Przeczytaliśmy

Trzy czarownice. Siostra nocy

Monika Jasek

Źródło grafiki: Monika Jasek

Cykl Trzy czarownice zaczęłam czytać niedługo przed premierą finałowego tomu – gdy zobaczyłam lutowe zapowiedzi Wydawnictwa Jaguar, moją uwagę przyciągnęła piękna okładka. Czasami bywam książkową sroką i wybieram książki po okładkach, oczywiście z różnym skutkiem. Nie myślałam nawet o recenzowaniu Siostry nocy, ponieważ nie sądziłam, że uporam się tak szybko z dwoma tomami. A jednak się udało!

Ponieważ to ostatnia część, a nie znajdziecie na portalu recenzji poprzednich, zrobię małe wprowadzenie dla tych, którzy nie znają historii. Cykl rozpoczyna się w momencie, gdy główna bohaterka, piętnastoletnia czarownica Vianne, cierpi na gorączkę demoniczną i z każdym dniem traci coraz więcej sił. Jedyną nadzieją na ratunek jest wyjazd nastolatki za granicę do Glastonbury, gdzie być może uda się ją uratować. We Francji, gdzie mieszka z siostrami, Maëlle i Aimée, zostawia życie, jakie znała do tej pory, przyjaciół i Ezrę – ukochanego chłopaka. Łatwo się domyślić, że niemożliwe staje się możliwe i po kilku latach dziewczęta wracają do Brocéliande. Miłość Vianne – która stanowiła w zasadzie główny wątek obu tomów – wcale nie przeminęła, ale znany jej świat uległ znacznym zmianom. Ezra został Wielkim Mistrzem Loży, w dodatku wygasa pakt zawarty między magicznymi a demonami, które domagają się okrutnej ofiary. Ezra, szukając wyjścia z trudnej sytuacji, postanawia w ramach przymierza pobrać się z demoną, czym łamie serce zakochanej w nim Vianne. Podczas zaślubin jednak dochodzi do ataku demonów, w wyniku którego bohaterowie zostają porwani i uwięzieni na zamku króla demonów Regulusa, w którym aż roi się od niebezpieczeństw…

Siostrom udaje się zbiec i wrócić bezpiecznie do domu – nie wszyscy jednak mają to szczęście, Ezra bowiem, chroniąc Vianne własnym ciałem, odniósł śmiertelną ranę. W Kerys odnajduje się za to brat Ezry, Aden, od lat uważany za zaginionego/zmarłego w niewyjaśnionych okolicznościach. Stoi przed nim niezwykle trudne zadanie, ponieważ musi objąć stanowisko Wielkiego Mistrza i poprowadzić magicznych do zwycięstwa w walce z demonami, co jednocześnie uratuje świat ludzi. Vianne usuwa się w cień, by przeżywać żałobę, ale pozostaje on: Aarvand, demon, który wcale nie jest jej obojętny…

Niestety bohaterowie nie mają czasu na odpoczynek i gorączkowo szukają rozwiązania problemu: Aden wzywa do Francji wszystkich magicznych zdolnych do walki, po stronie ludzi stają nawet demony sprzeciwiające się okrutnym rządom Regulusa. Wszyscy jednak wiedzą, że to za mało – Regulus jest w posiadaniu magicznych monet, dających mu to, czego zapragnie, a poza tym faszeruje swoich żołnierzy szkodliwą substancją, zwaną samarium, która uodparnia ich na działanie magii. Wydaje się, że świat ulegnie zagładzie, gdy Vianne wraz z siostrami odkrywa w rodzinnej księdze pewną przepowiednię, dającą i nadzieję, i szansę na rozdzielenie światów. Zadanie jednak jest bardzo niebezpieczne, wymaga olbrzymiej odwagi, a konsekwencje mogą okazać się nieodwracalne… Mimo to Vianne postanawia wybrać się w niezwykłą podróż w towarzystwie Aarvanda, a przyszłość ich świata zależy od… jego przeszłości.

Nie będę ukrywać, że do tej pory lubię od czasu do czasu czytać powieści, w których główną rolę odgrywa magia. Magiczność i niezwykłość urzekają mnie mimo upływu lat. Z przyjemnością śledziłam ten wątek, zwłaszcza w przypadku Vianne, która w wyniku gorączki oraz nielegalnych działań pewnej angielskiej czarownicy traci swoją moc i próbuje się odnaleźć w magicznym świecie jako nie-czarownica. Jej droga do odzyskania zdolności magicznych oraz odbycie rytuału, podczas którego spotyka cztery boginie i dowiaduje się, nad którymi żywiołami potrafi panować, były dla mnie fascynujące i kibicowałam jej do samego końca – zwłaszcza w ostatecznym starciu z Regulusem, gdy pokazuje wreszcie, na co ją stać, i sama odkrywa swoją potęgę. Świetnym motywem są też dawne boginie opiekujące się światem, którym składa się ofiary i do których zwraca się w trudnych chwilach. Nie podobało mi się jedynie ich ostatnie spotkanie – wydaje mi się zbyt przegadane, a same boginie zostały nagle przedstawione jako lekko ześwirowane babunie, zsyłające na ludzi problemy w ramach psot. Coś mi tutaj nie zagrało.

Innym dobrze rozegranym wątkiem są podróże – między światami oraz w czasie. Autorka puszcza wodze fantazji i wraz z trzema siostrami możemy odkryć świat demonów, który w zasadzie nie różni się od naszego: nieumyślnym działaniem doprowadzili do zanieczyszczenia środowiska. Poznajemy zatem nie tylko ogromne zamki, lecz także poszczególne królestwa, najważniejsze święta czy zwyczaje. Trzeci tom to przede wszystkim podróże w czasie: Vianne, by wypełnić swoje zdanie, musi z Aarvandem cofnąć się aż do czasów arturiańskich, w których spotyka wiele niezwykłych osób. Autorka w posłowiu tłumaczy, że w ten sposób chciała zmienić postrzeganie ówczesnych kobiet, które do dziś uważa się za delikatne księżniczki albo złośliwe matrony. Świat nie jest czarno-biały, a historia bywa niezwykle złożona.

W finałowym tomie znacznej zmianie (raczej na plus) ulegli też bohaterowie, zwłaszcza Vianne, która wyraźnie wydoroślała, nauczyła się doceniać siebie i stała się bardziej samodzielna. Przyznaję, że z ulgą przyjęłam zakończenie wątku miłosnego między nią a Ezrą, zajmującym na początku za dużo miejsca. Bardzo polubiłam siostry Vianne, Maëlle i Aimée – choć różnią się niczym ogień i woda, wspaniale się uzupełniają i tworzą znakomity zespół. O wiele łatwiej utożsamiać się z bohaterami podobnymi do nas: boją się, popełniają błędy, knują, ale też potrafią kochać. To wszystko sprawia, że stają się bardziej realni, a ich wybory nie są dla nas niezrozumiałe i zmuszają do postawienia sobie pytania, jak sami zachowalibyśmy się w danej sytuacji. Co potrafilibyśmy poświęcić dla drugiej osoby?

Reasumując, cykl Trzy czarownice to fascynująca podróż przez czas, różne światy i legendy. Autorka wykreowała niezwykły świat, w którym aż skrzy się od magii oraz tajemnic, i puszcza oko do miłośników mitologii: szczęście lub niepowodzenia bohaterów zależą od wsparcia bogiń, od wieków tkających losy świata. Pojawiają się oczywiście momenty wymagające poprawy bądź skrócenia, ponieważ uważam, że Siostra nocy jest chwilami przeciągnięta, ale dzięki przyjemnej formie autorka zwraca uwagę na ważne sprawy: powinniśmy dbać o nasz świat, walczyć ze stereotypami i uprzedzeniami, a miłość i przyjaźń to najsilniejsze moce każdego człowieka.


autor: Marah Woolf

tytuł: Siostra nocy

przekład: Ewa Spirydowicz

wydawnictwo: Wydawnictwo Jaguar

miejsce i data wydania: Warszawa 2022

liczba stron: 528

format: 145 × 215 mm

oprawa: miękka ze skrzydełkami


Monika Jasek

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.