Przeczytaliśmy

Na żydowskim wojażu. Yaniv Iczkovits „Córka rzeźnika”

Monika Jasek-Kryśka

Źródło grafiki: Monika Jasek

Pierwsze, co rzuca się w oczy, to przepiękna okładka, a jeśli przyjrzeć się dokładnie niesamowitym detalom, odkryjemy na niej najważniejsze motywy powieści. Jeżeli jesteście ciekawi współczesnej literatury izraelskiej, ale może niekoniecznie chcecie się zapoznawać z pisarzami piszącymi głównie o Holocauście, to Yaniv Iczkovits będzie świetnym wyborem. Tylko uwaga: od Córki rzeźnika trudno się oderwać!

Przenosimy się do schyłku XIX wieku do carskiej Rosji, dzisiejszych pograniczy Polski i Białorusi, gdzie znajdowały się miasteczka żydowskie, polskie i rosyjskie, mieszały się kultury, zwyczaje i języki. W Motolu mieszkają rodziny Szpajzmanów i Kajzmanów. Fania Kajzman i Minda Szpajzman to siostry, z jednej strony podobne, z drugiej – ogień i woda. Już od wczesnych lat było wiadomo, że mała Fania urodziła się sto lat za wcześnie: dziewczynki nie interesowały kobiece zajęcia ani zamążpójście, lecz zawód ojca – chciała zostać rzeźnikiem. Kochany ojciec w końcu uległ namowom latorośli i zabrał ją na przeszkolenie, z nadzieją, że córka zobaczy, na czym polega jego zajęcie, przestraszy się i zapomni o sprawie. Płonne nadzieje, bowiem Fania rzeźnictwem zainteresowała się jeszcze mocniej. Biedny ojciec!

W Motolu zdarza się, że znikają mężczyźni – porzucają rodziny, szukają innego życia, zbiegają przed sprawiedliwością… W gazecie „Ha-Magid” jest nawet rubryczka, w której zrozpaczone kobiety umieszczają ogłoszenia o swoich zaginionych mężach. Minda Szpajzman czyta je regularnie, ale gdy porzuca ją własny mąż, nie jest zrozpaczona. Nie ma zamiaru publikować opisu Cwiego-Meira, mężczyzny, któremu wydaje się, że jest mądrzejszy od uczonych rabinów, a który zostawił ją z dwójką dzieci. Nie i koniec. Minda prowadzi więc życie porzuconej kobiety, co w społeczności żydowskiej nie jest dobrze widziane, ale zdaje się, że sama niewiele sobie z tego robi. Przejmuje się tym za to Fania, przykładna żydowska żona i matka pięciorga dzieci. Mąż Fani, co prawda nienależący do przesadnie bystrych osób, jest człowiekiem o spokojnym usposobieniu, dbającym o dom, a ich relacje są oparte na przyjaźni. Fania jednak targana złością na bezczelnego szwagra postanawia wziąć sprawy w swoje ręce i nawet siłą wywalczyć od niego podpisanie dokumentu o rozwodzie z siostrą. Pewnego dnia wychodzi z domu pod osłoną nocy, czym wstrząsa całym Motolem. Że mężczyźni uciekają, to jasne, ale kobieta?! Żona i matka? Nie do pomyślenia.

Fani towarzyszy Żiżek Breszow, miejscowy właściciel łódki, który trzyma się na uboczu. Mimo że pochodzi z żydowskiej rodziny, nikt o tym nie pamięta – albo nie chce pamiętać. Mały Żiżek został siłą wcielony do carskiej armii, gdy był zaledwie kilkulatkiem (!). Wcale jednak to nie znaczy, że jest zaprawiony w boju – wręcz przeciwnie, przeżył w wojsku bardziej dzięki sprytowi i szczęściu niż bojowym umiejętnościom. Żiżek zgadza się pomóc Fani i wyrusza z nią w podróż. Może się wydawać, że będzie to wyprawa obfitująca w niewygody (pamiętajcie, to schyłek XIX wieku) i parę przykrości (Żydzi), ale ponownie: bardzo się zdziwicie. Podróż Fani i Żiżka to dopiero początek i kłopotów, i przygód.

Kłopoty zaczynają się właściwie już na początku, gdy bohaterowie zostają napadnięci, a w ruch idzie rzeźnicki nóż Fani. Później w poszukiwaniu schronienia Żiżek odnajduje swojego dawnego przyjaciela, a ich losy łączą się już na dobre aż do zaskakującego zakończenia, które wywołuje i zadowolenie, i śmiech.

W Córce rzeźnika mamy główną opowieść, którą jest podróż Fani, oraz mnóstwo wątków pobocznych, jak historia Żiżka i jego przyjaciela, wątek szpiegowski, opowieść o carskiej armii czy wreszcie też o Mindzie i jej mężu. Wydaje się, że jest tego sporo – i owszem, nie bez powodu książka ma aż ponad 520 stron, ale wszystkie dodatki są tak rewelacyjnie wplecione w powieść, że autorowi nie można niczego zarzucić, jedynie podziwiać, że napisał coś takiego. Dzięki tym uzupełnieniom otrzymujemy pełnokrwistą powieść fantastyczno-szpiegowsko-przygodową ze świetnie naszkicowanymi postaciami, które nie pojawiają się znikąd, ale są osadzone w konkretnym miejscu i czasie.

Choć liczba stron może z początku przerażać, zwłaszcza tych, którzy nie przepadają za długimi powieściami, powiem, że Córkę rzeźnika czyta się bardzo szybko, przede wszystkim dzięki wartkiej akcji i licznym zwrotom, które co rusz zaskakują czytelnika. Iczkovits napisał powieść, przy której nie sposób się nudzić, a tym bardziej rozmyślać o codziennych sprawach, bo bardzo łatwo można się wtedy zgubić. Dzieje się dużo i szybko, w trakcie pisania tej recenzji pomyślałam, że Córka rzeźnika przypomina trochę Grand Budapest Hotel Wesa Andersona – zwroty akcji, wątki poboczne i nierzadko czarny humor przywodzą na myśl historię Gustave’a H.

Zaskakująca jest tak bogata wyobraźnia autora, która przenosi nas do pełnowymiarowego świata XIX-wiecznego Motolu i okolicznych miasteczek. Jest to świat, który ma swoje zapachy, krajobrazy, dźwięki, kolory, a dzięki wspaniałym opisom o wiele łatwiej możemy sobie wyobrazić wszystkie wydarzenia i miejsca. Piękny jest też język autora i równie udane tłumaczenie, co sprawia, że lektura Córki rzeźnika to sama przyjemność.


autor: Yaniv Iczkovits

tytuł: Córka rzeźnika

przekład: Anna Halbersztat

wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie

miejsce i data wydania: Poznań 2021

liczba stron: 526

format: 150 × 210 mm

oprawa: twarda


Monika Jasek-Kryśka

Polonistka z wykształcenia, skandynawistka w przyszłości. Miłośniczka nauki, jedzenia, filmów oraz seriali. Wielbicielka literatury dziecięcej, młodzieżowej i fantastycznej, a zwłaszcza dystopii. Zakochana w Norwegii i norweskim, ogląda, słucha i czyta wszystko, co powstało w kraju nad fiordami. Darzy miłością pieski i świnki morskie. Po godzinach nieśmiały cukiernik. Tylko myśli, czego można by się jeszcze nauczyć. Zastępca redaktor naczelnej tego przybytku.