Meandry kultury

Klątwa jasnowłosej anielicy, czyli Laura i Laurunia

Źródło grafiki: http://www.felixlammers.com/portfolios/wp-content/gallery/loreal-d-k/loreal_d-k-_3.jpg
Wydawać by się mogło, że współczesna kultura komercyjna i renesansowe wzorce kobiecości nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego. Przesłanek uprawdopodabniających taki tok rozumowania jest całkiem sporo: wszak od pamiętnego spotkania poety Francesca Petrarki z „równą wyglądem aniołom u Boga” Laurą minęło już prawie siedem stuleci przepełnionych licznymi przemianami społeczno-kulturowymi, a poza tym świat XX i XXI wieku sam świetnie radzi sobie z kształtowaniem horyzontów estetycznych. Po co nam anachroniczne ideały, które nie działają już dzisiaj na niczyją wyobraźnię? Po co nam Laura, skoro mamy swoją Brigitte, Marylin, Audrey (nieco wcześniej), Angelinę, Beyoncé, Monicę (nieco później)...

Nie bądźmy jednak tacy pewni swego: okazuje się, że „nasza” kobieta idealna do złudzenia przypomina ukochaną włoskiego zakonnika-poety z czasów renesansu. Jej wizerunek zewnętrzny jest niejako rusztowaniem dla wzorców urody rozpowszechnionych w XX i XXI wieku, które wprawdzie przeszły liczne transformacje, lecz mimo wszystko nie oddaliły się znacząco od swojego literackiego, sonetowego źródła.

Sonety na cześć Madonny Laury żywej oraz Sonety na cześć Madonny Laury umarłej (ze szczególnym wskazaniem na tę pierwszą część) zawierają wzorzec kobiecej urody, który w dość mocny sposób nawiązuje do schematu ogólnie obowiązującego w XVI wieku. Przede wszystkim warto powtórzyć za współczesnym badaczem francuskim Georgesem Vigarellem, że renesansowe piękno było przede wszystkim doskonałością, która w cudowny sposób zstąpiła na ziemię. „Takie piękno miało być też modelem wyjątkowym, skończoną całością: «oznaką rzeczy niebiańskich», «aniołem, który zstąpił z niebios»”[1]. Laurze bliżej jest zatem do aniołów niż do istot ziemskich.

Niezwykłe związki tej postaci ze sferami niebiańskimi znajdują odzwierciedlenie również w silnym blasku, otaczającym kobietę opiewaną w utworach lirycznych Petrarki. Laura ma „promienne oblicze”, które jaśnieje „światłem natchnionym”[2], zostaje ponadto przyrównana do „słońca zwycięskiego”[3]. Dobrze wpisuje się to w obowiązującą ówcześnie konwencję, w myśl której ta ponadprzeciętna światłość jest siedliskiem najczystszej świętości i cnoty[4].

Swoistą odśrodkową iluminację kobiety u Petrarki warto postrzegać jako składową poszczególnych – równie świetlistych – części ciała. Szczególnie ważne w tym kontekście są oczy oraz włosy. Blask narządu wzroku jest przy tym potęgą destrukcyjną obdarzoną szczególnie mocną siłą rażenia. Szczere, rozmarzone spojrzenie Laury nęci, zachwyca, podtrzymuje żar miłości w sercu zakochanego:


                              Jak wodzi oczyma
                              Po najpiękniejszym ze wzgórz ocienionych! (…)
                              Słodkie spojrzenie, kobiece i czyste.[5]

ale także i rani, poraża, prowadzi do zguby:


                              Z jakiego słońca powstały pochodnie
                              Tych pięknych oczu, w których ból i spokój,
                              Które mi dręczą serce lodem, ogniem?[6]


Włosy wybranki serca nie powodują już tak ambiwalentnych odczuć – są złote, uformowane w pukle loków bądź splecione w dwa warkocze, anielskie i mają być po prostu piękne, mają dowodzić niebiańskiej proweniencji kobiety:

 
                              Były to włosy złote, rozpuszczone
                              W tysiącu słodkich loków, krętych, jasnych (…)[7]


Wiemy już, że Laura, czyli idealna niewiasta, jest czarującą, słodką blondynką o długich, kręconych włosach i świetlistych, lazurowych (a więc niebieskich) oczach. Przypomina anioła otoczonego poświatą boskich rozbłysków. Dzięki Sonetom… możemy również zrekonstruować kształt jej brwi („śmiałe”, wyraźnie zaakcentowane łuki), kolor rzęs (hebanowy), sposób poruszania się (zwiewny, lekki, przepełniony niespotykaną gracją), a nawet kształt i zabarwienie zębów (konotacje z kością słoniową oraz „nagim, równym dwuszeregiem”). Znajdziemy w nim również konkretne wyznaczniki dotyczące cery kobiety i wyglądu jej dłoni – jak się okazuje, to właśnie te dane są niezwykle interesujące w odniesieniu do współczesnych transformacji petrarkistycznego wzorca urody. Spróbujmy je zatem krótko sformułować oraz zilustrować przykładami.

Jasność i połyskliwość towarzyszy kobietom XX i XXI wieku właściwie na każdym kroku, a wszystko to za sprawą kolorowych, błyszczących drobinek, czyli brokatu. Ten szczególny rodzaj tworzywa poliestrowego znajduje zastosowanie w wielu branżach związanych z kobiecym wyglądem, począwszy od sektora kosmetycznego, a skończywszy na odzieżowym. Brokat stosuje się powszechnie w kosmetykach kolorowych; jest on tanim zamiennikiem naturalnych drobin o właściwościach połyskujących, a zarazem daje szybki i spektakularny efekt, gdyż natężenie połysku jest relatywnie duże. Właściwie każda firma realnie licząca się na rynku oferuje swoim klientkom produkty zawierające cząsteczki brokatu. Co ciekawe, najczęściej są to cienie do powiek – całkiem prawdopodobne wydaje się więc, że w taki właśnie sposób w dzisiejszej kulturze komercyjnej wciąż żywa jest petrarkistyczna idea lśniących oczu, które nadają kobiecie niezastąpionego uroku. Założenie takie potwierdzają opisy produktów zamieszczone na stronach internetowych producentów kosmetyków kolorowych. Firma ASTOR reklamuje cienie do powiek „COUTURE Mono” sloganem „Od olśniewającej iskierki do luksusowego połysku”[8], firma MAYBELLINE z kolei zachwala produkt kolorowy do oczu „Eye Studio Quad”, podkreślając wielokrotnie jego „świetlisty połysk”[9]. Panie, które pragną rzeczywiście „porażać blaskiem dwojga oczu” (jak to opisał Petrarka w Sonecie 61. Benedetto sia ‘l giorno…), mogą wybrać również czysty brokat do nakładania na rzęsy i powieki.[10]

Warto także wspomnieć, że nie tylko kosmetyki kolorowe zawierają brokat. Nagminnie jest on włączany w skład balsamów do ciała, mgiełek zapachowych, odżywek do włosów czy balsamów brązujących i samoopalaczy. Kultura komercyjna XX i XXI wieku znalazła najwyraźniej sposób na to, aby przywrócić zmęczonym i odanielonym kobietom blask godny nieopisanie pięknej Laury.

W podobny sposób producenci kosmetyków przystosowali wzorzec dłoni – rękawiczki. Być może przedstawiciele EVELINE COSMETICS nie zdają sobie nawet sprawy z tego, że ich kremy do rąk o nazwach „Niewidzialne rękawiczki” oraz „Aksamitne dłonie” w wyraźny sposób nawiązują do petrarkistycznego ideału. Zapewne równie nieświadomi tajemnych powiązań z renesansową tradycją są inni wytwórcy kosmetyków, którzy wzbogacają je o proteiny mleczne mocno wybielające skórę. Upodobnić się do Laury pod względem jasnej karnacji można chociażby dzięki bogatej gamie produktów „Kozie mleko” firmy ZIAJA[11]. Ideę „zewnętrznej bieli” szczególnie trafnie realizuje zapewne skoncentrowany krem do rąk odżywczo-wybielający.   Z drugiej strony należy zauważyć, że „opalenizna staje się obowiązkowa, staje się «niewątpliwą zmianą kulturową, a co najmniej jej oznaką»”[12]. Doszło zatem do odwrócenia renesansowego wyznacznika piękna. Widoczna jest tutaj jednak spora niekonsekwencja i niejako brak konsekwencji: po pierwsze – nadal wielką popularnością cieszą się kosmetyki na bazie mleka, które naturalnie wybiela skórę (patrz powyżej), a po drugie – opisywane wcześniej balsamy brązujące z domieszką brokatu w dosyć kuriozalny sposób łączą zaprzeczenie dawnej tradycji, czyli opalanie, z jej podtrzymaniem, czyli wytwarzaniem świetlistej poświaty. Być może stąd wynika łatwość popadania w „kicz solarniany”, wyrażający się nadmiernym zbrązowieniem skóry, a czasem prowadzący do uzależnienia od kąpieli słonecznych. Nie da się jednak ukryć, że nawet w tym szaleństwie pobrzmiewają echa refleksji Petrarki na temat kobiety jego marzeń.

Niezmiernie ciekawe są koleje losu renesansowego wzorca złotowłosej anielicy. Wprawdzie mówi się, że mężczyźni wolą blondynki, lecz wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia jedynie z utartym powiedzeniem nie mającym pokrycia w rzeczywistości. Interesujących danych dostarcza wnikliwe przyjrzenie się liście laureatek najbardziej prestiżowego spośród wszystkich konkursów piękności: Miss World. Jak się okazuje, w wyborach tych, organizowanych 62 razy (od 1951 roku do 2012 roku), blondynki triumfowały tylko 22 razy, co przy 44 zwycięstwach brunetek wygląda nader ubogo. Swego rodzaju potwierdzeniem ambiwalentnego statusu koloru blond jest także fakt, że pierwsza lalka Barbie miała włosy właśnie w tym kolorze, sama Barbie zaś w kulturze komercyjnej XX i XXI wieku szybko stała się synonimem swego rodzaju tandety, kiczu, sztuczności: nie-piękna. Niejasności odczytania kulturowego widoczne są również w kawałach o blondynkach, które opierają się w głównej mierze na dowodzeniu nikłego poziomu inteligencji dziewcząt z jasnymi włosami. Dzisiejsza kultura masowa zdaje się niejako potwierdzać, że blond niesie za sobą „braki” wszelakiego rodzaju – postaci takie jak Doda, Pamela Anderson czy Paris Hilton każą istotnie podać w wątpliwość równość blondynek i pań z włosami w innych kolorach. XX i XXI wiek w pewnym sensie uczyniły z Laury Laurunię.

Wzorzec piękna, który wiele wieków temu stworzył Francesco Petrarka, na wiele różnych sposobów zagnieździł się w kulturze komercyjnej XX i XXI wieku. Schematy i klisze symboliczne ewoluowały, niekiedy pogłębiając znaczenie pierwotne, niekiedy jednak odchodząc od niego w różnych, często zadziwiających kierunkach. Granica pomiędzy dobrym smakiem a kiczem w przypadku współczesnych kanonów piękna jest prawdopodobnie bardzo cienka, lecz nie można pominąć milczeniem faktu, że nasz krem, który stoi na naszej półce w naszej łazience, w przedziwny sposób spaja nas z renesansowymi ideałami urody. To niezmiernie zadziwiająca konstatacja, która w rezultacie wydaje się całkiem przyjemna dla człowieka współczesnego, zagubionego nierzadko w sieci bodźców i pozbawionego kulturowego podłoża, na którym można się bezpiecznie oprzeć. Co więcej, być może nie tylko przyjemna, lecz także nobilitująca.



[1] G. Vigarello, Historia urody. Ciało i sztuka upiększania od renesansu do dziś, przełożył Maciej Falski, Warszawa 2011, s. 13.
[2] F. Petrarka, Sonet 8. Quand’io son tutto, vo’lto…, [w:] tamże,  s. 18.
[3] F. Petrarka, Sonet 90. Erano i capei d’oro…, [w:] tamże, s. 27.
[4] G. Vigarello, dz. cyt., s. 13.
[5] F. Petrarka, Sonet 192. Stiamo, amor, a veder…, [w:] dz. cyt., s. 44.
[6] F. Petrarka, Sonet 220. Onde tolse amor…, [w:] tamże, s. 56.
[7] F. Petrarka, Sonet 90. Erano i capei d’oro…, [w:] tamże, s. 27.
[8] http://www.astorcosmetics.com/pl-PL/products/eyes/eye-shadow/couture-mono-eyeshadow-0;
dostęp: 13.05.2013.
[9] http://www.maybellinetrends.pl/eye-studio-quad-cien/shade/29/; dostęp: 13.05.2013.
[10] http://www.donegal.com.pl/pl/brokaty-na-powieki/1277-brokat-do-rzes-3g-5907549235021.html;
dostęp: 13.05.2013.
[11] http://ziaja.com/wyszukaj/produkty/kozie+mleko; dostęp: 13.05.2013.
[12] G. Vigarello, dz. cyt., s. 195.


Katarzyna Osior

Absolwentka filologii polskiej i kulturoznawstwa na Uniwersytecie Warszawskim, zastępczyni redaktor naczelnej portalu, zajmuje się także redakcją i korektą portalowych artykułów. Miała być lekarzem, ale została językoznawcą i uważa, że lepiej nie mogła wybrać. Obserwuje rzeczywistość z wrodzoną dociekliwością w myśl zasady, że ciekawość to pierwszy stopień nie do piekła, lecz do wiedzy. Wiecznie wierzy – w świat, w ludzi, w uczucia, w język, w Słowo.