Nordisk kino

Seriale skandynawskie cz.1

Monika Jasek

Źródło grafiki: Michael Fousert | Unsplash

Nadszedł już listopad – miesiąc, którego szczerze nie cierpię. Nie znoszę porannej mgły i/lub smogu, ciężkich chmur na niebie, beznadziejnej pogody i równie beznadziejnego samopoczucia. Ale mimo wszystko to dobry czas na wskoczenie pod kocyk z ciepłą herbatką i bezkarne oglądanie seriali.

Wyznaję zasadę, że czasem dobrze odpocząć od wszystkiego – obowiązków, przykrych spraw, ludzi i nawet tego, co się lubi. Dlatego w tym semestrze odpoczywam od norweskiego i utrwalam wiedzę, oglądając seriale – ale nie tylko norweskie! Chociaż te oczywiście zajmują mnie najbardziej i najmocniej cieszą moje serduszko (szczególnie, gdy całkiem przyzwoicie rozumiem, co mówią bohaterowie!).

1. Wikingowie, tyt. oryg. Vikings, dramat historyczny, Irlandia/Kanada. Sezony: 6. Występują: Travis Fimmel, Katheryn Winnick, Alexander Ludwig, Clive Standen, Gustaf Skarsgård, George Blagden
Do obejrzenia na Netfliksie

Wikingowie to jeden z pierwszych seriali, w którym się zakochałam. Mimo że nie jest to produkcja skandynawska, a większość obsady pochodzi z innych części świata, to absolutnie warto ją obejrzeć. A wiem, że są jeszcze osoby, które nie znają Wikingów (z kimś takim mieszkam!).

Okolice roku 2013 były dość przełomowe, ponieważ wtedy zaczęto zwracać uwagę na Północ i sięgać po to, co ma nam do zaoferowania. Zwiększyło się zainteresowanie tematyką wikingów i krajów nordyckich, co przełożyło się na powstanie jednej z moich ulubionych animacji Jak wytresować smoka. Potem pojawił się Thor i brakowało już tylko serialu – i proszę bardzo, w 2013 roku wystartowali Wikingowie.

Jest to historia o legendarnym Ragnarze Lothbroku, ambitnym i odważnym żeglarzu, który patrzy tęsknie na Zachód, a jednocześnie traci zainteresowanie wyprawami na tereny bałtyckie. Gdyby Ragnar zdusił w zarodku swoje pragnienia, pewnie nigdy niczego by nie odkrył. Na szczęście jego dobrym przyjacielem jest Floki, nieco szalony szkutnik, który o łodziach wie wszystko. Później akcja nabiera tempa: Ragnar, w tajemnicy przed jarlem Haraldsonem, zbiera ekipę i rusza na Zachód, zmieniając tym samym historię wikingów. Przy okazji rozpętuje konflikt, który ostatecznie staje się fundamentem jego przyszłej pozycji. Lecz największym zagrożeniem dla Ragnara jest on sam.

Wikingów możemy obejrzeć na Netfliksie, a dzięki sześciu sezonom będzie to dłuższa rozrywka. Przyznam szczerze, że po śmierci Ragnara sama straciłam serce do tego serialu i go zaniedbałam. Do tego czasu jednak zachwycała mnie scenografia i kostiumy, całkiem niezła dbałość historyczna i bezboleśnie przekazywana wiedza. Dużym plusem są naprawdę wyraziste postaci, bo poza rewelacyjnym Travisem Fimmelem świetnie spisali się też odtwórcy ról m.in. Flokiego, Lagerthy czy Ivara (którego po cichu nazywam niezłym czubem). W dodatku mamy tu piękne widoki i rewelacyjną muzykę Wardruny – czego chcieć więcej? Można przymknąć oko na niektóre potknięcia produkcji.

2. Norsemen, tyt. oryg. Vikigane, komedia, Norwegia. Sezony: 3. Występują: Nils Jørgen Kaalstad, Kåre Conradi, Trond Fausa Aurvaag, Silje Torp, Kristine Riis
Do obejrzenia na Netfliksie

Generalnie nie lubię komedii i unikam ich, jak mogę. Jestem chyba po prostu ponurakiem, z którym niewiele da się zrobić. Niedawno jednak byłam na dłuższym zwolnieniu, więc szukałam jakiegoś serialu, żeby się tak nie nudzić. Trafiłam właśnie na Norsemen i najpierw się ucieszyłam, a potem… O nie, mówią po angielsku… O nie, to komedia! Byłam bliska skreślenia tego tytułu, ale coś mnie tknęło i zaryzykowałam – to był dobry pomysł. Norsemen to boski serial!

Prawdą jest to, że nikt nie śmieje się tak z Norwegów jak oni sami. Trafiamy więc w tej produkcji do roku 790, do ery wikingów, ale jest to absolutne przeciwieństwo wyżej omawianego serialu. Wioską Norheim rządzi rozsądny wódz Olav z żoną Hildur u boku – blondwłosą pięknością, która lubi wygodę i umie o nią zadbać. Olav ma też brata Orma – mówiąc delikatnie – nieco specyficznego. Na głównej scenie pojawiają się również wesoły grubasek Arvid, zabójcza Frøya, przebiegła Liv, biedny niewolnik Kark i mocno denerwujący znawca sztuki Rufus. Na nieco dalszym planie jest jeszcze jarl Varg, łysy jegomość bardzo przewrażliwiony na punkcie owłosienia. Norheim jest spokojną wioską, w której mieszkańcy wiodą równie beztroskie życie – kobiety doglądają porządku, mężczyźni wypływają na łupieżcze wyprawy, wracają ze zdobyczami, bawią się do rana… Jednak pewnego dnia umiera Olav i wbrew jego woli następcą zostaje Orm, który – jak wspominałam – nie jest do końca udanym wikingiem…

W Norsemen nie brakuje zabawnych intryg, które czasami są tak grubymi nićmi szyte, że łapiemy się za głowę, kiedy mieszkańcy czy wojownicy się na nie nabierają. Dodaje to jednak mnóstwo uroku i lekkości serialowi. Orm, wódz Norheim, w wolnych chwilach dzierga na drutach, nie potrafi walczyć, a wyprawy wikingów napawają go panicznym lękiem. Próbuje z Rufusem stworzyć centrum kultury w wiosce i wybudować antyczny amfiteatr, w którym grano by sztuki wielkich mistrzów. Cały czas bohaterom grozi niebezpieczeństwo, którego zdają się nie zauważać nawet wtedy, gdy stoi obok.

Polecam ten serial absolutnie każdemu – nawet takim ponurakom jak ja. Soundtrack podobnie jak w Wikingach uzupełnia Wardruna, co tylko podkreśla komizm i pastisz całej produkcji. W scenariuszu nie brakuje znanych klisz jak „Winter is coming” albo „Make Norheim great again”. Serial, jak większość produkcji NRK, ma niski budżet, ale poza rewelacyjną grą, świetną scenografią i naprawdę udanym scenariuszem nic więcej mu nie potrzeba.

3. Facet na święta, tyt. oryg. Hjem til jul, dramat/komedia, Norwegia. Sezony: 1. Występują: Ida Elise Broch, Stian Blipp, Ole Christoffer, Sofia Frøysaa, Samanta Gurah
Do obejrzenia na Netfliksie

Kolejna komedia! Ma tylko jeden sezon, a w dodatku odcinki trwają niecałe trzydzieści minut, więc to serial na raz. Facet na święta to produkcja równie odjechana, co pouczająca i rozczulająca. Bawi, ale jednocześnie zostawia mądre przesłanie.

Johanne skończyła trzydzieści lat i pracuje jako pielęgniarka w szpitalu miejskim. Lubi swoją pracę i swoich pacjentów, którym stara się poświęcać jak najwięcej czasu. Mieszka z najlepszą przyjaciółką i nie ma faceta. Mimo że jej rodzina jest kochająca, ciepła i wyrozumiała, to wykorzystuje każdą okazję, by dać bohaterce do zrozumienia, że czas najwyższy na miłość… Johanne zbywa te uwagi uśmiechem, ale pewnego dnia nie wytrzymuje i mówi, że kogoś ma. A co więcej – przyjdzie z tą osobą na świąteczną kolację. Wesoła rodzinka wpada w euforię, a Johanne w rozpacz: jak znaleźć faceta w trzy tygodnie?!

Zaczynają się więc gorączkowe poszukiwania idealnego partnera. W tej grze dozwolone są wszystkie chwyty – łącznie z Tinderem. Johanne w ciągu miesiąca zalicza więcej randek niż w ciągu całego życia, a my za każdym razem albo śmiejemy się z nią, albo płaczemy, albo denerwujemy. Facet na święta to jednak ładna opowieść o poszukiwaniu tego, co najważniejsze – nawet jeśli nie jest to koniecznie wymarzony osobnik płci męskiej. Bohaterka w końcu uświadamia sobie, że najważniejsi są ludzie, którzy nas otaczają, a jakby to ujął Robert „Bobby” Singer z Supernatural: family don’t end with blood. Przyprowadza oczekiwanego gościa na rodzinną wigilię, ale zaprasza też tych, którzy są jej bliscy.

Facet na święta bawi i poucza w łagodny sposób. Twórcy wytykają współczesną pogoń za partnerem i koniecznością sprostania oczekiwaniom stawianym przez społeczeństwo. Śmieją się z przypadkowych randek z Tindera, a my – nawet jeśli mamy tam konto – śmiejemy się razem z nimi. Po seansie będziecie rozbawieni, ale jednocześnie poczujecie przyjemne ciepło na serduszku, bo być może nie mamcie partnera/ki, lecz w waszym życiu jest ktoś inny, komu na was zależy.

Dodatkowo, oko cieszy świetna scenografia i przepiękne, nastrojowe kadry ze świątecznej Norwegii, co dla mnie jest absolutnie rozkoszne.

4. Przybysze, tyt. oryg. Fremvanderne, sci-fi/komedia kryminalna, Norwegia. Sezony: 1, drugi w przygotowaniu. Występują: Nicolai Cleve Broch, Krista Kosonen, Ágústa Eva Erlendsdóttir, Ragnhild Gudbrandsen
Do obejrzenia na HBO

Przybysze to moje odkrycie z zeszłego roku. Na początku zniechęcił mnie gatunek science fiction, bo raczej za sobą nie przepadamy. Postanowiłam jednak obejrzeć jeden odcinek i potem zdecydować, co dalej. Obejrzałam ostatecznie cały sezon w dwa dni i niecierpliwie czekam na kolejny. Przybysze to świetna mieszanka sci-fi, komedii kryminalnej oraz satyry.

Zaczyna się tajemniczo – od rozbłysków na całym świecie. Po każdej serii z wody wyłaniają się ludzie. Są to różni przybysze z przeszłości – bliższej, XIX-wiecznej, znacznie dalszej, bo z epoki wikingów, no i najdalszej – epoki kamienia. Skąd się wzięli? Dlaczego przenoszą się do XXI wieku? I najważniejsze – jak ich odesłać z powrotem?!

Mija kilka lat i nowi przybysze stanowią już część społeczeństwa. Niektórzy z nich całkowicie się zasymilowali, podjęli pracę czy studia, inni tylko częściowo. Nie wzbudzają aż takich emocji, jak na początku. Alfhildr Enginnsdottir, przybyszka z XI wieku, zaczyna pracę w policji jako detektyw. Tworzy duet z niejakim Larsem Haalandem, typowym policjantem: zmęczony życiem, rozwodnik z nastoletnią córką i uzależniony od pewnego specyfiku. Dostają szansę, aby się wykazać, gdy dochodzi do morderstwa kobiety z przeszłości.

Przybysze mają po części przewidywalną fabułę, ponieważ partnerzy na początku za sobą nie przepadają, a potem się docierają, prosta sprawa kryminalna to tak naprawdę wierzchołek góry lodowej… Byłby to pewnie całkiem standardowy serial, gdyby nie jego różnorodni bohaterowie. Rolę imigrantów politycznych czy zarobkowych przejęli ci pochodzący z różnych epok. I to nawet dosłownie, bowiem mają typowe problemy z odnalezieniem się w obcym miejscu, kłopoty finansowe, wykonują „poniżające” fizyczne zawody, padają też ofiarą nacjonalistycznej wrogości. Stwierdzenie „Norwegia dla Norwegów” w tym kontekście jest absurdalne, ale niesie prosty przekaz – nie lubimy obcych.

Przybysze to wielowarstwowa opowieść o różnicach w społeczeństwie i sposobach na radzenie sobie z problemami. Myślę nawet, że kwestie kryminalne zostają grzecznie na dalszym planie, dając wybrzmieć historiom poszczególnych bohaterów, którzy mimo pochodzenia z różnych epok mają podobne problemy. Świetna jest też mieszanka teraźniejszości z przeszłością – po ulicach współczesnego Oslo jeżdżą prawdziwe dorożki, wikingowie świętują w parkach, a gdzieś na uboczu życie wiodą przodkowie z epoki kamienia.

Długo by mówić o zaletach – oglądajcie!

5. Ragnarok, fantasy, Dania/Norwegia. Sezony: 1, drugi w przygotowaniu. Występują: David Stakston, Jonas Strand Gravli, Herman Tømmeraas, Emma Bones, Gísli Örn Garðarsson
Do obejrzenia na Netfliksie

A co gdyby nordyccy bogowie żyli wśród nas?

Mieszkańcy Eddy, małego miasteczka w Norwegii, najdłużej czcili pradawnych bogów i jako ostatni w kraju przyjęli chrześcijaństwo. To właśnie tam po latach wracają nastoletni bracia Magne i Laurits wraz z matką. Przenoszą się do lokalnego liceum i próbują zaaklimatyzować, znaleźć przyjaciół i sens życia. Wszystko zaczyna się jak typowy serial dla nastolatek, dopóki nie okazuje się, że Magne jest obdarzony dziwnymi mocami, a miastem rządzi potężna rodzina olbrzymów. Wszystko to we współczesnej pięknej Norwegii, z aktualnymi problemami w tle – jak np. zanieczyszczenie środowiska prowadzące do katastrofy klimatycznej.

Starcie pradawnych mocy na współczesnym gruncie było niezłym pomysłem, ale z samym wykonaniem, jak zwykle, wyszło różnie. Ode mnie plus za klimat, który nie jest ani za lekki, ani zbyt cukierkowy, jak typowe produkcje amerykańskie. Jest dobrze wyważony: poważny wtedy, gdy należy zachować powagę, zabawny wtedy, gdy trzeba rozładować sytuację. Serial łapie jednak czasami dłużyzny, co osobiście mnie irytowało i wtedy zaglądałam na Messengera, ale z drugiej strony nie jest naładowany efektami specjalnymi, nie ma wybuchów, fajerwerków i innych cudów, które by zniszczyły tę produkcję. Młodzi odtwórcy ról wypadają bardzo naturalnie, czasami aż ma się wrażenie, że wzięto dzieciaki prosto z ulicy – co mimo wszystko jest plusem, bo historia staje się dla nas bardziej przystępna, a postaci bliższe. Mam mieszane uczucia co do wątku ekologicznego, czasami miałam wrażenie, że twórcy zbyt nachalnie zwracają na niego uwagę i za moment wyskoczy tablica z napisem „Dbajcie o świat, ludzie!”. Mimo wszystko jest to ważny motyw, zwłaszcza współcześnie, gdy faktycznie stoimy na granicy – trochę jak przed Ragnarokiem.

Ragnarok wzbudza skrajne emocje, nie da się obok niego przejść obojętnie, więc myślę, że warto się z nim zapoznać. Język mówiony jest na tyle przyjemny, że osoby uczące się norweskiego wyłapią sporo nowych zwrotów.

Dobrnęliśmy do końca pierwszej części zestawienia seriali na jesień. Tym razem, trochę przypadkiem, skupiałam się głównie na norweskich produkcjach, co musicie mi wybaczyć! W kolejnym artykule wprowadzę już tytuły z całego regionu – nie każdy żyje Norwegią jak ja. Do tego czasu polecam kocyk, herbatkę i oglądanie!

A ja kończę Norsemen, zabieram się za Miasto niedźwiedzia i planuję kolejny tekst dla was.

Ha det!


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.