Rozbij grę

Lemonowy ulep

Źródło grafiki: pexels.com
W swoim życiu pamiętam dwa smaki lemoniady. Pierwszy – ten intensywnie cytrynowy, lekko słodki i przede wszystkim orzeźwiający. Natomiast drugi to ten, w którym cukru było zdecydowanie za dużo lub w ogóle brakowało tego składnika, a do tego nuta cytryny była bardziej niż mocno przebrzmiała.
Gdy opuściłam bezpieczny azyl dzieciństwa – choć paradoksalnie jeszcze w nim tkwię, po kostki, ale tkwię. Bo tkwienie jest zawsze tkwieniem; nieważne, jak ugrzęzłeś – po szyję czy po kostki – po prostu tkwisz. Tak więc od momentu wyjścia – po części mentalnego, lecz bardziej formalnego –  wyjścia ze świata dziecka poszukuję smaku tamtej lemoniady. Tego pierwszego smaku, który nęcił, gasił pragnienie, a jednocześnie dawał energię do nowych przygód i wyzwań. Poszukuję, bo tak naprawdę smak, który pamiętam, jest nie do odnalezienia, nie do oszukania – moje kubki smakowe jakby wchłonęły ten smak i nie przyjmują niczego innego. Pewnie to oznaki szczerości i prawdy, którą ma w sobie tylko dziecko. Czasem tylko ten smak przychodzi do mnie, gdy nieświadomie powracam całą sobą do lat wcześniejszych niż tylko bycie nastolatkiem, gdy po prostu się cieszę lub gdy przyjaciel bierze mnie za rękę i mówi: „Dziś idziemy w nieznane, nie bój się, jesteśmy razem”. Wtedy właśnie powoli zaczynam ze wszystkich stron czuć cytryny – najpierw delikatnie, aby potem poczuć na ustach ich lekko kwaśny smak, który zamienia się na języku w subtelną, przynoszącą satysfakcję słodycz orzeźwienia.

… więc czy kiedyś, w dorosłym życiu można jeszcze poczuć ten smak na trochę dłużej niż na chwilę? Może ta lemoniada to nasze mimowolne powroty do lat świata beztroski? Przecież wszyscy tak tego chcemy – pragniemy tych chwil, które już nie powrócą, a my wciąż wspominamy je w taki sposób, jakby przeminęły właśnie przed chwilą i miały znów nadejść już jutro. I gdy powoli, może nieco leniwie zbliżają się ciepłe dni, z szaf znikają przyciężkie zimowe swetry, a nasze stopy zostają ozdobione letnim obuwiem, wtedy przez moment da się odnaleźć coś, co pomaga odtworzyć smak tamtych dni, choć już bez przypraw i wynikających z nich walorów smakowych, takich jak nostalgia, rozrzewnienie i smutek.

I pewne wydaje się jedno: taki sam smak już nie wróci. Będzie zawsze znakiem tamtych lat i taki też powinien pozostać. Bo przecież każdy dzień dostarcza nam aż nadto bodźców i w każdej chwili nasze kubki smakowe mogą doznać czegoś, co na stałe zapadnie im w pamięć.  Wspomnienia smaków i zapachów na pewno istnieją, a my nie powinniśmy o tym zapominać.

Gdy nasza teraźniejszość zacznie uzurpować sobie prawo do smaków przeszłości, będziemy mogli wziąć udział w niewyobrażalnym karambolu, którego konsekwencje okażą się znamienne jeszcze na długo po wyleczeniu ran – o ile wyjdziemy z niego cało. Bo przecież lemonowy brzmi tak podobnie do już zbyt popularnego tworzenia słów z -lowe na końcu: karmelowe, daktylowe, cebulowe... Końcówka ma oznaczać wielką, nieograniczoną miłość do danego produktu. A jednak różnica polega na tym, że to omam słuchowy – niby brzmi podobnie, ale tym nie jest. Zupełnie niczym smak lemoniady – niby nadal to lemoniada, ale z prawdą nie wygrasz, dlatego po chwili już wiesz, że to tylko lemonowy ulep, a nie lemoniada, która zachęcała do wojaży pełnych przygód i wzmagała apetyt na nieoczekiwane wyzwania.

Na zdrowie! Lemonowe, rzecz jasna.


To jak, czytelniku – wchodzisz do gry?


Katarzyna Prędotka

W dacie urodzenia ma dziewiątki i ósemki. Studiuje dziennikarstwo. Lubi literaturę lat 60. i 70., historię starożytną, filmy wojenne lat 80. i 90. W wolnych chwilach utrwala swoją wiedzę na temat postaci kapitana Henry’ego Morgana.