Przeczytaliśmy

I czar prysł

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Jako nastolatka czytałam serię Dom nocy. Co prawda jej nie doczytałam, nie pamiętam z jakiego powodu, ale gdy miałam te piętnaście lat, książki duetu P.C. & Kristin Cast całkiem mi się podobały. No cóż, byłam wtedy w wieku bohaterek ich powieści, a kto choć przez chwilę nie marzył o jakiejś nadnaturalnej przygodzie zamiast nudnego gimnazjum? Zdecydowałam się na Wiedźmi czar z ciekawości. Byłam ciekawa, co się zmieniło w ciągu tych dziesięciu lat i czy czymś zaskoczą mnie autorki.

Prolog wygląda całkiem obiecująco: mamy drugą połowę XVII wieku i skazaną za czary Sarę Goode. Czarownica spędza swoją ostatnią noc w celi razem z malutką córeczką i obmyśla plan ucieczki. Jak łatwo się domyślić – z powodzeniem. Podążając za śladami mocy, trafia do miejsca, które uważane jest za przeklęte. Nie bez powodu, ponieważ właśnie tam znajdowały się magiczne przejścia do podziemi, ale zdolna Sara Goode zamknęła wszystkie bramy, a na ich miejscu pojawiły się czarodziejskie drzewa. Wyznaczyły one wierzchołki pentagramu, na którym powstała osada. Z czasem nazwano ją na cześć założycielki Goodeville.

Przez setki lat czarownice z rodu Goode strzegły przejść, dbając o drzewa – odprawiając potrzebne rytuały i rzucając odpowiednie zaklęcia. Wszystko układało się dobrze, aż do naszych czasów. Nagle drzewa zaczęły chorować, co osłabiło barierę chroniącą przejścia, a w miasteczku w tragicznych okolicznościach zaczęli ginąć mieszkańcy. Los Goodeville zależy więc od dwóch nastoletnich czarownic.

 Głównymi bohaterkami są Hunter i Mercy, szesnastoletnie siostry bliźniaczki, które w dniu urodzin tracą ukochaną matkę. Oczywiście są jak ogień i woda – Mercy to przebojowa i popularna dziewczyna, a Hunter – wycofana i mrukliwa miłośniczka książek. W obliczu niewyobrażalnej tragedii otoczone są lojalnymi przyjaciółmi, zawsze gotowymi je wspierać. Wątek siostrzanej miłości oraz prawdziwych przyjaźni całkiem mi się spodobał, ale główny motyw magii kompletnie zniknął w nudnawych rozterkach licealistek. Rzecz jasna, wszyscy wiedzą, że ród Goode to ród czarownic, ale gdy przychodzi co do czego, fakt ten wywołuje niemałe zdziwienie. To mi się wydaje nieco niekonsekwentne, zdecydowanie lepiej byłoby się zdecydować na jedną opcję: albo „niemagiczni” nie wiedzą o mocach sióstr, albo siostry są powszechnie znanymi czarownicami. Sama geneza magicznej rodziny nie została dla mnie wystarczająco dobrze wyjaśniona, dziewczyny mają jakiś związek z przyrodą (Mercy to Zielona Wiedźma, a Hunter – Księżycowa Wiedźma), ale czytelnik absolutnie nie dowiaduje się dlaczego, od czego zależą takie czy inne predyspozycje ani na jakiej zasadzie czarownice wybierają sobie bóstwo opiekuńcze. Magia, która powinna w moim odczuciu stanowić raczej główny wątek, została sprowadzona wyłącznie do roli tła.

Ponieważ powieść jest skierowana do nastoletniego odbiorcy, mnóstwo w niej nastoletnich problemów, z których na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się związek Mercy ze szkolnym sportowcem Kirkiem. Właściwie ten melodramat ciągnie się przez całą powieść, co sprawia, że jest to typowo amerykańska książka dla nastolatek: popularna dziewczyna i superprzystojniak z drużyny futbolowej, troszkę bad boy, ich wzloty i upadki, a w końcu spektakularne rozstanie i dużo łez.

Kirk niestety nie należy do najinteligentniejszych bestii, co wpływa na całą opowieść. Mimo całkiem obiecującego początku otrzymujemy to, czego mogliśmy się spodziewać: dwie amerykańskie nastolatki walczące ze złem, które trochę schodzi na dalszy plan, ustępując miejsca miłostkom. Brakuje w niej zwrotów akcji czy chociaż niespodziewanych rozwiązań, od pewnego momentu odhaczamy wyłącznie szablonowe motywy i tak docieramy do końca.

A szkoda, bo potencjał był nawet spory – dałoby się z tego zrobić fajną historię o współczesnych czarownicach, a wyszło naprawdę przeciętnie. Styl autorek też niczym nie zaskakuje, jeżeli ktoś z Was czytał poprzednią serię, to tym bardziej wie, czego się po nich spodziewać. Minęło już sporo czasu, a nie zmieniło się właściwie nic. Gdybym może miała znowu piętnaście lat, to pewnie oceniłabym tę pozycję nieco wyżej, ale że jestem starsza – to zachwytu nie ma.


autor: P.C. Cast & Kristin Cast
tytuł: Spells trouble. Wiedźmi czar
przekład: Stanisław Kroszczyński
wydawnictwo: Jaguar
miejsce i data wydania: Warszawa 2021
liczba stron: 352
format: 145 × 215 mm
oprawa: miękka ze skrzydełkami  


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.