O

O harpiach

Źródło grafiki: Ronaldo Arthur Vidal | Unsplash | mix: Paweł Gładysz
W skandalizującej powieści Philipa Pullmana Mroczne materie po śmierci ciała dusze tkwią więzione przez despotycznego Jahwe w pustce strzeżonej przez harpie. Nie ma nagrody i nie ma potępienia.
Przybycie Lyry, drugiej Ewy, narusza porządek wprowadzony przez Autokratę. Przy pomocy najostrzejszego noża Will, drugi Adam, wykrawa w powietrzu portal prowadzący na powrót do żywych. Po przekroczeniu progu dusza rozpadnie się na atomy, z których powstaną kolejne byty. Nim Will niechcący unicestwi Boga w akcie miłosierdzia, Lyra zawiera z harpiami umowę: przepuszczą przez portal każdą duszę, która opowie im swoją historię. Prawdę, całą prawdę i tylko prawdę.

Przerywam lekturę monumentalnego manifestu – odżywczej intelektualnie opowieści, która roztrzaskała mi serce na kawałki i stała się małą obsesją – bo przypomniał mi się wywiad z Richardem Flanaganem, który przeczytałem w kwietniowym „Newsweeku”. Na szczęście przetrwał w szufladzie, więc mogę zacytować:

 

„Fascynuje mnie ta moda na wspomnienia, taki literacki odpowiednik selfie. […] I nieraz mam wrażenie, że im mniej ktoś doświadczył, tym wartościowsze są jego wspomnienia. […] W XIX wieku ludzie z wykształconych elit nie chcieli, żeby ich dzieci czytały powieści. Chcieli, żeby czytały „coś pożytecznego”. I takie myślenie dzisiaj też dominuje. Jesteśmy społeczeństwem, w którym przystoi raczej czytać książki non fiction. Tzw. wspomnienia złożone w najlepszym razie z selektywnych prawd, które razem składają się na kłamstwo. […] Nie chcemy powieści, które przypominają nam o chaosie i niepewności życia. […] Jesteśmy niezwykle konformistyczni. Równie konformistyczni co w czasach wiktoriańskich. A powieść staje się nową kontrkulturą.”[1]

Czuję, że w obliczu powyższego, choćby pro forma, muszę przypomnieć, że fikcja nie jest tożsama z kłamstwem. Zdaje się, że odwrót od fikcji – od osobistego doświadczenia cudzej, innej niż moja, rzeczywistości, a więc pośrednio odwrót od drugiego człowieka – ma związek z utratą zdolności do porozumienia. Odrzucenie cudzej kreacji stępia wrodzoną empatię i zamyka na dialog. Zdaje się, że temu intelektualnemu obwarowaniu towarzyszy zwiększenie podatności na ideologie, bo człowiek lgnie do człowieka jak ćma do światła. Instynktownie szuka porządku i poczucia bezpieczeństwa. Przecież nie z fikcji zbudowane są bańki informacyjne, w których żyjemy.

Literacki eksperyment Pullmana ma moc hipotezy. Przerywam lekturę Mrocznych materii i zastanawiam się: ilu z nas przepuszczą harpie? Co usłyszą ode mnie?

[1] M. Nowicki, Faust w czasach Trumpa, „Newsweek” 2019, nr 10, s. 72–76.



#O pułapkach biografii przeczytacie tu, tu i tu.

Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.