Przeczytaliśmy

Po nitce do kłębka

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Zaginięcie sióstr Lyon w 1975 roku było jedną z najgłośniejszych spraw kryminalnych w Stanach Zjednoczonych. Dwunastoletnia Sheila i dziesięcioletnia Kate zniknęły bez śladu. Sprawa doczekała się rozwiązania dopiero kilka lat temu – a i tak nie wszystko zostało wyjaśnione. Ostatni trop. Tajemnica zaginięcia sióstr Lyon to ciekawa propozycja dla fanów zarówno literatury faktu, jak i true crime.

Od początku

Jest kwiecień 1975 roku, w końcu przyszła wiosna, a już niedługo święta wielkanocne. Sheila i Kate mieszkają z rodziną na przedmieściach Waszyngtonu, gdzie znajduje się też galeria Wheaton Plaza. Miały tylko zjeść pizzę i przyjść do domu, nie mieszkały przecież daleko. Dziewczynki jednak nie wróciły, a zaniepokojeni rodzice zgłosili ten fakt policji – nie wierzyli, że siostry mogłyby uciec. To nie było w ich stylu. Szybko ogłoszono poszukiwania, a gdy nie przyniosły one skutku, rozszerzono je na kolejne tereny. Do zgłoszenia kierowano coraz więcej policjantów. W sprawę włączyły się również media, zaangażowali się sąsiedzi, najbliżsi znajomi i zwykli mieszkańcy Waszyngtonu zaniepokojeni losem sióstr. Zniknięcie dziewczynek w biały dzień przeraziło Amerykanów.

Mimo poszukiwań na szeroko zakrojoną skalę i pracy wielu specjalistów po dziewczynkach wszelki słuch zaginął. Po prostu rozpłynęły się w powietrzu.

Z czasem wszyscy musieli się poddać i sprawa trafiła do działu nierozwiązanych. Mijały lata, a każdy policjant, który miał wkrótce przejść na emeryturę, przeglądał ponownie akta – może jednak coś zostało przeoczone…

Trwało to do czasu, kiedy przypadkiem odkryto zeznanie niejakiego Lloyda Welcha z 1975 roku.

Ostatni trop

Tydzień po zniknięciu sióstr na policję zgłosił się młody chłopak. Twierdził, że ma istotne informacje o tej sprawie. Widział całe zajście – dziewczynki wsiadły do samochodu ze starszym mężczyzną, który miał ze sobą magnetofon i od dawna nagabywał dzieci – i dręczony wyrzutami sumienia postanowił o wszystkim opowiedzieć. Ponieważ za pomoc w odnalezieniu Shelii i Kate była wyznaczona nagroda, a nietrzeźwy Welch podawał podejrzanie dużo szczegółowych informacji, jego zeznanie nie zostało potraktowane poważnie. Ot, kolejny nastoletni ćpun, który chciał szybko zarobić. Jednostronicowy protokół jego zeznania wrzucono do akt, w których przeleżał 38 lat.

Sprawa została wznowiona dopiero w 2013 roku, kiedy o Welchu dowiedzieli się dwaj śledczy: Chris Homrock i Dave Davis. Wydawało im się, że może on być istotnym świadkiem, ponieważ mieli już swoją teorię i podejrzanego (mimo że ten zmarł kilka lat wcześniej). Welch odsiadywał wtedy w więzieniu w Deleware wyrok za napaść seksualną na nieletnią. Już po pierwszym spotkaniu policjanci wiedzieli, że trafili na właściwy trop, a do ich ekipy dołączyli jeszcze Katie Leggett (specjalistka od przestępstw na tle seksualnym) oraz Mark Janney.

Mark Bowden, którego możecie kojarzyć z innych dzieł – jest autorem Helikoptera w ogniu oraz Polowania na Escobara – szczegółowo opisał tę niezwykle krętą drogę, jaką musieli przebyć śledczy, by doprowadzić do końca tak długo skrywaną historię. Rozwiązanie sprawy zaginionych dziewczynek nie było ani proste, ani przyjemne. Lloyd Welch okazał się patologicznym kłamcą – gdy wydawało się, że rozwiązanie jest tuż-tuż, zmieniał zeznania, podrzucając inny trop. Przesłuchania, trwające zwykle kilka godzin, ciągnęły się miesiącami, a zaangażowani w sprawę policjanci musieli zbadać mnóstwo poszlak. Za każdym razem odkrywali kolejne, niewiarygodne wręcz tajemnice rodziny Welchów.

Trupy w szafie

Ważnym aspektem tej trudnej książki jest dla mnie doskonałe przedstawienie głównego podejrzanego – zarówno jego psychiki, jak i przeszłości, która ukształtowała takiego człowieka, jakim się stał. Lloyd wywodzi się z rodziny, w której molestowanie seksualne nieletnich było wręcz na porządku dziennym – ojcowie, wujkowie, bracia wielokrotnie znęcali się nad swoimi siostrami i córkami. Sam Lloyd został skazany za napaść seksualną po tym, jak próbował zgwałcić nastoletnią córkę ówczesnej partnerki. W trakcie przesłuchań z ważnego świadka stał się głównym podejrzanym – a właściwie jednym z kilku, ponieważ podejrzewano także członków jego rodziny.

Ostatni trop to historia, której – według mnie – nie da się przeczytać jednym tchem. Jest zbyt trudna, za dużo w niej przemocy, tragedii i przerażających wątków. Pokazuje jednak, jak wiele musieli przejść śledczy, by sprawiedliwości choć trochę stało się zadość i by ukarać winnych tragedii dziewczynek, na tyle, na ile to było możliwe. Mamy tu do czynienia ze świetną policyjną robotą, do której przygotowywano się na wielu płaszczyznach, a w śledztwo było zaangażowanych mnóstwo osób z dwóch stanów. Każde przesłuchanie jednak stanowiło w dużej mierze improwizację – Lloyd okazał się na tyle nieprzewidywalny, że trudno było zaplanować spotkanie. Śledczy musieli zdobywać jego zaufanie, grać dobrych gliniarzy, by wydobyć informacje o tym wszystkim, co wydarzyło się w 1975 roku.

Na koniec

Lloyd w końcu się złamał i powiedział, co mniej więcej się wtedy wydarzyło. Dużym wsparciem dla policjantów okazali się członkowie jego rodziny, którzy nie chcieli podzielić losu wyklętego krewniaka. Śledczym nie udało się jednak ustalić, kiedy zginęła druga z dziewczynek ani gdzie znajdują się szczątki obu sióstr. Dla mnie to gorzkie zakończenie sprawy: rodzice w końcu dowiedzieli się, co się stało z ich córkami, lecz groby zawsze będą puste.

Ostatni trop to jedna z lepszych książek z gatunku true crime, jakie czytałam. Ciągnąca się przez 40 lat sprawa zaginięcia doczekała się rozwiązania. Te lata oczywiście odcisnęły piętno na wszystkim: niektórzy świadkowie zmarli, pamięć się zatarła, stare dowody zniszczały, inne ważne dokumenty zaginęły… Czasami praca nad tą sprawą przypominała błądzenie we mgle.

Reportaż czytało się jak najlepszą powieść kryminalną – tyle tylko, że historia wydarzyła się naprawdę. Ale, jak głosi dewiza Wydawnictwa Poznańskiego, rzeczywistość wciąga bardziej niż fikcja.


autor: Mark Bowden
tytuł: Ostatni trop. Tajemnica zaginięcia sióstr Lyon
przekład: Mariusz Gądek
wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
miejsce i data wydania: Poznań 2021
liczba stron: 528
format: 140 × 210 mm
oprawa: zintegrowana


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.