Przeczytaliśmy

Historia ratowania świata

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Listowieść to ogromna powieść. Tomiszcze o objętości ponad 600 stron z przepiękną okładką, poruszające wiele istotnych tematów. Richard Powers umieścił w swojej książce masę problemów: od motywu fotografii i historii przez wojny nuklearne, inżynierię genetyczną aż po wirtualną rzeczywistość i krytykę kapitalizmu. A wszystko to spajają bohaterowie, dla których los przyrody jest ważniejszy niż ich własny.

Gdy czyta się tak monumentalne powieści, zawsze pojawiają się wątpliwości, czy da się przez nie przebrnąć. Według mnie łatwo nie będzie, Listowieść wymaga od nas uwagi, cierpliwości i skupienia, zmusza do oddania się historiom składającym się na całość, więc nie warto jej czytać w głośnym, zatłoczonym autobusie w drodze do pracy. Lepiej wybrać spokojniejsze miejsce, dzięki któremu w pełni się poświęcimy tej opowieści. Główny wątek – ochrona natury i naszego świata – jest wart podjęcia próby zmierzenia się z dziełem Powersa. Zwłaszcza jeśli wolimy czytać powieści niż książki popularnonaukowe, które nas bardziej przerażają, niż pocieszają. Autorowi nie można odmówić typowo amerykańskiego rozmachu, jego wielką powieść, epos ekologiczny, czyta się mimo to całkiem dobrze.

Listowieść zaczyna się tam, gdzie powinna, czyli w Korzeniach. Tak zatytułowany rozdział przedstawia nam losy dziewięciorga bohaterów, których życie jest związane z różnymi gatunkami drzew. Jak chociażby rodziny Hoelów, której przodek Nicholas sadzi kasztany i zapoczątkowuje tradycję fotografowania ich. Czy Mimi, córki chińskiego imigranta, pani inżynier, która chce ratować drzewa przed wycinką. Albo pani doktor Patricii, która odkrywa, że drzewa to bardzo złożone organizmy, na tyle, że potrafią się ze sobą komunikować. Losy niektórych rodzin śledzimy przez dziesięciolecia, innych – przez krótszy okres. Historie bohaterów układają się jak słoje w drzewie, a konstrukcja powieści przypomina samo drzewo – została podzielona na cztery rozdziały: Korzenie, Pień, Korona i Nasiona.

Mnogość postaci pozwala nam spojrzeć na ekologię i ochronę środowiska z różnych perspektyw: psychologicznej, artystycznej, naukowej, prawnej… Dzięki różnorodności postaci – bo mamy i imigrantów, i naukowców, i hulaków, i introwertyków – czytelnikowi będzie łatwiej się z kimś utożsamić i odnaleźć coś bliskiego swojemu sercu. Powers pokazuje, że ekologia oraz ochrona naszego świata to dobry temat dla każdego – nie musisz być naukowcem, by cokolwiek zrozumieć czy uczynić, działania na rzecz przyrody to nie tylko zajęcie dla ekoświrów. Choć akurat to ostatnie, trochę pejoratywne określenie może nam się czasami nasuwać w trakcie lektury. Myślę w tej chwili o ekologicznym nawróceniu Olivii, imprezowej studentki, która po przeżyciu groźnej sytuacji przechodzi natychmiastową przemianę i staje się pierwszorzędną aktywistką. Podobnie rzecz ma się z panią inżynier Mimi, która postanawia walczyć o naturę pod wpływem dawnego wspomnienia.

Wydaje mi się, że zamiarem autora było wstrząśnięcie czytelnikami i zwrócenie ich uwagi na problemy środowiska, a także zwiększenie świadomości oraz ukazanie skali zagrożenia. W moim odczuciu to udało mu się świetnie, w dodatku nie sposób nie rozwinąć po prostu wiedzy o drzewach, której w Listowieści jest mnóstwo. Przyznaję z pewnym wstydem, że do tej pory nie miałam o tym większego pojęcia, potrafiłam odróżnić parę drzew, zwłaszcza tych, których pyłki mnie uczulają. Pod względem literackim mam mieszane uczucia, niektóre wątki mnie nieco nudziły i uważam je za zbędne.

Tak jak wspominałam, nie jest to najłatwiejsza w odbiorze książka. Wymaga cierpliwości, wytrwałości oraz spokoju. Wydaje mi się też, że czarno-biały podział na dobrych aktywistów i złych kapitalistów jest też zbyt jednznaczny. Nie zawsze wszystko jest takie, jak się wydaje, granice są nieostre, a nad czernią i bielą według mnie przeważają rozmaite odcienie szarości. Powieść jednak wymusza postawienie się w sytuacji bohaterów i zadawanie sobie pytań o to, jak byśmy sami postąpili. Jak daleko moglibyśmy się posunąć, by ratować naturę, czy warto dla dobra sprawy poświęcić nawet życie?

Listowieść z pewnością może zmienić sposób patrzenia na otaczający nas świat. Jest zdecydowanie potrzebna i ważna, porusza i nie przechodzi bez echa. Polecam ją jednak czytelnikom wrażliwym na losy świata (na szczęście jest ich coraz więcej) oraz cierpliwym.


autor: Richard Powers
tytuł: Listowieść
przekład: Michał Kłobukowski
wydawnictwo: W.A.B
miejsce i data wydania: Warszawa 2021
liczba stron: 624
format: 150 × 225 mm
oprawa: twarda


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.