiecznie wierzy – w świat, w ludzi, w uczucia, w język, w Słowo.