KsiążkaPrzeczytaliśmy

Tamten smak oranżady

Autorka – rocznik 1978 – napisała książkę, w której wspomina swoje dzieciństwo. Postanowiłem przeczytać tę książkę z co najmniej dwóch powodów – śledzę jej publiczny profil w social mediach, po drugie chciałem sprawdzić, jak bardzo wspomnienia są podobne. Dzieli nas niecała dekada, bo kiedy autorka pojawiła się na świecie, ja już uczęszczałem do podstawówki. Jesteście ciekawi, co wyniknęło z lektury?  

Nauka nazywa nas, urodzonych w latach 70. XX wieku, pokoleniem X, od liczby nieznanej w matematycznych równaniach. W różnych źródłach nazywa się nas także pokoleniem nic na serio. No i podobno jesteśmy romantyczni, uduchowieni i hedonistyczni. Nie wiem, czy jest coś prawdziwego w tym stereotypie, mimo to zaryzykowałbym taką quasi-naukową teorię, że to właśnie nasze pokolenie (już w dorosłości) najmocniej cieszyło się z klocków LEGO, które nasze dzieci dostawały w prezencie. I to chyba dla nas owa firma stworzyła jakiś czas temu specjalną serię, być może głównie dla facetów, którzy w dzieciństwie nie mieli swoich oryginalnych klocków z Danii.  

Tamten smak oranżady Moniki Marszał to niewielka objętościowo książka. Niesie za to olbrzymi ładunek wspomnień, których najmocniejszym fundamentem są emocje. I to właściwie same pozytywne, a nawet momentami tkliwe. Kiedy w opowiadanych historiach pojawia się coś nieprzyjemnego, to jest to już przepracowane i potraktowane z pobłażaniem. Autorka uśmiecha się do swoich „problemów” czy złości sprzed 30 lat, bo wie, że z obecnego punktu widzenia szkolne dyktanda, lekcje języka rosyjskiego czy kartkówki wyglądają już tylko jak kaktus owinięty folią bąbelkową. A nawet chciałoby się teraz w dorosłym życiu mieć tylko takie zmartwienia. Bo przecież wtedy dzieci nie były przebodźcowane smartfonami, podniesienie ciśnienia wywoływała u nich… guma balonowa Donald.  

„Nagroda, luksus i duma. Donald był jak nasz przyjaciel. W dodatku pachniał papierek po gumie, i to bardzo długo. Nawet kiedy był już upchnięty między kartkami książek i trochę zapomniany, jego cudowny zapach trwał i trwał…” (s. 97) 

Jeśli więc, Czytelniku, masz teraz co najmniej 40 lat, ta książka może przenieść cię w czasy, o których trochę już zapomniałeś. A przecież podobno za tym, co przeżyliśmy w dzieciństwie, tęsknimy najbardziej. Na stronach tej książki są: magnetofon Grundig, cukierki urodzinowe, którymi częstował w klasie solenizant, trzepak, lekcje języka polskiego, ulubiony obiad przygotowany przez mamę, wakacje na wsi u babci, żniwa, wianki plecione ze stokrotek i mleczy, tajemniczy kredens, tata przebrany za Mikołaja, drobniaki wciskane przez dziadka po kryjomu, meblościanka, szkolne dyskoteki, przystanek autobusowy jako centrum wydarzeń i wiele, wiele innych przyjemnych wspomnień. Być może, Czytelniku, znajdziesz pośród nich także swoje, bo po lekturze okazuje się, że wszyscy urodzeni około pół wieku temu mamy wiele wspólnego. Skakaliśmy przez gumę, prześwietlaliśmy klisze fotograficzne, chodziliśmy do szkolnego dentysty i mieliśmy mnóstwo przyjaciół, do których pisaliśmy tradycyjne listy.  

Spędziłem z tą książką kilka bardzo przyjemnych chwil. Autorka zabrała mnie do swojego świata, a nawet chwilami miałem wrażenie, że mieszkaliśmy na tej samej ulicy i wakacje spędzaliśmy w tej samej wsi. Wiele razy podczas lektury myślałem, że to ja napisałem Tamten smak oranżady. Niech Was nie zwiedzie lekki język opowieści, bo ona wypływa z serca i każda głębsza ingerencja redaktorska uczyniłaby ją nudną. A tak jest przyjemna jak niegdyś lizak kogucik, kupowany w wiejskim sklepiku. Może był zbyt słodki, ale smak miał niezapomniany. Czerwony kogucik był lepszy niż dzisiejsze najlepsze batony. Przysięgam! 

autor: Monika Marszał 

tytuł: Tamten smak oranżady. Z pamiętnika 78 rocznika 

wydawnictwo: BOOKEND 

miejsce i rok wydania: Kraków 2023 

format: 130 x 200 

liczba stron: 150 

okładka: zintegrowana 

Cenię spokój, zarówno ten uświęcony, jak i zwykły. W tym (s)pokoju mam swoje miejsce, z którego sięgam po książki. Czytanie dostarcza mi wszystkich emocji, jakie wymyślił świat. Nauczyłem się tego dawno temu w bibliotece w moim rodzinnym mieście. Wtedy czytałem książki „podróżnicze, względnie podróżniczo-awanturnicze”, dziś najchętniej wybieram literaturę non-fiction i książki przybliżające zjawiska kulturowe sprzed kilku dekad. Przyglądam się niektórym sztukom plastycznym i szperam w klasykach polskiego komiksu. Jestem dobry dla książek.

    Zostaw odpowiedź

    Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    0 %