Przeczytaliśmy

Diabeł tkwi w szczegółach

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Wydawca zapowiada, że „historia Terjego musiała skończyć się samobójstwem”. Brzmi to z jednej strony przerażająco, a z drugiej – wzbudziło moją ciekawość, jakaż to historia mogła doprowadzić do tak tragicznego rozwiązania. Jeśli spodobała się Wam konstrukcja Granicy Zofii Nałkowskiej, myślę, że Początki Carla Frodego Tillera także przypadną Wam do gustu. 
Poznajemy Terjego, gdy znajduje się w szpitalu zawieszony między życiem a śmiercią. W sali z nim są także siostra oraz matka, która na początku dogryza córce, że nie potrafi dbać o kwiaty. W końcu, zanim sytuacja osiąga apogeum, przypominają sobie o umierającym Terjem i skupiają się na tym, co jest w tej chwili ważniejsze. Reakcje może nietypowe, ale czy aż tak niespodziewane? Zadałam sobie to pytanie i szukałam odpowiedzi na kartach powieści. Autor pośpieszył z rozwlekłymi wyjaśnieniami.

Cofamy się nieco w przeszłość, do chwil niedługo przed tym, jak Terje postanawia nagle wjechać samochodem wprost pod rozpędzony tir. Wraca z wizyty u matki, która – trzeba przyznać – jest nieco specyficzna i drażniąca, ale z drugiej strony: jaka 70-latka nie jest? Wtedy zaczynam utwierdzać się w przekonaniu, że Terje bez powodu zmienia pas ruchu. Kolejne retrospekcje, ukazujące mężczyznę jako szorstkiego, ironicznego i wiecznie naburmuszonego dupka, sprawiają, że zaczynam szczerze go nie znosić i ani przez chwilę nie próbuję zrozumieć jego zachowania. Współczuję za to żonie i córce, muszącym znosić jego nastroje, a później nawet wszystkim przypadkowym osobom, z którymi Terje miał w życiu styczność. Bohater wykorzystuje bowiem prawie każdą sytuację, by sprawić bliźnim przykrość, powiedzieć coś nieprzyjemnego albo po prostu się na nich wyżyć.

Zgodnie jednak ze starym porzekadłem: im dalej w las, tym więcej drzew. Z kolejnych podróży w przeszłość Terjego zaczyna się wyłaniać spójny obraz jego smutnych dziejów i dysfunkcyjnej rodziny, w której dorastał. Z czasem też w czytelniku rodzi się współczucie dla chłopca, którym kiedyś był, i także dla mężczyzny, którym jest obecnie. Bez uprzedzenia zostajemy wrzuceni w świat bohatera, w którym niewiele jest miejsca na miłość, poczucie bezpieczeństwa, wsparcie i przyjaźń. Jako nastolatek Terje odkrywa, że najlepiej czuje się otoczony naturą, gdy bada zachowania zwierząt, z czym wiąże swoją przyszłość. Odnoszę też wrażenie, że tylko wtedy, gdy mówi o ekologii, pisze artykuły naukowe i prowadzi pogadanki, Terje może czuć się wolny i szczęśliwy. Na co dzień nie pomaga mu nawet małżeństwo z kobietą, która szczerze go kocha, stara się rozumieć, przez co przeszedł, i oczywiście chce mu pomóc. Mimo że Terje często stara się być odpowiednim mężem i dobrym ojcem, nie zawsze mu się to udaje – brakuje mu wzorca mężczyzny, poza tym efekty dorastania w dysfunkcyjnej rodzinie dają o sobie znać.

Trudno czytało się powieść o dorastającym chłopcu, który niewiele zaznał w życiu miłości. Bezwarunkowo kochał go zdecydowanie ojciec, którego postać przewija się zwłaszcza pod koniec powieści – to on zostaje jego przewodnikiem na drugą stronę, gdy w Terjem zostaje coraz mniej woli walki o życie. Bohater jednak przez wiele lat nie potrafi wybaczyć mu, że opuścił rodzinę, a gdy ten przychodzi się pojednać – Terje nie potrafi stawić temu czoła. Z kolei niestabilna emocjonalnie matka obwinia dorastające dzieci o każde swoje niepowodzenie życiowe, zwłaszcza miłosne zawody. Starsza siostra Anita też nie stanowi wsparcia dla Terjego – sama nie radzi sobie z problemami, przez co wpada w złe towarzystwo, a ostatecznie skupia się wyłącznie na swoich smutkach i szuka poczucia bezpieczeństwa w związkach z przypadkowymi mężczyznami.

Początki to bardzo smutna i przejmująca pozycja, napisana w tak fascynujący sposób, że niełatwo się od niej oderwać. Zachwyciła mnie zwłaszcza konstrukcja podobna do Granicy – również tu przeżywamy życie bohatera w odwrotnym kierunku. Zagłębiając się w przeszłość Terjego, poznając jego historię do najwcześniejszych lat, jesteśmy w stanie zrozumieć jego postępowanie i wręcz olbrzymią samotność. Jest to intymne przeżycie. Niejednokrotnie myślałam, że wolałabym tego nie czytać, czułam się trochę skrępowana i było mi żal bohatera z okresu dorastania. Tiller pokazuje, do czego może doprowadzić obarczanie dzieci problemami ponad ich siły i karanie ich za własne niepowodzenia. Wskazuje na to, że dziecko, by rozwijało się tak, jak powinno, potrzebuje po prostu dużo miłości, zrozumienia i poczucia, że rodzice – nawet jeśli się rozstaną – nie zmienią swojego podejścia do pociech. Na końcu powieści dochodzi do pojednania między jego najbliższymi, padają słowa, które bohater powinien był usłyszeć o wiele wcześniej. Pojawia się wtedy gorzka refleksja, że może, gdyby słyszał je częściej w przeszłości, jego życie nie musiałoby skończyć się aż tak tragicznie.


autor: Carl Frode Tiller

tytuł: Początki

przekład: Katarzyna Tunkiel

wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

miejsce i data wydania: Poznań 2019

liczba stron: 368

format: 211 × 142 mm

oprawa: twarda



Więcej skandynawskich klimatów? Może folkowy horror, którego akcja rozgrywa się w sielskiej Szwecji? Albo kino z motywem dorosłego, który przekracza granicę? Mamy też literaturę do polecenia, np. historię początków Danii czy opowieść o pewnej norweskiej rodzinie.

Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.