Obejrzeliśmy

Zrobić wędkarza z predatora

Pokaźnych rozmiarów bestia z kosmosu o zabójczych zdolnościach – umięśniona, uzbrojona, opancerzona. Fluorescencyjna, zielona krew, włosy przypominające dredy, widzenie w podczerwieni, technologia pozwalająca na wtopienie się w otoczenie, doskonała umiejętność wspinaczki, duża odporność na urazy i wielka siła. A pod ciężką, grubą maską – one ugly motherfucker.
Ten skurczysyn już w kilku filmach pojawił się na Ziemi, aby dla sportu polować na ludzi i zbierać po nich makabryczne pamiątki. Został przez to nazwany Predatorem. Jak się okazało – zupełnie bez sensu. Na szczęście w tym roku pojawiła się kolejna część, wyreżyserowana przez Shane’a Blacka, w której bohaterowie w końcu zauważają ten błąd. Wiemy już, że predator (po polsku zwyczajny „drapieżnik”) poluje i zabija, żeby przetrwać, więc nasz okaz bardziej przypomina… wędkarza, który zbroi się w specjalistyczne wędki i kołowrotki, a potem fotografuje swoje zdobycze i opowiada znajomym, że złowił taaaaaką dużą rybę. Nie można się jednak nie zgodzić z opinią zespołu badającego zwyczaje tej nieprzyjaznej rasy z odległych zakątków galaktyki – „Predator” po prostu brzmi lepiej.

Co jeszcze zawdzięczamy najnowszemu filmowi? Może to się wydać dziwne, ale moim zdaniem całkiem sporo! Wcześniej dane mi było obejrzeć dwie pierwsze części i – o mój Boże – jakie to było złe. Natomiast tym razem świetnie spędziłam czas w kinie, zwyczajnie dobrze się bawiłam, o co przecież chodzi przy tego rodzaju rozrywce. W przeciwieństwie do odnowionej serii o Obcym, w tym wypadku nie powtórzono schematu w kostiumie artystycznej ambicji ze szczyptą pretensjonalności. Dostajemy solidny film akcji, nieodchodzący zbyt daleko od oryginału, ale pozbawiony jego grzechów, które wynikały w głównej mierze ze specyfiki epoki, a nie złych zamiarów twórców.

Przede wszystkim sam antagonista nie jest już wielkim znakiem zapytania – tym razem rządowa ekipa jest przygotowana do spotkania z nim i z pomocą naukowców stara się wcześniej zdobyć jak najwięcej praktycznej wiedzy, dzięki czemu poznajemy teorię o wędkarzu czy dredach-czułkach. Oczywiście Ziemianie nadal nie potrafią się zachować w stu procentach jak należy – inaczej nasz obrzydliwy koleżka nie zwiałby z laboratorium i nie mógłby siać zniszczenia.

Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo po jego ucieczce na scenę wkracza zespół twardzieli, którzy są gotowi poświęcić wszystko, żeby tylko dorwać to cholerstwo i się z nim rozprawić, czy też pomścić kompanów, czy też dopomóc dobru w walce ze złem. Chociaż nie do końca. Tym razem bowiem w ringu naprzeciwko Predatora staje przypadkowa zbieranina co najmniej dziwnych osobistości, które równie celnie można nazwać mocno szurniętą ekipą pojebów. Piszę to z czułością, bo panowie (a także panie i dzieciaki) są tak naprawdę słodcy. Ten eksperyment z doborem postaci zdecydowanie wypalił – pozwolił generować w naturalny sposób komiczne sytuacje i oddać hołd starym filmom za sprawą scen z patetyczno-śmiesznymi aktami prawdziwej przyjaźni i lojalności.

Dużym plusem, który przyczynił się do sukcesu filmu, jest obsada. Zaangażowani zostali fajni aktorzy, którzy jeszcze się nie opatrzyli, ale zdecydowanie już ich kojarzymy (m.in. Boyd Holbrook, Keegan-Michael Key, Olivia Munn, Thomas Jane, Alfie Allen, Yvonne Strahovski czy młodziutki Jacob Tremblay). Wszyscy wyraźnie bawili się swoją pracą, co jest najlepszym możliwym podejściem do projektu tego rodzaju.

Nowy Predator jest przede wszystkim śmieszny – może pomijając (albo właśnie włączając!) sceny brutalne i makabryczne. Jak dla mnie sposób ich realizacji to duża zaleta, bo lubię się pośmiać, nawet jeśli bawią mnie nie żarty obliczone na taki właśnie efekt, ale pewne schematy czy durne motywy. Film oczywiście mógłby być lepszy, pewne zagrywki irytują oczywistością, pewne momenty trochę się dłużą. I jeszcze jedno – to, co dla mnie zalicza się do pozytywnych stron, może z dużą dozą prawdopodobieństwa skreślić Predatora w oczach fanów oryginalnej serii. Może, ale nie musi. Ja namawiam do obejrzenia, jeśli tylko szukacie rozrywki bez zobowiązań.


tytuł: Predator

reżyser: Shane Black

scenariusz: Shane Black, Fred Dekker

czas trwania: 1 godz. 47 min

data polskiej premiery: 1 września 2018

gatunek: akcja, sci-fi

dystrybutor: Imperial CinePix


Predatora obejrzeliśmy dzięki współpracy z Cinema City

Żyje życiem fabularnym prosto z kart literatury i komiksu, prosto z ekranu kina i telewizji. Przeżywa przygody z psią towarzyszką, rozkoszuje się dziełami wegetariańskiej sztuki kulinarnej, podnieca osiągnięciami nauki, inspiruje popkulturą. Kolekcjonuje odłamki i bibeloty rzeczywistości. Udziela się recenzencko na instagramowym koncie @w_porzadku_rzeczy.

    Zostaw odpowiedź

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    0 %