Przeczytaliśmy

Kiedy Polki tworzyły komputery

Magdalena Pawłowska

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska

Czasy PRL-u już dla dwóch przynajmniej pokoleń są na pewnym poziomie niedostępne poznawczo, przede wszystkim ze względu na dystans czasowy. Z tego powodu owiewa je mgiełka tajemniczości i niejakiej swojskiej egzotyki. Kilka klisz wyryło się na naszych umysłach dzięki lekcjom historii, opowieściom rodziców czy przekazom medialnym, ale co dociekliwsi od czasu do czasu mierzą się z zaskakującymi faktami.

Jak chociażby ten, że produkowaliśmy własne komputery oraz tworzyliśmy do nich oryginalne oprogramowanie. Oczywiście w tym okresie naznaczonym powszechnym wścibstwem władzy i wolnością dyktowaną (niezbyt starannie) ukrytą agendą partyjną nie za wiele udało się zdziałać w temacie nowych technologii. Ale póki wierchuszka nie wiedziała dokładnie, z czym te „maszyny matematyczne” się je, polska informatyka kwitła.

Mało tego, wśród pierwszych osób teoretycznie i praktycznie zainteresowanych komputerami, było wiele kobiet. Przyciągała je perspektywa odkrywania zupełnie nowej dziedziny, kreowania innowacji, dołożenia cegiełki do historycznych zmian. O nich właśnie napisała Karolina Wasielewska w książce Cyfrodziewczyny. Pionierki polskiej informatyki. Autorka dotarła do pierwszych polskich programistek, żeby dowiedzieć się, jak to było być kobietą w rodzącej się dopiero branży, która dzisiaj jest zdominowana przez mężczyzn.

I tutaj druga niespodzianka – płeć nie miała dużego znaczenia. Na gwałt potrzebowano osób odpowiednio wykształconych, więc specjalistów i specjalistki rekrutowano prosto z wykładów uniwersyteckich, na których wciąż więcej było o radiu i telewizorze niż komputerach. Jasna sprawa, że gdy coś było nowe, to jeszcze nikt nie mógł dziewczynom powiedzieć, że to nie dla nich. Dlatego ramię w ramię z kolegami konstruowały maszyny, szukały uproszczeń, pisały programy.

Co jednak znamienne – i charakterystyczne także dla współczesności – rozmówczynie Wasielewskiej nie uważały, że są warte opowieści. Nie widziały w swoich dokonaniach niczego nadzwyczajnego. Po części może dlatego, że ostatecznie z polskich komputerów nic nie zostało, ogólny projekt nie doczekał się kontynuacji. A po części pewnie chodzi także myślenie bliskie wielu kobietom, które umniejszają swoje zasługi, nie potrafią (i nie widzą potrzeby) zareklamować umiejętności, sukcesów.

Być może ze względu na to nastawienie bohaterek reportażu książka wydaje mi się nieco sucha. Z jednej strony dla takiego laika jak ja świetnie się sprawdziły opisy kontekstu, przybliżenie początków informatyki i programistyki na świecie i w Polsce, a także współczesny rys branży. Z drugiej strony dla takiego laika jak ja koszmarne były opisy sposobu działania kolejnych maszyn, długie fragmenty przybliżające ich konstrukcję, dane techniczne oraz cała litania nazw własnych (nazwiska, instytucje, firmy) czy terminów naukowych (matematycznych i komputerowych, w tym skrótowców).

Mam wrażenie, że w Cyfrodziewczynach więcej jest treści o maszynach i (zawiłym) sposobie ich działania niż o ludziach. Bohaterki giną w zalewie technikaliów. A kiedy już dochodzą do głosu, to żeby opowiedzieć mało pasjonujące anegdotki z życia codziennego. Oczywiście nie jest to standard, niektóre przekazy są naprawdę ciekawe. Nie widzę jednak w tej książce żadnej historii. Poza suchym faktem, że kobiety pracowały jako programistki, informatyczki itd., nic tu się nie dzieje, nie ma myśli przewodniej, motywu, czegoś do opowiedzenia.

Piszę to z ciężkim sercem, bo przecież opowiadanie o takich fragmentach naszych dziejów jest ważne, szczególnie w kontekście branż stereotypowo zamkniętych na kobiety. To ważne, żeby pamiętać, zachować nazwiska, dać przykład. Żeby pokazać, że kiedyś świat informatyki wyglądał zupełnie inaczej i było w nim miejsce na równouprawnienie. Może forma nie została najlepiej dobrana, ale ostatecznie treść liczy się tutaj najbardziej.


autorka: Karolina Wasielewska
tytuł: Cyfrodziewczyny. Pionierki polskiej informatyki
wydawnictwo: Krytyka Polityczna
miejsce i rok wydania: Warszawa 2020
liczba stron: 304
okładka: miękka

warto przeczytać

Jak to w ogóle jest z tym, co dziewczyny mogą, a czego nie mogą, kto to ustala i czy trzeba go słuchać – o tym przeczytacie w komiksie Słuchajcie dziewczyny! Katji Klengel.

Do świata PRL-u możecie się przenieść także za sprawą mebli i designu, w czym pomoże książka Asteroid i półkotapczan. O polskim wzornictwie powojennym Katarzyny Jasiołek.

Zainteresować Was mogą również inne książki z serii „Nie-fikcja” Wydawnictwa Krytyki Politycznej, np. Nie będzie żadnej rewolucji o zespole Cool Kids of Death albo Festiwale wyklęte o peerelowskich scenach muzycznych w Kołobrzegu i Zielonej Górze.


Magdalena Pawłowska

Redaktorka naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Przeżywa przygody z psią towarzyszką, rozkoszuje się dziełami wegetariańskiej sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości. Udziela się recenzencko na instagramowym koncie @w_porzadku_rzeczy.