Przeczytaliśmy

Houellebecq-poeta zostawia mnie z niczym

Magdalena Pawłowska

Źródło grafiki: Magdalena Pawłowska

Kiedy powiedziałam moim redakcyjnym koleżankom i kolegom, że czytam wiersze Michela Houellebecqa, dostałam odpowiedzi typu „nie wyobrażam sobie jego poezji”. Ja też sobie nie wyobrażałam i mówiąc szczerze, wolałabym zostać przy takim stanie rzeczy.

Moja czytelnicza relacja z francuskim pisarzem jest dosyć skomplikowana. Zachwyciłam się jego twórczością na przełomie liceum i początku studiów, czyli ładnych kilka lat temu. Przeczytałam wtedy wszystkie wówczas wydane powieści i mogłam śmiało mówić, że jest jednym z moich ulubionych autorów. Ale potem wyszły Uległość i Serotonina, a ja już nie byłam taka pewna. Nie wiem do dziś, czy to po prostu te ostatnie powieści nie przypadły mi do gustu, bo coś się w pisaniu Houellebecqa zmieniło, czy to ja się zmieniłam i moje literackie upodobania. Będę musiała ponownie przeczytać Cząstki elementarne lub Platformę, żeby się o tym przekonać.

Tymczasem na polski rynek trafiła poezja zebrana w tomie Niepogodzony. Antologia osobista 1991-2013. I teraz mogę z pewnością powiedzieć, że Michel-poeta do mnie nie trafia. W zasadzie lektura jego wierszy była pewnego rodzaju szokiem. Pod względem formalnym i językowym nie ma w nich dla mnie punktu zaczepienia. Żadna piękna strofa nie przykuwa uwagi, nie wybija z rytmu nietypowa fraza. Wręcz przeciwnie, proste rymy wprowadzają jakąś rutynę, która sprzyja odpływaniu myślami, odrywaniu się od istoty poezji. A poezja to przecież sztuka słowa.

Nawet jeśli twórca korzysta ze środków artystycznych ograniczonych do minimum, to odbiorcę może zaskoczyć wybranie akurat tego wyrazu, zestawienie tych dwóch pojęć. Natomiast Houellebecq nie tyle nawet, że nie rozpieszcza językowo, co wręcz jest zupełnie nijaki. A te rymy… Uch, wracam do nich, bo zostały mi w głowie jako sztuczne, naciągane. Tutaj oczywiście nie mogę powiedzieć, na ile jest to specyfika przekładu, a na ile cecha charakterystyczna oryginału, ale rzecz jest odrzucająca.

Co do treści, to w jakikolwiek sposób moją uwagę przyciągnęły wiersze o tematyce wakacyjno-kurortowej. Są one w wymowie całkiem bliskie temu, co znam z powieści autora. Podmiot liryczny jest znudzony, pogrążony z jednej strony w sentymentalnych wspomnieniach, z drugiej w cynicznej obserwacji ludzi i zdarzeń. Poza tym z wielkim zdziwieniem wyczytałam z poezji Houellebecqa odrobinę nadziei, którą daje człowiekowi, cóż, miłość. Jest ona zupełnie nieironicznie obecna w wierszach, choć czasem tylko jako potencjał, niespełnione marzenie – coś, co mogłoby zaistnieć i nas uratować.

Niejasny jest także dla mnie tytuł tego zbioru. Zdaje mi się, że wszystko jest pisane z perspektywy jakby starca, który ma świat gdzieś, jest raczej obojętny, a jeśli krytyczny, to w zupełnie statyczny, bierny sposób (może z paroma wyjątkami). Kwestionuje co prawda elementy, które kształtują naszą konsumpcyjną rzeczywistość, ale niewiele daje w zamian. Może to przez poczucie schyłku czasu – w wymiarze cywilizacyjnym i jednostkowego życia. Wyczuwam tu jednak duże pokłady rezygnacji.

To chyba ostateczny dowód na to, że mijam się z poetyckim Houellebecqiem doszczętnie. Albo nie przemawia do mnie to, co chciałby mi przekazać, albo zupełnie nie rozumiem jego intencji. Do podsumowania posłużę się mimo wszystko jego słowami: „W pewnym sensie irytująca jest konstatacja, że wciąż potrafię mieć nadzieję”. Bo mam nadzieję, że jego poezja może być dla kogoś „totalna i niezbędna na nasze czasy”, jak chciałby wydawca. Mam też nadzieję, że jednak pisarz zostanie w gronie moich literackich ulubieńców – o co zamierzam osobiście trochę powalczyć.


autor: Michel Houellebecq
tytuł: Niepogodzony. Antologia osobista 1991-2013
przekład: Maciej Froński, Szymon Żuchowski
wydawnictwo: W.A.B.
miejsce i data wydania: Warszawa 2021
liczba stron: 176
format: 135 × 202
oprawa: miękka ze skrzydełkami


Magdalena Pawłowska

Redaktorka naczelna tego kulturalnego przybytku. Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Przeżywa przygody z psią towarzyszką, rozkoszuje się dziełami wegetariańskiej sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości. Udziela się recenzencko na instagramowym koncie @w_porzadku_rzeczy.