Przeczytaliśmy

Co gryzie weterynarza. Recenzja

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Bardzo lubię zwierzęta – zdecydowanie bardziej niż ludzi. Pierwszy pies rasy owczarek niemiecki pojawił się w domu dwa lata przed moimi narodzinami. Od tamtej pory zawsze był z nami jakiś zwierzak; czy to pies, czy to kot. Przewinęły się także królik, zając, a od roku mieszka ze mną świnka morska. Nie lubię tylko szczurów, trochę się ich boję. Weterynarzy znam i odwiedzam od dawna, nigdy jednak nie interesował mnie ten zawód, ale dzięki książce Co gryzie weterynarza dowiedziałam się o nim co nieco.

Łukasz Łebek jest autorem bloga Nie zadzieraj z weterynarzem, na którym dzieli się swoim zawodowym życiem. Teraz napisał książkę, w której wiedza praktyczna przeplata się z licznymi dygresjami i historyjkami. Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak wygląda praca lekarza weterynarii, to jak najbardziej polecam Wam ten tytuł. Zwłaszcza jeśli macie w domu jakiegoś zwierzaka.

Pandemia koronawirusa zmusiła nas do zmiany stylu życia – musieliśmy się zatrzymać, więcej czasu spędzać w domu, a był okres, że właściwie w ogóle nie mogliśmy z niego wychodzić. Ludzie wtedy ruszyli do sklepów zoologicznych i schronisk w poszukiwaniu towarzyszy i powodów do opuszczania mieszkań. Z jednej strony – chwała im za to, zwierzęta znalazły swoje miejsce na ziemi. Z drugiej – wszyscy wiemy, jak to wygląda w praktyce. Zwierzę to tylko zwierzę. Część osób nie zadaje sobie trudu, by wcześniej sprawdzić, jakie warunki są odpowiednie dla danego gatunku, co powinno dane zwierzątko jeść, a czego absolutnie nie można mu podawać, by nie wyrządzić krzywdy. Właśnie dla takich osób Co gryzie weterynarza jest idealną książką. Nie znajdziemy w niej 30 porad Jak Być Najlepszym Opiekunem Świata, ale zawiera wystarczająco wiele wiedzy, by pomóc zrozumieć podstawy: zwierzęta często cierpią w samotności, a jakiekolwiek odchylenie od normy powinno być sygnałem alarmowym dla opiekuna. Warto zapamiętać, że zwierzaki to wojownicy i nie potrafią powiedzieć, że coś je boli.

Autor ma wiele ciekawych historii do opowiedzenia, a przy okazji pisze lekkim, gawędziarskim stylem, więc książkę czyta się naprawdę szybko. Odnosiłam wrażenie, że spotkałam się właśnie z dobrym znajomym na krótką pogawędkę, która tak miło się przeciągała… że raz-dwa skończyłam czytać. Zdecydowana większość z nas widziała kiedyś psa lub kota w kołnierzu czy nawet z zabandażowaną łapką. Ale zastanawialiście się, jak leczy się złamania u małych zwierząt? Jak założyć gips szynszyli? Dlaczego gryzonie CIĄGLE chcą jeść? Przecież są małe! Jak daleko sięga łakomstwo naszych najmilszych? Jaka jest różnica między chowem a hodowlą? Albo jak wygląda leczenie zwierząt gospodarskich? Na wszystkie te pytania znajdziecie odpowiedzi w książce, w formie osobnych rozdziałów.

Poza wiedzą praktyczną i nauką autor sporo miejsca poświęca opowieściom o klientach – tak, właśnie. Jak łatwo się domyślić, praca z człowiekiem jest najtrudniejsza. Dostęp do internetu zamiast pomagać, czasami wręcz szkodzi, ponieważ nierzadko się zdarza, że opiekunowie przychodzą na wizytę z gotową diagnozą – a im bardziej odjechana, tym dla nich bardziej prawdopodobna. Ludzie bywają i aroganccy, i wszechwiedzący, i spanikowani. Obcowanie z całym przekrojem ludzkich charakterów musi być wyzwaniem dla kogoś, kto we wstępie przyznaje, że wybrał weterynarię, bo nie chciał leczyć ludzi… Są to jednak potrzebne historie, ponieważ być może po lekturze czytelnik zastanowi się dwa razy, zanim coś powie u lekarza.

Co gryzie weterynarza to nie tylko wesołe historyjki i anegdotki. To też opowieści o cierpieniu zwierząt, spowodowanym bezmyślnością właścicieli, czy odchodzeniu i radzeniu sobie ze śmiercią puchatych przyjaciół. Przede wszystkim to książka o bardzo trudnej oraz wymagającej pracy, w której nie raz i nie dwa człowiek musi się mocno ubrudzić, zainteresować różnymi wydzielinami i robić rzeczy, które nie należą do przyjemnych. Praca lekarza weterynarii nie kończy się w piątek o 17 – po zamknięciu przychodni zwykle zaczyna się dyżur weekendowy, świąteczny czy nocny. Lekarze muszą nierzadko walczyć o życie zwierzaków, bez współpracy ze strony opiekunów…

Reasumując, to bardzo ciekawa i ładna książka – także wizualnie. Jest zabawnie, poważnie, naukowo, a bywa i poruszająco, czyli pozycja idealna. Zwraca uwagę zarówno na zwierzaki, jak i lekarzy. Bądźmy dobrymi obserwatorami i żyjmy w zgodzie z lekarzami.


autor: Łukasz Łebek
tytuł: Co gryzie weterynarza
wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
miejsce i data wydania: Poznań 2021
liczba stron: 316
format: 145 × 205 mm
oprawa: miękka ze skrzydełkami


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.