Obejrzeliśmy

To Derry. Można przywyknąć

Antoni Kaja Paweł Gładysz

Źródło grafiki: Warner Bros.

Dwadzieścia siedem lat minęło jak jeden dzień. Świat poszedł do przodu. Członkowie niegdysiejszego Klubu Frajerów ułożyli sobie życie, całkiem zapominając o morderczym klaunie ze stanu Maine. Ale TO wciąż pamięta, wciąż czyha w kanałach. Co więcej, zgłodniało i rusza na pierwsze po ponad dwóch dekadach łowy. Okoliczności niebawem zmuszają grono znajomych z lat szczenięcych do podobnego spotkania, by ponownie wspólnie stawić czoła złu grasującemu w Derry. 
Antoni, który To przeczytał

Po dziś dzień monumentalna opowieść o starciu grupy dzieciaków (a później dorosłych, przynajmniej w teorii) ze swoimi mniej lub bardziej wypartymi lękami pozostaje jednym z najbardziej docenianych dzieł Stephena Kinga. Biorąc pod uwagę mnogość wątków oraz postaci, fakt, że jego napisanie zajęło królowi horroru aż pięć lat, ani trochę nie dziwi. Podobnie jak to, że każda z adaptacji wymagała pewnych cięć.

Patrząc z perspektywy czasu na nieco zapomnianą miniserię z 1990 roku z Timem Currym w roli demonicznego Pennywise’a – ma ona całkiem sporo wspólnego z hollywoodzką ekranizacją, której druga odsłona gości obecnie na ekranach. Choć efekty specjalne uległy ogromnej przemianie, pierwsza połowa historii niezmiennie pozostaje tą bardziej udaną i zajmującą.

Nie oznacza to oczywiście, że To: Rozdział 2 jest filmem złym (ani nieudaną adaptacją). Może się poszczycić znakomicie dobraną obsadą, chociaż młodsi aktorzy i tak kradną show w retrospekcjach. Znajdziemy tu też o wiele więcej humoru, który świetnie balansuje chwile grozy. Powracającym żartem jest chociażby tendencja pisarza do niedopracowanych zakończeń, mnożą się też nawiązania do innych książek autorstwa Kinga czy ich kinowych realizacji oraz dzieł gatunku w ogóle, a sam autor zalicza krótki acz sympatyczny epizod w fabule.

Nieco gorzej działają natomiast niektóre straszaki, analogicznie do sytuacji sprzed niespełna 30 lat. Wynika to przede wszystkim z tego, że z obszaru traum mocno zakorzenionych w kulturze przenosimy się częstokroć w obszar bardziej abstrakcyjny, a w takim przypadku łatwo zahaczyć o groteskę. Nie ulega wątpliwości, że najbardziej przeraża wciąż sam Pennywise, a kreacja Skårsgarda w niczym nie ustępuje ikonicznej interpretacji Curry’ego.

Jednak tak jak w przypadku powieści, nie o grozę sensu stricto tu przecież chodzi. To zawsze było studium psychologicznego rozwoju, międzyludzkich relacji (często o niezdrowym charakterze) i sposobów radzenia sobie z wypartym. W centrum zainteresowania zaś stali Frajerzy, nie zaś bestia enigmatycznego pochodzenia. I w tym aspekcie można mówić o pełnym sukcesie. Scenarzyście, pomimo wprowadzenia zmian w statusie społecznym niektórych bohaterów, udało się nie naruszyć wiarygodności efektów procesu przejścia w dorosłość, mało tego, niektóre z decyzji zdają się być wręcz sensowniejsze w kontekście narracyjnym, nie rażą także pewne skróty czy okrojenie wątków. Lepiej wybrzmiewa sama finałowa konfrontacja, z konieczności odarta z gęsto metatematycznej otoczki elementów Kingowego uniwersum, a przez to bardziej terapeutyczna i intymna.

Ostateczna ocena zależy w tym momencie silnie od oczekiwań widza. To: Rozdział 2 może ich nie spełniać jako horror czystej wody, pozostaje jednak solidną adaptacją, dobrym widowiskiem, a także pogłębioną analizą charakteru postaci. I mnie to wystarcza aż nadto.


Paweł, który Tego nie czytał

Widz w kinie poszukuje różnych emocji. Horrory powstały w latach trzydziestych ubiegłego wieku jako niskobudżetowe produkcje, których zadaniem było szokować, wstrząsać i wzbudzać obrzydzenie. W latach 40. w Niemczech nastąpił przełom, gdy wytwórnia RKO wypuściła serię filmów inteligentnych i oszczędnych w środkach, z atmosferą grozy budowaną za pomocą sugestii, niedopowiedzeń i poszlak. Co ciekawe, dopiero w latach 70., wraz z sukcesem m.in. Dziecka Rosemary czy Egzorcysty, gatunek zyskał prestiż i doczekał się awansu artystycznego. Dzieła reżyserów z pierwszej ligi wprowadziły innowację, zaczęły bowiem bezpośrednio konfrontować widza z przemocą i uczuciem odrazy.

Horror ma potencjał, aby krytykować rzeczywistość i zabierać głos w poważnej dyskusji. Znakomicie nadaje się do wyrażania zaniepokojenia zmianami kulturowymi – kwestionowaniem normalności i wartości tradycyjnych. Podczas wywiadów promujących drugi rozdział Tego obsada sporo uwagi poświęcała sekwencji otwierającej film, która w rażący sposób przedstawia zbrodnię na tle nienawiści. Scenarzyści dokładnie wybierają brud spod paznokci społeczeństwa. W tym momencie filmu To nie pojawiło się nawet jeszcze na ekranie. TO rodzi się w nas. TO z nas pochodzi. TO atakuje i zapada w podskórny stan spoczynku w nieprzerwanym cyklu nierozwiązanego problemu. Od czasu publikacji powieści w 1986 roku temat pozostaje w centrum debaty publicznej w skali 1:1. Nie zmieniło się nic, albo bardzo niewiele.

Dlaczego Derry? Można pozostać przy wyjaśnieniu podanym w filmie, w którym Mike mówi, że jest to wynik niefortunnego zbiegu okoliczności. Można też zrobić krok do tyłu, żeby spojrzeć szerzej na opowieść, w której Stephen King przeprowadza krytyczną wiwisekcję małomiasteczkowej mentalności. W wielkim mieście zawsze można się schować. Natomiast w takiej dziurze jak Derry nie da się zatracić indywidualizmu. Wszyscy się znają, wszyscy wyrokują. Człowiek nieustannie przegląda się w sąsiadach, odczuwa presję spojrzeń i palący szept plotek. W małej grupie konformizm, podglebie lęku przed wykluczeniem, działa przecież najsilniej, użyźniając przy tym nietolerancję.

Klub Frajerów spotyka się ponownie po dwudziestu siedmiu latach. Powrót do rodzinnego miasteczka wywleka z odmętów świadomości najbardziej wstydliwe lęki i traumy. Walka z Tym jest walką z samym sobą, z pamięcią i tożsamością ukształtowaną przez złe doświadczenia; wymaga brutalnego porzucenia strefy komfortu uwitej z pozornie oswojonego bólu. To 2 ilustruje dramat dorosłych ukształtowanych przez upokorzenie i poczucie winy – rany zadane w dzieciństwie. Molestowanie seksualne, przemoc w rodzinie, utrata bliskich w wypadku, nadopiekuńczy rodzic, presja kanonu piękna, samotność, homofobia, kryzys męskości. Wszystkie te tematy zostały potraktowane z szacunkiem i zrozumieniem. Wszystkie znakomicie przetłumaczono na język kina. Są w tym filmie sceny zachwycające wizualnie samą tylko inscenizacją; w szczególności myślę tu o wzruszającym symbolizmie punktu kulminacyjnego relacji Beverly i Bena.

Stephen King napisał horror o strachu wydestylowanym z paraliżującego poczucia bezradności. Bohaterowie stają twarzą w twarz z najskrytszymi obawami i pod tym względem nie da się już pójść dalej ani wejrzeć głębiej. Nie umieszczajmy Tego w jednej szufladzie z Omenem czy Gatunkiem. Uważam, że ten film ma potencjał terapeutyczny i moc zmieniania widza.


tytuł: To: Rozdział 2

reżyseria: Andy Muschietti

scenariusz: Gary Dauberman

obsada: Jessica Chastain, James McAvoy, Bill Hader, Isaiah Mustafa, Jay Ryan, James Ransone, Andy Bean, Bill Skarsgård

czas trwania: 2 godz. 49 min.

data polskiej premiery: 6 września 2019

gatunek: horror

dystrybutor: Warner Bros.


Film obejrzeliśmy dzięki współpracy z kinem Helios


Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.




Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.