Przeczytaliśmy

Królestwo nudy

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Gdy byłam nastolatką, uwielbiałam fantasy. Czytałam wszystko, co byłam w stanie znaleźć w miejskiej bibliotece. Potem, gdy odkryłam Empik, zaczęłam kupować różne powieści. Po latach się okazało, że mam całą półkę fantasy w domu, ale już mnie to nie pociąga – widać dorosłam do innej literatury. Jak pisałam ostatnio, uwielbiam dystopię, więc coś z tej miłości pozostało. Chciałam się przekonać, jak pisze się teraz fantasy, dlatego sięgnęłam po Królestwo dusz.

Główną bohaterką i jednocześnie narratorką jest Arrah, nastolatka wywodząca się z potężnej rodziny szamanów – i ze strony ukochanego ojca, i ze strony trochę mniej lubianej matki. Co roku podczas obchodów święta Krwawego Księżyca dziewczyna ma nadzieję, że w końcu potężny bóg Heka obdarzy ją tak upragnioną magią. Ku rosnącemu rozczarowaniu matki nic takiego się nie wydarza i Arrah mimo wysiłków pozostaje do bólu normalną dziewczyną – nie potrafi ani zrobić eliksiru, ani rozmawiać z przodkami, ani używać kości do magii, ani rzucić nawet banalnej klątwy. Arrah nie rozumie, dlaczego została pozbawiona magii, a matka wykorzystuje każdą okazję, by poniżyć córkę. Niedługo potem wychodzi na jaw, że znikają dzieci, a Arrah odegra w tej historii o wiele większą rolę, niż mogłaby się spodziewać (i jej matka również).

Mam jednak spory problem z tą książką. Podoba mi się fabuła i uważam, że jest całkiem interesująca – autorka inspirowała się plemiennymi wierzeniami z Afryki, co akurat nie jest popularnym zabiegiem. Rodzina Arrah wywodzi się z dwóch różnych plemion – Mulani i Aatiri, które mają inne zwyczaje oraz rytuały. To właśnie te ostatnie chyba najbardziej mnie urzekły, bo mamy tutaj zarówno wykorzystywanie kości przodków, jak i mieszanie ziołowych eliksirów. Sam świat Arrah aż skrzy się od magii – od jasnowidzów, kapłanów, szamanów i szarlatanów, po niezwykłych przyjaciół bohaterki, którzy potrafią się uzdrawiać i których tatuaże lśnią. Poza tym Arrah niejednokrotnie spotyka oriszów, czyli starożytnych bogów – niektórzy chcą jej pomóc w ostatecznej walce, a niektórzy – jak się okazuje – od dawna żyją wśród ludzi.

Intryga również wydaje mi się sensowna i dobrze rozegrana – nawet gdy odkrywamy, że ktoś z najbliższego otoczenia Arrah jest odpowiedzialny za porwania dzieci, chwilę później autorka wyciąga z rękawa kolejnego asa, po czym prawie zbieramy szczękę z ziemi. Warto byłoby poddać głębszej analizie relację Arrah i jej matki, jednej z najpotężniejszych kapłanek wszech czasów. Wyniosła i niedostępna skrywa niejedną tajemnicę, a bolesna przeszłość znacząco wpłynęła na to, kim jest teraz. Mimo że jawnie pogardza córką, której brakuje talentu magicznego, w ostatecznym rozrachunku okazuje się, że jednak na swój dziwny sposób ją kochała. Arrah do samego końca jest rozdarta pomiędzy nienawiścią do niej i miłością – a także nadzieją, że w końcu matka spojrzy na nią przychylnym okiem, choć jest dla niej takim rozczarowaniem.

Na tym niestety kończą się plusy Królestwa dusz. Powieść jest niemiłosiernie rozciągnięta i myślę, że zdecydowanie przeładowana wydarzeniami – bez problemu niektóre wątki można pominąć albo przenieść do kolejnego tomu. Rozwlekłe opisy zawiłych przemyśleń oraz uczuć Arrah są na tyle skomplikowane, że nie można stracić czujności do końca historii. Choć przyznaję też, że nie do końca rozumiałam jej sposób postępowania. Wydaje mi się także, że mamy zbyt wielu bohaterów – czasami trudno jest się zorientować, kto jest kim, kto pełni jaką funkcję i po co w ogóle tam się pojawia. Niestety, bywały momenty, kiedy zerkałam, ile stron zostało mi do końca…

Jestem trochę zawiedziona Królestwem dusz. Gdyby autorka zdecydowała się wyciąć sporą część tekstu, utrzymać tempo akcji i nie wplatać niepotrzebnych wspomnień oraz dygresji, mielibyśmy świetną powieść fantastyczną. Warto byłoby jeszcze popracować nad bohaterami, bo choć są w dużej mierze nastolatkowie, są nijacy, płascy i niczym się nie wyróżniają. Denerwowały mnie również potknięcia językowe – to, że książka jest głównie skierowana do młodszego odbiorcy, nie znaczy, że może być niechlujnie przygotowana. Patrzenie „otwartymi ustami” jednocześnie mnie przeraziło i rozśmieszyło.

Przebrnęłam do końca, nie poddałam się, ale chyba dalsze losy Arrah i jej przyjaciół mnie nie interesują.


autor: Rena Barron
tytuł: Królestwo dusz
przekład: Natalia Mętrak-Ruda
wydawnictwo: Jaguar
miejsce i data wydania: Warszawa 2020
liczba stron: 448
format: 145 × 215 mm
oprawa: miękka ze skrzydełkami


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.