Niezmienne

Pochwała starości

Magdalena Skierska

Źródło grafiki: Magdalena Skierska

Muszę przyznać – do tej historii zabierałam się już długo i za każdym razem dochodziłam do wniosku, że trzeba dłużej pochylić się nad tematem i lepiej go zrealizować. Było to dla mnie niezwykle trudne, mimo że powieść, która mnie zainspirowała, czytałam wiele razy. Wreszcie mnie olśniło: trudno mi napisać artykuł o Dorianie Greyu, bo ja sama nie jestem i nigdy nie byłam fanką młodości. 

Zacznijmy od krótkiego wprowadzenia. Kiedy zaczęłam poznawać świat, odkryłam, że wyżej cenię to, co stare i brzydkie, niż to, co młode i piękne. Oczywiście bardzo tu upraszczam, bo czasem coś ładnego wpadło mi w oko, ale generalnie wolałam rzeczy z przeszłości. Kiedy tylko miałam okazję, wchodziłam na strych i grzebałam w starych zeszytach (jeszcze z czasów szkolnych mojej mamy) i byłam zafascynowana tym, czego ludzie się dawniej uczyli i jak ładnie pisali!

Ja wiem, że nie ma w tym niczego nadzwyczajnego, bo fascynacja tym, co dawne, towarzyszy nam od zawsze. Każdy człowiek ma do poznania wiele opowieści z przeszłości. Nasi dziadkowie czy rodzice opowiadają nam historie o życiu, którego już nie ma, i na tej podstawie możemy zbudować swoją tożsamość. Czasem zabierają nas do kraju ogarniętego wojną, innym razem do smutnego okresu komunizmu, ale zawsze pod koniec historii wybrzmiewa jakaś nutka tęsknoty. „Było źle – mówią – ale byliśmy młodzi, więc to wszystko nie miało znaczenia. Młodość wszystko przetrzyma i wiele się jej wybacza”.

Młodość! Młodość! Nie ma w świecie niczego, co by ją przewyższało.[1]

Wydaje mi się, że to najważniejsze słowa w Portrecie Doriana Greya Oscara Wilde’a. Wypowiedziane w odpowiednim momencie sprawiają, że główny bohater zupełnie zmienia podejście od życia, do ludzi i do całego świata. A wszystko zaczyna się od piękna, bo trzeba powiedzieć, że Dorian Grey był przepiękny. Ciekawe, że Oscar Wilde przywołuje tu triadę platońską i przypomina czytelnikom, że wszystko, co piękne, jest też dobre i analogicznie – to, co złe, staje się odpychające i brzydkie. Autor w ten sposób nawiązuje do modernistycznego estetyzmu, który odgrywa znaczącą rolę w jego twórczości. W Portrecie odwołuje się do klasycznego kanonu piękna, ale też nadaje bohaterowi cechy mające dodatkowo wzbogacać jego naturę, tworzy postać, którą można postawić ponad pięknem.

Kiedy osobowość Greya zaczyna się zmieniać, Wilde bardzo ciekawie przedstawia wrażliwość swojego bohatera i jego przeżycia. Świetnym przykładem jest rozpoczęcie znajomości Doriana z Sybyl Vane. Mimo iż bohater znalazł się w tanim i obskurnym teatrze, to gra aktorska młodej dziewczyny bardzo go poruszyła. Rola Julii w inscenizacji dramatu Szekspira musiała być naprawdę niezła, skoro Dorian z miejsca zakochał się w odtwórczyni postaci. Oczywiście szybko dowiadujemy się, że bohater tak naprawdę nie kocha samej aktorki, ale wyobrażenie o niej, więc wkrótce ją porzuca, a kobieta z rozpaczy odbiera sobie życie. Co ciekawe, bohater początkowo bierze odpowiedzialność za jej śmierć, ale po rozmowie z lordem Henrym stwierdza, że to nie jego wina. Jeszcze na tym etapie rozwoju postaci czytelnik jest w stanie wiele Greyowi wybaczyć, ale z czasem manipulacje lorda Henry’ego sprowadzają głównego bohatera na złą drogę.

Interesujący jest cały motyw ewolucji Doriana z dobrego, poczciwego, wręcz anielskiego człowieka w złoczyńcę i rozpustnika. Właśnie na tym polu najwyraźniej autor zarysował grę pozorów, która jest głównym motywem historii. Oczywiście nie tylko tej. Żyjemy w czasach, w których piękno jest na wagę złota, bo cały przemysł reklamowy napędzany jest przez osoby bardzo młode i powszechnie uważane za atrakcyjne. W ostatnim czasie nastąpiła lekka poprawa, bo współczesny kanon piękna się rozszerzył, a w mediach zaczęto pokazywać osoby starsze jako dojrzałe, mądre, ale też bardzo piękne.

Odejdę na dobre od treści utworu, bo historię raczej każdy zna, i opowiem o moim drobnym przemyśleniu: osoby, które chcą na siłę zatrzymać młodość, w końcu stają się jej ofiarami. Zastanówmy się nad tymi, którzy ingerowali w swoje ciała, żeby choć na moment zachować złudne przeświadczenie, że skoro wyglądają młodo, to pozostają młodzi. Może moja postawa wynika z tego, że nigdy w moim najbliższym otoczeniu nie było ludzi, którzy silili się na pozostanie młodymi, albo z tego, że wyżej cenię starość, ale uważam, że wszystko w życiu ma swój czas. Nie można w pełni żyć, gdy się ciągle za czymś tęskni. Jeżeli tęsknimy za przeszłością lub żyjemy przyszłością, to nie ma nas tak naprawdę w teraźniejszości.

Na koniec podzielę się jeszcze jednym spostrzeżeniem. Spokój i mądrość dojrzałego człowieka, które wynikają z życiowego doświadczenia, jest dla mnie najlepszymi z cech. Nie ma niczego, co by je przewyższało.

[1] Oscar Wilde, Portret Doriana Greya, Poznań 2015, s. 39. 


Więcej o starości w zupełnie innym wydaniu przeczytacie w najnowszym zbiorze opowiadań Pawła Sołtysa. Z kolei o starych rzeczach, których niektórzy już nie chcą, ale inni chętnie przygarną, opowiedzieli nam Michał i Magdalena, kuratorzy nietypowej wystawy. Polecamy Wam też cykl powieści Jacobsena, w którym czas odgrywa ważną rolę. 

Magdalena Skierska

Już kulturoznawca, ale jeszcze nie filolog. Przypadkiem trafiła na niezwykłego wykładowcę akademickiego, który zaszczepił w niej miłość do europejskiej literatury XIX-wiecznej. Podobno ma niezwykle bujną wyobraźnię i łatwo nawiązuje relacje. Uwielbia rozwiązywać zagadki.