Kultura w dymkach

Manga, czyli komiks made in Japan

Prosta linia, rozbuchana emocjonalność, małe usta, włosy o nienaturalnych kolorach i ogromne oczy – wystarczy wymienić tych kilka cech, by każdemu przed oczami stanął obraz charakterystyczny dla mangi bądź anime. Ta część japońskiej kultury jest jednym z najpopularniejszych towarów eksportowanych na cały świat. I to towarem unikalnym, różniącym się na wiele sposobów od tego, co znamy z europejskiego i amerykańskiego podwórka.

Nic dziwnego, że manga tak znacznie różni się od zachodnich komiksów – w Kraju Kwitnącej Wiśni historie obrazkowe przez długi czas rozwijały się w izolacji od reszty świata, a ich początki i ewolucja składają się na bardzo ciekawą i bogatą historię. Źródeł mangi niektórzy badacze doszukują się już w jedenastowiecznych zwojach, tzw. emaki-mono, które czytane były od strony prawej do lewej i zawierały ciąg ilustracji opowiadających historię (często adaptację znanej powieści), uzupełniony słownymi komentarzami i przypisami, nierzadko w kreatywny sposób wplecionymi w kompozycję obrazów. Przykładem takich premangowych zwojów (aczkolwiek niemych) są dzieła mnicha Toba Sōjō, np. „Choju giga” („Rysunki frywolnych zwierząt”) będące satyrą na buddyjskie kapłaństwo. Mnisi przedstawieni są tam jako króliki psocące razem z urwisującymi małpami, a na jednym zwoju można odnaleźć nawet samego Buddę w postaci ropuchy. Innym takim zwojem jest „Hohi gassen” czyli… samurajska bitwa na bąki. Kolejnym malarzem zaliczanym do artystów mających znaczny wpływ na kształt współczesnej mangi jest Katsushika Hokusai, znany powszechnie jako autor drzeworytów z cyklu „36 widoków na górę Fuji” (w tym dzieła „Wielka fala w Kanagawa”). Hokusai zajmował się jednak także tworzeniem mniej poważnych dziełek – humorystycznych ilustracji, pierwotnie przeznaczonych na zajęcia ze studentami, a za ich namową opublikowanych później w zbiorze zatytułowanym „Manga”. To właśnie  malarz jako pierwszy użył tego słowa (które dosłownie oznacza zabawne, lekkie rysunki: man = wykonane szybko i lekko, ga = obraz, rysunek) do określenia własnych prac. Inne składniki obecnego komiksu japońskiego wywodzące się z malarstwa to shunga (= wiosenne obrazy), czyli sztuka erotyczna, motywy yokai (a więc mityczne stwory) oraz satyra społeczna i polityczna w kibyōshi.



Jednak tym, co dodało malarskim inspiracjom współczesnego smaczku, była amerykańska okupacja. To wtedy hermetyczna Japonia zetknęła się z nowinkami z Zachodu. Wtedy Osamu Tezuka, pionierski mangaka (twórca mangi), ojciec współczesnego komiksu japońskiego, poznał bajki Walta Disneya i na jego cześć zaczął rysować swoje postaci z olbrzymimi oczami, wtedy też przy produkcji swoich prac zaczął stosować techniki filmowe (manipulacja zbliżeniem i kątem, wykorzystywanie kilku paneli do zobrazowania jednej emocji). Wtedy zachodni artyści prowadzili wykłady dla swoich japońskich kolegów, podczas których opowiadali im o linii, formie i kolorze, ponieważ wcześniej w stylu ukiyo-e (= obrazy przepływającego świata) najważniejsza była treść. Później na rynku zaczęły pojawiać się liczne magazyny dla dzieci i młodzieży, w głównej mierze publikujące mangę w odcinkach. Następnie ewoluowały na różnych poziomach w prasę dla dorosłych oraz różne gatunki i podgatunki.



Mimo że w kształtowaniu mangi dużą rolę odegrał wpływ kultury amerykańskiej i zachodnioeuropejskiej, komiks japoński zachował swoisty charakter. Mało tego, manga jest na tyle specyficzna, że cały artykuł można by skonstruować na wzór podręcznego słowniczka – tak, by wytłumaczyć tylko najważniejsze pojęcia. I może właśnie w tym momencie warto zaznaczyć, że cały zachodni świat słowa „manga” używa na określenie komiksów japońskich, tymczasem dla współczesnych Japończyków oznacza ono humorystyczny rysunek, karykaturę lub drzeworyt. W komiksowym kontekście stosują angielskie słowo „comics” lub jego zjaponizowaną wersję „komikku”. Mangę nawet czyta się w szczególny sposób, który wymaga trochę czasu, by się do niego przyzwyczaić, mianowicie (w spadku po wspomnianych emaki-mono) od strony prawej do lewej. Początkowo podczas tłumaczenia zachodnie wydawnictwa stosowały tak zwany proces floppingu, czyli odwrócenia kolejności stron i układu paneli, ale większość mangaków się zbuntowała i egzotycznym sposobem czytania obecnie możemy cieszyć się także w Polsce. Warto również zaznaczyć, że manga najczęściej operuje tylko czernią i bielą – kolorowe mogą być jedynie okładki oraz kilka pierwszych stron wydania. Rynek komiksów japońskich także działa w charakterystyczny dla siebie sposób – artyści z reguły zaczynają od publikowania na łamach mangowych magazynów prostych pasków (yankoma). Jeśli spodobają się one czytelnikom, mangaka może zacząć tworzyć dłuższe historie w odcinkach, które po zyskaniu uznania wśród otaku (miłośników japońskiej popkultury, geeków) wydawane są w zbiorczych tomikach (tankōbon), a później często adaptowane w formie anime, czyli japońskiej animacji.



Manga jest wyjątkowym okazem w świecie komiksu również dlatego, że w Japonii traktuje się ją z dużym respektem jako bardzo ważną część spuścizny narodowej – tam nikt nie ma wątpliwości, czy komiks należy zaliczać do sztuki. Z mangi się nie wyrasta, tak jak nie wyrasta się z literatury, a zmienia się tylko nawyki czytelnicze – zamiast na półki z mangą dziecięcą sięga się na te z egzemplarzami dla młodzieży, a potem dla dorosłych. Z tego powodu wydawnictwa ustanowiły klasyfikację mangi ze względu na wiek i płeć odbiorców. W uproszczeniu wygląda ona następująco: kodomo muke – dzieci, shōjo – dziewczęta, shōnen – chłopcy, josei – kobiety, seinen – mężczyźni. Manga oferuje ponadto mnóstwo bardzo specyficznych gatunków, dzięki czemu może trafić w gusta każdego, nawet najbardziej wybrednego czytelnika. To dlatego znajdziemy tak unikatowe komiksy, jak: garo – alternatywa, mahō shōjo – magical girl, mecha – wielkie roboty, ecchci – erotyka, hentai – pornografia, yuri – nurt lesbijski, yaoi – nurt gejowski.



W mandze najlepsze jest subtelne połączenie wyjątkowej kultury japońskiej ze znaną nam dobrze kulturą Zachodu oraz wspaniała różnorodność wynikająca z braku uprzedzeń i ograniczeń w zakresie podejmowanej tematyki. Szczególnego smaczku dodają także elementy, które europejskiemu odbiorcy mogą wydać się egzotyczne, a tym samym pozwalają przerwać czytelniczą nudę i wyjść poza codzienne nawyki. Dlatego zanim ktoś użyje krzywdzącego określenia typu „japońskie pornobajki”, powinien chwilkę się zastanowić, a najlepiej osobiście usiąść nad zeszytem mangi i utonąć w ogromnych, kreskówkowych oczach i przygodach ich właścicieli.
Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Przeżywa przygody z psią towarzyszką, rozkoszuje się dziełami wegetariańskiej sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości. Udziela się recenzencko na instagramowym koncie @w_porzadku_rzeczy.

    Zostaw odpowiedź

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    0 %