Obejrzeliśmy

Mr International

Paweł Gładysz Antoni Kaja

Źródło grafiki: materiały prasowe

Koszulki? Są. Majtki? Są. Szczoteczka do zębów? Jest. Kostium bojowy? O nie nie nie. Zero spandeksu. Ten wyjazd ma przebiegać pod hasłem: stuprocentowy wypoczynek. Koniec z Avengersami. Pora pobyć zwykłym nastolatkiem. Wenecja, Praga, Londyn, Paryż… W końcu nadarzy się okazja, żeby powiedzieć MJ, co do niej czuję. I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie żywiołaki. Kumam, ktoś musi pomóc: Doktor Strange? Kapitan Marvel? Pepper? Znowu ja?! Na szczęście znikąd pojawił się ten koleś z bańką na głowie. Równy gość, l’uomo misterioso. Daje radę. Świat jest w dobrych rękach, więc chyba nic tu po mnie. Pora zacząć korzystać z życia. Kolejny przystanek… Chwila. O kurna, co ja narobiłem! Fury? Happy? Ktokolwiek?
Już jest! Świeżutki, wakacyjny Spider-Man, na którego czekaliśmy z zapartym tchem od chwili anihilacji Thanosa. Pytaliśmy: jak świat pozbiera się po blipnięciu? Czy multiwersum faktycznie istnieje? Czy MJ czuje miętę do Petera? Z kim ciocia May ułoży sobie życie? No i o co chodzi z tym czarnym kostiumem???

Może zdarzyły się drobne wpadki z pokazaniem zwiastuna przed seansem Końca gry (ups!), ale generalnie studiu udało się zachować najwyższy poziom konspiracji do samego końca. Zajawki mówiły niewiele, nikt, nawet żaden recenzent, nie puścił pary z ust. Siwy dym. Hype train ruszył pełną parą, a oczekiwania wobec oficjalnego zamknięcia trzeciej fazy MCU rosły.

Jedyne, co wiedzieliśmy na pewno, to że na srebrnym ekranie wreszcie pojawi się MYSTERIO. Paweł czuł się tym faktem wyjątkowo podekscytowany, rozpalany wspomnieniem kreskówki ze szczenięcych lat. Quentin Beck – zgorzkniały aktor ze spalonego teatru, który za swoją zawodową porażkę winił Spider-Mana – zawsze był jego ulubionym czarnym charakterem (drugim tylko po Doktorze Octopusie). Charyzma, dym, lasery i holograficzne sztuczki – takim go pamiętamy z animacji i komiksów. Ale kim jest Mysterio w Daleko od domu? Ile asów chowa w rękawie? Ile rękawów kryje jego peleryna? Jeśli wasze nosy wyczuwają w zapowiadanym przez zwiastun dynamicznym duecie pajęczo-prestidigitatorskim lekki smrodek, to się nie mylicie. Jak to z tą postacią bywa, nic nie jest takie, jakim się wydaje.

Na wstępie należy powiedzieć, że kolejny odcinek perypetii Petera Parkera ma w sobie klimat starych animacji wzbogacony o trądzikowy luz, kąski absurdu i hipsterskie retro kawałki podkreślające europejski charakter już i tak dostatecznie europejskich miast odwiedzanych przez bohaterów. Niektóre sekwencje zdają się być wręcz żywcem wyjęte z kreskówkowego bądź komiksowego oryginału. Znalazło się też miejsce dla osławionego pajęczego zmysłu, choć pewnie nie w takiej formie, jakiej się spodziewacie. Odniesienia do marvelowskiego dorobku są zresztą tradycyjnie niezwykle bogate. Smaczki kryją się wśród niepozornych detali w rodzaju sklepowych szyldów czy tablic rejestracyjnych. Nawet serialowe oblicze uniwersum doczekało się pojedynczego mrugnięcia okiem.

Druga odsłona przygód Petera Parkera bawi się też niezwykle swobodnie konwencją, lawirując między humorystyczną teen dramą a – uwaga! – filmem szpiegowskim. Bez trudu da się wyczuć sznyt bondowski choćby w komicznie ekspozycyjnym monologu złoczyńcy, a ulokowanie finału w ojczyźnie agenta 007 również z pewnością nie jest przypadkowe.

Już Homecoming pokazał, że ta interpretacja sympatycznego pajączka z sąsiedztwa ma dwie szczególnie mocne strony: bohaterów oraz wielką swobodę, z jaką opowiadana jest historia. Spieszymy donieść, że w sequelu żadna z tych rzeczy nie uległa zmianie. Tom Holland wciąż kreuje postać, której nie sposób nie lubić. Jego BFF Ned jest źródłem cudownego powracającego motywu związku w trybie ekspresowym. Nowa MJ (Zendaya <3) nie raz, nie dwa pokazuje pazur, ciocia May pomaga w pakowaniu oraz kupuje bajgle, opiekunowie wycieczki to istne wzory odpowiedzialnych i kompetentnych pedagogów, a Fury, jak to Fury, do rany przyłóż. Jeśli zaś chodzi o Mysterio – Jake Gyllenhaal wydaje się zupełnie nie martwić tym, że Michael Keaton ustawił poprzeczkę wysoko – po prostu robi swoje i wychodzi mu to znakomicie!

Stresowalibyśmy się mocno jako twórcy filmu, który nie dość, że jest kontynuacją świetnie ocenianego poprzednika, to na dodatek musi radzić sobie z padającym na niego długim cieniem bombastycznego widowiska, jakim było Avengers 4. Daleko od domu zaskakuje głównie tym, że podchodzi do wszystkiego na luzie i z dystansem: do nowego statusu quo (Tony Stark nie mógłby sobie wymarzyć lepszego in memoriam), do fabuły, bohaterów, złoczyńców, także do nas, widzów. Nie próbuje niczego przebijać, nie udaje, że chodzi o cokolwiek poza czystą rozrywką. Jest emocjonalnie szczery, nawet jeśli nie wszystko jest tym, na co wygląda. Nie wiemy jak wy, ale dla nas takie podejście się ceni. Zwłaszcza, że tyle przy tym dobrej zabawy. Kolejna faza zapowiada się ekscytująco!


tytuł: Spider-Man: Daleko od domu

reżyseria: Jon Watts

scenariusz: Chris McKenna, Erik Sommers

obsada: Tom Holland, Samuel L. Jackson, Jake Gyllenhaal, Zendaya, Jacob Batalon, Marisa Tomei, John Favreau

czas trwania: 2 godz. 15 min

data polskiej premiery: 5 lipca 2019 r.

gatunek: komedia, sci-fi

dystrybutor: Sony Pictures Releasing


Film Spider-Man: Daleko od domu obejrzeliśmy dzięki współpracy z kinem Helios


Paweł Gładysz

Student biologii na Uniwersytecie Gdańskim, anglista i tłumacz. Scenarzysta samouk i obserwator kultury popularnej. Uważa, że najważniejsze są drobiazgi oraz że dzień bez kubka zielonej herbaty to dzień stracony.




Antoni Kaja

Student filologii angielskiej na Uniwersytecie Gdańskim, humanista duchem. W wolnych chwilach pochłania nałogowo książki, obserwuje zakręcone losy fikcyjnych bohaterów telewizyjnych i ucieka w światy wyobraźni (z powrotami bywają problemy). Pisarz amator, fanatyk Doktora Who, wielbiciel postmodernizmu, metafikcji oraz czarnego humoru. Odczuwa niezdrową fascynację szaleństwem i postaciami pokroju Hannibala Lectera. Uważa, że w życiu człowieka najważniejsza jest pasja.