Przeczytaliśmy

Był sobie mózg

Magdalena Pawłowska

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska

Chcecie objaśnić tajemnice mózgu? Pokazać, jak odbywa się myślenie, czym jest pamięć i co wywołuje halucynacje lub depresję? Macie zamiar przełożyć naukowe odkrycia najwybitniejszych neurologów na język zrozumiały dla odbiorców młodych oraz tych starszych, którzy niekoniecznie są z biologią za pan brat? 
Tak, trafiliście w dziesiątkę, komiks to odpowiednie medium do tego zadania! Łatwo w nim unaocznić pewne procesy, rozrysować skomplikowane funkcje i dorzucić do tego czytelną metaforykę, która np. enigmatyczne neuroprzekaźniki zamienia w spadochroniarzy z bardzo konkretną misją. Nie dziwi mnie więc w ogóle, że dwoje naukowców – Matteo Farinella oraz Hana Roš – zdecydowali się nadać swojej wiedzy formę kadrów z dymkami, opowiadających podróż przez las neuronów, ocean elektryczności czy grotę pamięci.

Nie jest to zresztą nowatorski koncept. Już dawno mogliśmy zwiedzać zakamarki ludzkiego organizmu dzięki takim serialom animowanym dla dzieci jak Było sobie życie czy Magiczny autobus. I dawno już Scott McCloud (do którego zresztą twórcy Neurokomiksu się odwołują) wykorzystał komiks do opowiadania teorii naukowych. Tradycje łączenia nauki z tą formą przekazu są więc solidne, jest się czym inspirować i skąd czerpać najlepsze wzorce. Niestety Farinella popełnił zbyt dużo błędów, żebym mogła nazwać Neurokomiks dobrym… Ale może zacznę od pozytywów.

Przede wszystkim książeczka robi robotę – rzeczywiście uczy, wyjaśnia, zaciekawia. Wcale nie takie podstawowe i oczywiste informacje podane są w jasny i niezawiły sposób. Nawet podczas pośpiesznego czytania komiksu gdzieś w pociągu czy w łóżku, gdy chce się dotrzeć do ostatniej strony przed snem, wiedza o mózgu naturalnie i jakby mimochodem sączy się do umysłu. Bardzo przystępnie ukazano zarówno teorię (np. przegląd dokonań kolejnych naukowców), jak i sprawy praktyczne (skutki używania narkotyków czy przyczyny depresji). Fajnym dodatkiem jest także metatekstualny epilog, który łączy główny problem – czyli mózg i myślenie – z formą, która ten problem przedstawia – czyli komiksem i sposobem jego działania.

Szkoda tylko, że twórcy, mimo że posiadają tę tajemną wiedzę o wszystkich trybikach odpowiedzialnych za prawidłowe funkcjonowanie komiksu, nie potrafili wykorzystać jej w swojej pracy. Moim zdaniem niepotrzebnie zdecydowali się na strukturę fabularną, która została potraktowana po macoszemu, przez co wydaje się nienaturalna, na siłę wciśnięta do narracji – chyba tylko po to, by „zaskoczyć” czytelników zwrotem akcji we wspomnianym już epilogu.

Nieporadność głównego bohatera (na poziomie jego przygód i funkcji w komiksie) odwraca tylko uwagę od najważniejszej treści, czyli opowieści o mózgu. Podczas lektury wciąż zastanawiałam się, czemu ten facet plącze się po kadrach, skoro jedynym skutkiem jego obecności są dreszcze wywoływane przez sztuczne wypowiedzi. Na początku opowieści możemy podejrzeć w chmurce jego myśli: „Może mnie stąd wyprowadzą, jeśli udam zainteresowanie” (s. 29). Czy to wystarczająco motywuje obecność postaci, która w tajemniczy sposób trafia do fantastycznej krainy pełnej neuronowych drzew i zafiksowanych na punkcie mózgu naukowców? Czy to usprawiedliwia jej dociekania, pytania, rozmowy? Nie. Sprawia tylko, że chcemy się jak najszybciej dowiedzieć, jak twórcy wytłumaczą się z tego zabiegu w zakończeniu historii. I nie jest to pragnienie z rodzaju tych stymulujących, a raczej przeciwnie – niemożliwie irytujących.

Jeszcze jeden element Neurokomiksu sprawia, że śpieszyło mi się do zakończenia lektury. Chodzi o warstwę wizualną. Styl rysunków nie trafia w mój gust. Prosta kreska co prawda sprzyja funkcji edukacyjnej, tłumaczeniu skomplikowanych kwestii, ale za to brzydocie (szczególnie twarzy ludzkich, których przewija się spora liczba) nie po drodze z funkcją popularyzatorską. Piękne obrazy mogłyby dodatkowo podkreślić walory metaforyczne, których potencjał nie został jednak w pełni wykorzystany.

Jak zatem czytać Neurokomiks, żeby wyciągnąć z niego te wartościowe elementy, a nie zdenerwować się zbytnio niedociągnięciami? Proponuję rozbić lekturę na poszczególne rozdziały, opisujące kolejne obszary czy funkcjonalności mózgu. W ten sposób z jednej strony nie przedawkuje się wiedzy i będzie można łatwiej przyswoić wszystkie szczegółowe informacje. Z drugiej strony natomiast zostanie przerwana nitka fabularna, co sprawi, że nie przyciągnie ona za bardzo uwagi swoją nieporadnością. Wilk syty i owca cała.


autorzy: Matteo Farinella, Hana Roš

tytuł: Neurokomiks

przekład: Jacek Konieczny

wydawnictwo: Marginesy

miejsce i rok wydania: Warszawa 2019

liczba stron: 144

format: 145 × 210 mm

oprawa: twarda



Trzymamy kciuki za kolejne komiksy wydawnictwa Marginesy (cieszymy się bardzo z tego powiększenia oferty!), a tymczasem gdybyście byli spragnieni innych opowieści obrazkowych, polecamy prostą historię o blokowisku czyli Tam, gdzie rosły mirabelki, metaforyczne udosłownienia czyli Pana Żarówkę oraz bardziej psy niż Bośnię czyli Bośniacki płaski pies.

Magdalena Pawłowska

Redaktorka naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Przeżywa przygody z psią towarzyszką, rozkoszuje się dziełami wegetariańskiej sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości. Udziela się recenzencko na instagramowym koncie @w_porzadku_rzeczy.