Przeczytaliśmy

Być kobietą

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Niedawno wspominałam o tym, że literatura wojenna, tematyka Zagłady i obozowa wzbudzają we mnie niezdrowe zainteresowanie. Nic więc dziwnego, że tym razem sięgnęłam po Kobiety Holocaustu. Autorka – Zoë Waxman – jest historyczką pracującą na uniwersytecie w Oxfordzie i zajmuje się głównie Holocaustem, najbardziej jednak interesuje ją los kobiet podczas tego okresu. Byłam ciekawa tego ujęcia, ponieważ – przyznam szczerze – nie jest to zbyt popularna kwestia. 

O tym we wstępie pisze Waxman, co trochę mnie smuci. Przeżycia kobiet są wyrzucane na margines i nie są uważane za wystarczająco okropne, by poświęcać im opracowania naukowe. Niestety, złapałam się w typową pułapkę i na początku pomyślałam: okej, kolejna nawiedzona feministka, która żąda wszystkiego, byle tylko kobieta była na pierwszym miejscu – czy słusznie, czy nie. Takie podejście mnie zwykle razi – o ile rozumiem i popieram walkę kobiet o równouprawnienie, lepsze płace, warunki życia oraz wykształcenie itd., o tyle nie zawsze rozumiem metody, jakie wybiera się, by osiągnąć te cele. Wtedy – po lekturze paru stron – przeraziłam się, że oto właśnie mam do czynienia z badaczką z tej grupy feministek i nawet zaczęłam żałować zmarnowanych drzew. Muszę jednak cofnąć te słowa – nie miałam bowiem racji.

Autorka wprowadza czytelnika w podejmowaną tematykę, wskazując, jak bardzo sytuacja kobiet z czasów wojny została przemilczana i zignorowana. Obecnie, gdy tak chętnie się mówi (mam wrażenie, że częściej, niestety, mówią to mężczyźni) o równości kobiet pod każdym względem, dane, które pojawiają się we wprowadzeniu, każą się dłużej zastanowić nad tym, czy kobiety faktycznie są równo traktowane. Jak pisze Waxman,

(…) wygłaszałam referat na konferencji na temat Zagłady. Dotyczył on gwałtu i wykorzystywania seksualnego. Byłam jedyną kobietą w moim panelu; byłam też jedną z nielicznych kobiet biorących udział w konferencji. Moje badania znajdowały się w początkowej fazie, dlatego niecierpliwie oczekiwałam informacji zwrotnej od moich starszych kolegów. Pierwsze pytanie zadane mi po tym, jak przywołałam świadectwa kobiet, które doświadczyły molestowania w getcie, obozach koncentracyjnych i podczas ukrywania się, brzmiało: „I co z tego? Czy naprawdę o tym warto pisać?” (s. 9).

Tak, warto o tym pisać. Tak samo myślała Waxman podczas prowadzenia wieloletnich badań na ten temat. Dzięki temu powstały Kobiety Holocaustu, a przed nimi wydano tylko parę innych opracowań naukowych poświęconych stricte losowi kobiet w trakcie wojny.

Książka dzieli się na cztery rozdziały – getto, ukrycie, obozy koncentracyjne oraz sytuacja powojenna. Trzeba wspomnieć od razu, że informacje są świetnie opracowane, ponieważ bibliografia ma niemal 100 stron! Czasami miewałam jednak wątpliwości, czy autorka nie zbacza z kursu – od czasu do czasu kobiety w moim mniemaniu schodziły na drugi plan na rzecz historii mężczyzn, żołnierzy i sytuacji ogólnej. Może nie do końca też zrozumiałam ten zabieg? Podobało mi się ukazanie kontrastu zachowań w getcie – niektóre kobiety popadały w obłęd z przerażenia, niektóre (raczej ogromna część) brała na swoje barki trudy utrzymania rodziny, a jakaś część z nich starała się żyć tak jak kiedyś, np. nosząc piękne ubrania czy chodząc na przyjęcia, gdy pozostali ludzie w getcie głodowali. Były za to oczywiście napiętnowane i oskarżane, co z jednej strony wydaje się zrozumiałe, z drugiej – jest jednak jakiś zgrzyt. Autorka kładzie nacisk na to, że nie było jednej, właściwej reakcji na to, jak bardzo zmienił się świat. Porusza także niewygodne tematy, jak np. to, że niektóre z kobiet wybierały bez zastanowienia niepewny los w obozie zamiast pójścia na śmierć z własnymi malutkimi dziećmi. Zdarzało się też, że decydowały się na pozbawienie życia noworodki, gdyż wiedziały, że nie ma dla nich nadziei. Przedstawia różnorodne portrety kobiet – bohaterek, bezbronnych ofiar, żywicielek rodziny, łączniczek w powstaniach…

Poruszające są fragmenty o tych, które nie mogły się cieszyć ciążą – tak szczególnym okresem dla kobiety. Spodziewanie się potomstwa było właściwie wyrokiem śmierci – brzemienne kobiety nie dość, że nie były przydatne, to jeszcze sprowadzały na ten świat „podludzi”. Przykre są opowieści osób z drugiego pokolenia po Zagładzie, ale także dzieci, które zostały odłączone od rodziców, a potem po wojnie trafiły do swoich rodzin. Są to trudne świadectwa osób, które musiały nauczyć się żyć ze sobą na nowo. Czasami dzieci, które nie pamiętały swoich rodziców, a za najbliższych uważały tymczasowych opiekunów.

Waxman zwraca uwagę, że nie wolno oceniać przeżyć wojennych ze względu na płeć ani traktować tych emocji ogólnie – przeżycia kobiet i mężczyzn nie były jednakowe. Wojna nie dotyczyła po prostu Żydów – za tym ogólnym pojęciem kryły się indywidualne historie, wyrzeczenia i tragedie. Korzystając z bogatych źródeł, autorka stara się oddać głos tym, którzy zostali zignorowani, a ich cierpienia – uznane za zbyt powszechne, by poświęcać im osobne miejsce w badaniach.

Przyznaję, że na początku podchodziłam do Kobiet Holocaustu raczej sceptycznie; trochę bałam się przesadnej feminizacji. Po lekturze wiem, że było to bezpodstawne, a najnowsza książka Waxman jest ważną pozycją na rynku. Smutna jest jednak konkluzja:

Epoka ludobójstwa nie przeminęła, tak samo nie przeminęły brutalne, hierarchiczne idee dotyczące kobiet, które zapewniają ludobójstwu wiele z jego mocy i sprawiają, że jego ofiarami tak często padają kobiety i dzieci (s. 201).


autor: Zoe Waxman

tytuł: Kobiety Holocaustu

przekład: Joanna Bednarek

wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

data i miejsce wydania: Poznań 2019

liczba stron: 288

format: 145 × 205 mm

okładka: miękka 


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.