Przeczytaliśmy

Kanska, czyli w Krainie Być Może

Monika Jasek-Kryśka

Źródło grafiki: Monika Jasek

Wyspy Owcze są na tyle odległe, by mogły kusić i intrygować. Archipelag wysp zależnych od Danii zachwyca przepiękną naturą – pierwotną, czasami nieokiełznaną, niezniszczoną. Fun fact: jak sama nazwa wskazuje, na Wyspach znajdziecie więcej owiec niż ludzi. Tych drugich, rozrzuconych po wysepkach, jest zaledwie ok. 54 tysięcy, mniej więcej tyle co mieszka w mniejszych dzielnicach Warszawy. Jak się żyje w tak małej społeczności?

Zanim zaczniecie się zastanawiać nad odpowiedzią, w tym miejscu warto przytoczyć krótki cytat z początku książki Kanska. Miłość na Wyspach Owczych: „Genetic Biobank, farerska instytucja zajmująca się badaniami genetycznymi, podaje, że większość Farerów pochodzi od jednego człowieka” (str. 9). Wspomniana baza obejmuje 158 tysięcy osób, które w ostatnich stuleciach mieszkały na Wyspach, a aż 149 tysięcy (!) ma geny jednego człowieka – Duńczyka Clementa Laugesena Follerupa, który żył w XVII wieku. Pytanie powinno więc brzmieć: jak żyje się w społeczności, która w większości jest spokrewniona?

Głównymi postaciami reportażu Urszuli Chylaszek są Laila i Eva – dwie różne opowieści, które się zazębiają i jednocześnie spajają historię Wysp. Gdy Laila odkryła, że pociągają ją kobiety, uciekła z kraju, by uniknąć napiętnowania. Eva zdecydowała się zostać w domu, żyć normalnie i powoli walczyć o zmiany na Wyspach. Lata spędzone w Danii zrobiły z Laili częściowo Dunkę; zaczęła żyć i myśleć jak Dunka, przestała używać też języka farerskiego, zapomniała, że Farerzy nie zapowiadają się z wizytą, tylko po prostu przychodzą, nie są punktualni i w ogóle się tym nie przejmują. Słowem, które idealnie określa Farerów, jest kanska – może. Wyspy to Kraina Być Może. Skoro nie mamy na wszystko wpływu, nie warto się tym w ogóle przejmować, należy wyluzować.

Gdy drogi Evy i Laili się schodzą, zderzają się też dwa światy: farerski i duński. Eva nie może przyzwyczaić się do sztywnego życia w Danii, Lailę denerwuje farerska beztroska Evy. Kiedy Eva postanawia wrócić na Wyspy, Laila chwilę się waha i mimo obaw jedzie z nią. A tam przeżywa szok: Wyspy bardzo się zmieniły od czasu jej ucieczki.

Wyspy Owcze to malutka społeczność, w której nie ma miejsca na tajemnice. Łatwo tutaj o wykluczenie i napiętnowanie. Laila, uciekając z Wysp, bała się odrzucenia, po powrocie odkrywa, że jej orientacja już nikogo nie obchodzi, niektórzy nawet dziwią się, że zdecydowała się na tak desperacki krok. Historia tych dwóch kobiet to po części historia Wysp – są uosobieniem problemów i rozterek, a także przemian, które dokonały się i wciąż każdego dnia się dokonują. Opowieść o Wyspach jest opowieścią uniwersalną – może dotyczyć każdego miejsca na ziemi. Religijność, mnóstwo zakazów, skrajny konserwatyzm, obawa o to, co ludzie powiedzą, kult rodziny, lęk przed nowym i nieznanym… ale jednocześnie nauka otwierania się na to, co inne, akceptacja i tolerancja. To opowieść o chęci zrozumienia człowieka, zrobieniu kroku naprzód – nawet maleńkiego.

Najtrudniejszym rozdziałem są Buntowniczki. Chylaszek przytacza w nim statystyki dotyczące pedofilii, a także listy i inne dokumenty ukazujące szokującą skalę problemu. Tym bardziej budzi podziw chłodny obiektywizm oraz opanowanie autorki, gdy sama lektura niesamowicie wzburza. Ciemna moc Wysp ma się wciąż całkiem nieźle – ogrom problemu w tak małej i zamkniętej społeczności przeraża, lecz wydaje mi się, że „zamknięta społeczność” to słowo klucz: wszystko zostaje w czterech ścianach.

Kanska to nie tylko historia Evy i Laili, Chylaszek oddaje głos też różnym przedstawicielom społeczności, pisze o zwyczajach, przytacza statystyki czy rys historyczny. Rozmawia zarówno ze społecznością osób LGBT+, jak i skrajnymi konserwatystami. Mówi o samotności i lęku przed nią, o poszukiwaniu miłości w różnych miejscach, o próbie zrozumienia drugiego człowieka. Przekazuje całościowy obraz współczesnych Wysp, z ich dobrymi i złymi stronami, powodami do dumy czy wstydu, poświęca uwagę mieszkańcom, zwyczajom oraz językowi – nawet farerskim wulgaryzmom. Mimo to uważam, że autorce Kanskiej trochę brakuje, by jej książkę nazwać świetnym reportażem, ale była to ciekawa lektura i dobrze spędzony czas w Krainie Być Może.


autor: Urszula Chylaszek

tytuł: Kanska. Miłość na Wyspach Owczych

wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

miejsce i data wydania: Poznań 2022

liczba stron: 256

format: 140 × 210 mm oprawa: zintegrowana


Monika Jasek-Kryśka

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.