Przeczytaliśmy

Na rosyjskim kacu

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Lubię reportaże Wydawnictwa Poznańskiego – im starsza jestem, tym bardziej doceniam ten gatunek. Dlatego skusiłam się na książkę Na ciężkim kacu. Nowa Rosja Putina i duchy przeszłości Shauna Walkera – choć trudno mi wyjaśnić, czym jeszcze się kierowałam. Moja wiedza na temat Rosji jest raczej stereotypowa, szkolna i znajdzie się w niej nieco uprzedzeń. 
No dobrze – Mateczka Rosja wzbudza emocje. Mniejsze lub większe – ale nie sposób przejść obok niej obojętnie. Nie udało się to także autorowi, który przyjechał do Rosji na krótko, a ostatecznie został korespondentem „Guardiana” i zadał sobie trud zrozumienia Rosji. Podobno my, Polacy, mamy łatwiej, podobno nas ten kraj mniej szokuje. Być może – ja jednak często łapałam się za głowę.

Najważniejszy dzień dla Rosjan to 9 maja, Dzień Zwycięstwa. Najważniejszy zaś rok – oczywiście 1945. Kraj Putina marzy o kolejnym roku 1945, roku chwały, wygranej, ogromnego triumfu; momencie, w którym świat zobaczyłby, że Rosja jest wielkim państwem. Podczas jednego z wywiadów autor zostaje zapytany, czy na świecie obchodzi się Dzień Zwycięstwa – zaraz też pojawia się wyjaśnienie, że świat nie docenia w pełni tegoż dnia, ponieważ nie jest do końca świadom, ile Rosja się nacierpiała, by dać nam wolność, ile istnień ludzkich złożyła w ofierze. Pojawia się jednak sporo wątpliwości: czy z kolei Rosjanie są świadomi chociażby bezsensownego cierpienia współobywateli – dawnych i obecnych? Cierpienia Ukraińców podczas przerażającego w skutkach Wielkiego Głodu? Masowych bezpodstawnych deportacji całych grup etnicznych i wykreślania ich z historii, jak chociażby Tatarów krymskich? Co z systemem Gułag? Szukałam odpowiedniego określenia, ale nic nie przychodzi mi na myśl – z pewnym zaskoczeniem, niedowierzaniem, obawą i zdziwieniem (albo mieszanką tych emocji) czytałam o Rosjanach, którzy ze szczerym przekonaniem twierdzili, że całe to niepojęte zło było po prostu potrzebne. Okrucieństwa rządu komunistycznego i systemu tłumaczy się przede wszystkim koniecznością.

Zaskakująca, choć przede wszystkim zasmucająca, jest umiejętność zapominania historii. Nie pamięta się o ofiarach głodu, wojny i deportacji; zapomina się o tych, którzy od pokoleń mieszkali w danym miejscu i bezpodstawnie zostali przesiedleni na drugi koniec kraju. Nie pamięta się o ofiarach Holocaustu – jak znamienne jest to, że pierwsze pomniki (i to tylko parę) ku pamięci żydowskich ofiar zaczęto stawiać… dopiero w XXI wieku. Nie pamięta się o ofiarach wojny w Czeczenii.

Rozpad ZSRR to także tragedia dla mieszkańców, którzy nagle stracili kraj, dom i niejako sens życia. Prezydent, który obejmował urząd u progu nowego stulecia, musiał zbudować jedność narodu. Szanse, by Rosja dogoniła Zachód pod względem rozwoju gospodarczego, nie były zbyt wielkie. Putin wybrał więc inny – i pewnie jedynie słuszny w jego mniemaniu – sposób na podbudowanie pozycji państwa: do znudzenia powtarzał, że Rosja jest potęgą, Rosja wygrała II wojnę światową, to Rosja uratowała całą Europę przed zalewem nazizmu. Owszem, Rosjanie w to uwierzyli. Wielu nie zauważało, że ich kraj to kraj paradoksów. Dzięki pieniądzom można osiągnąć wszystko – wystarczy najpierw wymordować część ludzi, a następnie co poniektórym dać gotówkę. Jeśli trafi się ktoś uparty, taki jak przywódca Tatarów krymskich, który całe życie walczył o pamięć o współbraciach i powrót w rodzinne strony, odmawia współpracy z Putinem, to trach! Nigdy już nie wróci na Krym, który przecież jest rosyjski – zakaz wstępu.

W książce Walkera roi się od takich absurdów. W krajach byłego ZSRR jest niewiele rodzin, które nie miały styczności z działalnością NKWD, łagrami czy inną formą represji. Nie pamięta się o tym. Dochodzi do kuriozalnych procesów – w jednym z nich nauczyciel został skazany za recytowanie wierszy Szewczenki (ukraińskiego wieszcza narodowego). Część kraju pławi się w luksusach, a reszta na skraju ubóstwa próbuje przetrwać. Ci, których na nic już nie stać, piją niekiedy podejrzane substancje, które zawierają alkohol (nawet metylowy).

Lektura Na ciężkim kacu nie należy do najłatwiejszych. Walker dotarł do mnóstwa osób, które w jakiś sposób były represjonowane w czasach wojennych, i do ludzi, którzy otwarcie potępiają chociażby aneksję Krymu. Czy dokonał wnikliwej wiwisekcji – tego nie jestem pewna. Wydaje mi się, że jedynie Rosjanie są w stanie pojąć swój kraj. Jedyne, co działało mi nieustannie na nerwy, to wielokrotne błędy językowe będące niedopatrzeniem i redaktora, i korektora. Popularne „w oparciu o” oraz „pełnić rolę” śnią mi się po nocach. Trochę szkoda, bo staranność językowa powinna być wizytówką dobrego wydawnictwa – troska o rozwój czytelnictwa to także troska o poziom języka.


autor: Shaun Walker

tytuł: Na ciężkim kacu. Nowa Rosja Putina i duchy przeszłości

przekład: Mariusz Gądek

wydawnictwo: Poznańskie

miejsce i data wydania: Poznań 2019

liczba stron: 446

okładka: twarda 



W podróż w kierunku wschodnim zabieramy Was także w innych tekstach: W cieniu tyrana, Rosja zmyślona czy Białoruś dla początkujących

Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.